poniedziałek, 3 września 2012

Rodzinne spotkanie.

W sobotę miałam gości. Po raz pierwszy od roku przyjechali moi rodzice. Nie dlatego, że ich wcześniej nie zapraszałam. Remont mi to uniemożliwiał. W piątek sprzątałam dom. Dużo tego nie było, bo staram się utrzymywać porządek. Jednak jak zaczęłam pucować lustra, podłogę, to wszystko błyszczało. W sobotę rano piekłam jeszcze ciasto marchewkowe i wkładałam do marynaty piersi z kurczaka. Teść dzień wcześniej przygotował schab, polędwiczki. Robiliśmy grilla, więc standardowo również były kiełbaski i kiszka (bardzo dobra). W efekcie jedzenia wyszło bardzo dużo. Lepiej jednak mieć więcej jedzenia niż mniej. Łącznie z nami było tylko 9 osób. Tylko, bo potrafimy mieć więcej gości. Rodzice przyjechali z przygodami. Tacie coś się ubzdurało, że mieszkam w Kobyłce. Następnie przepuszczali na drodze jelonka. Tak, niedaleko mnie hasają jelonki i sarenki. Moja siostra aż piszczała z radości, że mieszkam w takim fajnym miejscu, gdzie obok mam sarny, lisy, bobry inne leśne zwierzątka. W końcu do mnie trafili, słuchając mojego głosu z słuchawki. Czułam się jak GPS. "Jedź 100 metrów prosto", "Skręć na rondzie w lewo", "Od cegielni jedź prosto". Mama stwierdziła, że bardzo u mnie się zmieniło. W sumie ma racje. Dom jest ocieplony w całkiem innym kolorze niż wcześniej, wzdłuż płotu przed domem posadzone są tujki, na płocie z tyłu pną się winogrona. Do tego gdzie nie spojrzeć do słońca uśmiechają się wysokie malwy, warszawianki, aksamitki, ostróżki i inne kwiatki. Mama musiała również obejrzeć jak sobie pokoje pomalowaliśmy i jaką mamy podłogę. Ogólnie moje kolory nie przypadły jej do gustu. Podejrzewam, że mojej babci i cioci też by się nie spodobało. Ja mam całkiem inne upodobania. ;) Grill przebiegał w miłej atmosferze. Nigdy bym nie przypuszczała, że moi rodzice są tak gadatliwi. Madzia, moja młodsza sis, bawiła się moim kulkowym hula hop. O dziwo nie potrzebowała szalika, by się obwiązać nim dookoła. Koło 22.00 rodzice z Madzią pojechali.

Nie wiem czy szybko takie spotkanie się powtórzy. A już na pewno nie grill. Cały wrzesień mam zajęty i jedynie wytchnienie będę mieć na  Ecco Walkathon. Odnośnie sarenek. Raz z Tomkiem wybraliśmy się na wycieczkę rowerową do nas, do lasu. Jechaliśmy jak nam się podobało, nie patrząc czy jedziemy dróżkami czy nie. Jechaliśmy przez dłuższy czas, aż Tomek się zatrzymał. Kazał być cicho i mi coś palcem wskazał. Patrzę a tam… jeleń, z sarną i małym jelonkiem. Zawróciliśmy się, by im nie przeszkadzać. Wczoraj wracając od mojej babci mieliśmy kolejne spotkanie z tymi zwierzętami. Sarna nam drogę przebiegła. :)

Obiecałam kiedyś Duszyczce, że pokażę zdjęcia mojej niebieskiej sypialni. Oto one. :)






Ps. Brakuje mi jedynie lamp :-P

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz