środa, 1 sierpnia 2012

Opowiadanie cz 1.

            Drażniący głosik piszczał Eileen w uszach. Nie chciała jeszcze wstawać, ale skrzeczenie stawało się nie do zniesienia. Lekko otworzyła oczy. Mała elfka latała jak szalona nad jej głową. Cała przy tym świeciła kolorami tęczy. Dziewczyna ponownie zamknęła oczy, oraz naciągnęła poduszkę na głowę. Nie miała zamiaru dziś tak wcześnie wstawać. Ostatnie wydarzenia były dla niej bardzo stresujące. Wczoraj odbyło się Zgromadzenie Panów, w którego skład wchodzą zarządcy ziem w Fareni, oraz ona jako cesarzowa. Zastanawiali się, jakie począć działania w związku z sytuacją w Linopii. Odkąd księżniczka Adain opuściła tę krainę, ludzie przeciwni jej starają się pozyskać wpływy. Owszem zostawiła tam swojego zastępcę Lonana, ale to właśnie on spiskuje przeciwko niej. Adain za to mu ufa bezgranicznie, bo przecież tyle razu uratował jej życie. Eileen na początku też nie mogła uwierzyć, ale sama widziała na własne oczy jak ten oszust z zimną krwią zabijał wierną służącą księżniczki, kiedy ta chciała ostrzec swoją panią.
- Eileen wstawaj już! - zapiszczała po raz któryś elfka - Miałaś wstać rano i udać się na Ziemię by porozmawiać z Adain!
            Dziewczyna szybko wstała z łóżka. Ciągle zapominała, że czas tu, a tam się trochę różni. Kiedy w Fareni jest ranek, to tam jest popołudnie. Weszła do łazienki obok. W mig wyczarowała w wielkiej wannie ciepłą wodę z bąbelkami. Po kwadransie była już gotowa do wyjścia.
- Eileen jesteś pewna, że tak ubrana chcesz iść?
            Dziewczyna obejrzała się w lustrze. Miała na sobie ciemno zieloną suknię, ze srebrnym pasem. Tyle czasu tu spędzała, że nawet zaczęła nosić się według tutejszej mody. Suknie wyjęte niczym ze średniowiecza i mitów o Królu Arturze. Obróciła się dookoła i była już w rurkach w czarno-czerwoną kratę, białej bluzce z napisem "Slash", skórkowej kurtce z ćwiekami na ramionach, oraz czarnych kozakach.
- Tak u ciebie się chodzi?
- Sifora. - zwróciła się do elfki - Ja tak chodzę. Co ty taka konserwatywna jesteś?
- Mogłabyś się ubrać bardziej dziewczęco. W tych twoich kolorowych gazetkach jest tyle ładnych sukienek. - wzięła w małe raczki jedną z gazet i pokazała na koronkową pudrową sukienkę.
- Chcesz bym wyglądała jak firanka?
- Nie.
- Jasne...
- Może dzięki temu znalazłabyś cesarza? - wypaliła jednym tchem Sifora.
- Cooooo?! - spytała przerażona dziewczyna.
            Elfka zaczęła świecić na zielono i wyczarowała wielką księgę. Ta znowuż otworzyła się na pierwszych stronach.
- Według naszego prawa nim minie trzeci rok panowania cesarzowej, ta musi poślubić małżonka.
- O to wspaniale. To zostały mi jeszcze dwa lata - uradowała się Eileen.
            W zasadzie była poirytowana zasadami panującymi na zamku. Po raz kolejny obiecała sobie w duchu, że jak tylko będzie mieć czas, to je zmieni. Uważała, że każdy powinien wybierać sobie drogę jaką pójdzie.
- Owszem, ale musisz się jeszcze zakochać, a nim to nastąpi to poznać wybranka.
- No dobra, a co do tego ma firanka?
- Nie firanka, tylko koronkowa sukienka. - popatrzyła się na gazetkę i wskazała cieliste baleriny - Do tego te buciki.
- Na podryw tylko w szpilkach Siforo.
- Szpilkach? - zdziwiła się. - Co to są szpilki?
- Dobra, koniec tej głupiej pogawędki. Lecę do Adain.
            Sifora popatrzyła na Eileen. Dziewczyna była wyraźnie czymś przejęta. Dłonie pocierała ciągle o spodnie, kaszlała, oraz słychać było burczenie z brzucha.
- Jeszcze nie jadłaś!
- Nie jestem głodna! - krzyknęła Eileen.
- Czym jesteś tak zdenerwowana? Adain jest twoją przyjaciółką, na pewno ci uwierzy. - uspakajała ją elfka.
            Eileen nic nie mówiąc wyleciała z komnaty przez okno i zwróciła się ku Jezioru Silver. Jezioro miało to do siebie, że w ciemnościach świeciło na błękitno. Rano za to miało bardzo czystą barwę i było widać nawet najmniejszy kamyczek. Poza tym było bardzo dużym źródłem mocy. Wystarczyło się w nim zanurzyć lub wypić kilka kropel a człowiek, elf czy inna istota stawała się w pełni zdrowa. Eileen napełniła trzy małe buteleczki leczniczą woda i schowała je do torebki. Nabrała trochę wody na dłoń i napiła się. Woda dodawała również odwagi a także rozjaśniała umysł. Wzbiła się w powietrze. Gdy była wystarczająco wysoko, wykonała kilka ruchów dłonią i zniknęła.
            Pojawiła się tuż nad Pałacem Kultury i Nauki. Nie mogła jednak od tak zlecieć na chodnik, bo by za bardzo zwróciła na siebie uwagę. Wleciała przez któreś z wyższych okien pałacu, do pustego pomieszczenia. Pamiętała, że dzisiaj Adain ma zajęcia plastyczne. Zjechała windą na odpowiednie piętro i czekała przed salą na przyjaciółkę aż wyjdzie. Minęło 30 minut ale ta nie wychodziła. Zaczęła się już zastanawiać czy aby na pewno we wtorki Adain ma te zajęcia. Może coś się jej pokręciło? Usłyszała jednak harmider, dobiegający z sali. Młodzież zaczęła wychodzić i zobaczyła ją. Szczupła dziewczyna z wielkimi, niebieskimi oczami niczym poranne niebo. To te oczy Eileen widziała najpierw, były takie szczere.
- Eileen! - krzyknęła Adain i rzuciła się na ramiona przyjaciółki.
- Cześć.
- Co cię tu sprowadza?
- No wiesz, czasem trzeba odwiedzić stare kąty. Może pójdziemy gdzieś do kawiarni? - zaproponowała.
- Może być! Wiesz, że na przeciwko Mangislandu otworzyli jedną?
            Eileen stanęła sztywno. Dobrze wiedziała, co oznacza hasło "mangisland".
- Czy ten chłopak nadal ci z głowy nie wywietrzał? - spytała lekko złośliwie.
- Nieeee... - uśmiechnęła się Adain.
- Nie możesz go poprosić o telefon?
- Nieeeee! - wybałuszyła oczy.
- Spytać chociaż o imię?
- Nieeeeee!!!
- Dobra już dobra, pójdziemy do mangislandu.
- Hura!!! - Adain zaczęła skakać z radości.
            Dziewczyny przeszły przez pasaż handlowy w metrze. Weszły do Mangislandu. Na półkach były poustawiane mangi o różnej tematyce. Podeszły do stoiska i każda wzięła po książeczce do poczytania. Usiadły na wielkiej kanapie i zatopiły się w lekturze.
- Eileen... Nie ma go. - szepnęła Adain. - Wychodzimy.
- Ale ja jeszcze nie skończyłam czytać.
- Nie po to tu przyszłyśmy.
- Adain, nie uważasz że to będzie dziwne jak tak szybko wyjdziemy? Przecież, te chłopaki za ladą ciągle się na nas gapią. Jak wyjdziemy tak szybko, to zaczną coś podejrzewać. Z resztą twój luby może zaraz przyjdzie. Poczekajmy chwilę... No a przynajmniej do póki nie skończę czytać Paradise Kiss.
- No tak... Wielbicielka Georga, postaci rysunkowej. I to ja niby jestem walnięta.
- Oj tam, oj tam...
            Tak na prawdę Eileen nie wiedziała jak zacząć rozmawiać z przyjaciółką na temat Lonana. Każda chwila była obecnie dobra. Nikt nie będzie ich teraz podsłuchiwał, żaden ciekawski człowiek, który po rozmowie uznałby je za wariatki. Obawiała się jednak, że towarzyszka jej nie uwierzy. Lonan wydawał się zawsze wiernym przyjacielem Adain. Jednak od samego początku mężczyzna budził niepokój w Eileen. Coś w niej krzyczało by mu nie ufać. Adain próbowała wielokrotnie przekonać dziewczynę do mężczyzny. To nie pomagało. W efekcie obie się ze sobą pokłóciły. Eileen nie miała wtedy żadnych argumentów przeciwko niemu, jedynie swoje przeczucie. Obecnie Lonan mógł już rozmawiać z Adain, opowiadając jej kłamstwa. Jednak nic po zachowaniu księżnej tego nie wskazywało.
            Po kwadransie Adain wstała a za nią Eileen. Odłożyły książeczki i wszyły jakby nigdy nic. Szły pasażem i... Przed nimi szedł wysoki chłopak, o ciemnych oczach i czarnych, długich włosach. Granatowa, aksamitna koszula świetnie podkreślała jego szczupłą sylwetkę. Przeszedł koło nich, a Eileen dla pewności obróciła głowę w jego kierunku. Tak to był on, miał na sobie czarny plecak z czerwony X-em. Poczuła jak ramie jej sztywnieje, Adain mocno zaciskała na nim dłonie. Popatrzyła na towarzyszkę, a ta miała wielki uśmiech na twarzy.
- Adain. Adain, obudź się! Adain ramie mnie boli!
            Przyjaciółka jednak nie reagowała.
- To wracamy się do Mangislandu?
- Nieeeeee!!!! Co ty?! To dopiero wyda się dla nich dziwne.
- I o to chodzi, może w końcu weźmiesz od niego telefon.
- To o czym chciałaś pogadać? - spytała Adain, jednocześnie kierując rozmowę na inny tor.
- Yyyy... Nooo... Pogadamy w kawiarni. - odpowiedziała wymijająco dziewczyna.
            Siedziały w kawiarni, popijając białą kawę. W zasadzie bardzo różniły się od siebie, fizycznie jak i psychicznie. Eileen miała długie do pasa, proste, czarne włosy. Oczy zielone, w nocy świecące w ciemnościach. Jej sylwetka była dość luźna, jak ona sama. Nie za bardzo lubiła się uczyć, zwłaszcza tych rzeczy mało pożytecznych dla niej, jak etykieta, czy matematyka w szkole. Była wolnym duchem i nie lubiła się poddawać panującym regułom. Nie licząc długich sukien w Farni, lubiła chodzić w spodniach, które podkreślały jej krągłości. Adain miała jasno-brązowe loki opadające za ramiona. Oprócz niebieskich oczu, była posiadaczką bardzo jasnej cery i uroczych pieprzyków na całym ciele. Była wyższa od swojej przyjaciółki, o wyprostowanej postawie. Żyła według zasad panujących w danym otoczeniu, lub miejscu. W brew pozorom była bardzo opanowaną dziewczyną, nie łamała konwenansów. Naukę chłonęła jak gąbka wodę. Uwielbiała sukienki, spódniczki, szpilki i żakieciki.
- To o czym chciałaś porozmawiać Eileen?

 http://www.tapetki.com


Od autora.
Zabrania się kopiowania i wszelkiego innego powielania tekstu. Cała treść chroniona jest prawem autorskim.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz