poniedziałek, 29 października 2012

Śniegowa pogoda.

Pogoda zwariowała. Koniec października a tu śnieg. W sobotę zastanawiałam się przez chwile czy mam zwidy. W końcu dzień wcześniej był ślub i trochę się wypiło. Od razu poinformowałam męża o sytuacji na zewnątrz i:
- To białe myszki. - stwierdził sennie i dalej spał.
Zeszłam na dół. Teść już pił poranną kawę, więc się przyłączyłam.
- Marianna, chcesz kawę?! - Krzyknął w stronę pokoju mojej teściowej.
- Niee... - Doszedł nas ochrypły głos.
- Śnieg pada!
- Nie rób sobie ze mnie żartów. - Dziarsko odpowiedziała.
- To spójrz przez okno kobieto!
Lekki hałas doszedł z pokoju. Teściowa musiała wstać.
- O kur...!
W niedzielę już nie padało, dziś też nie. Ale mróz jest taki na dworze, że śnieg nie stopniał. Lubię śnieg. A z racji, że ostatnio tęskniłam za Świętami, to jest to dla mnie teki mały ich powiew.

Jutro idę za kurtką zimową i butami. Zdecydowałam kupić parkę. Nigdy jej nie miałam. Zawsze albo kurtki puchowe lub płaszcze. 

Po niżej prezentuję sobotni poranek, oraz wędrówki Rupercika. ;)
 www.marcimokiem.blogspot.com
  www.marcimokiem.blogspot.com

  www.marcimokiem.blogspot.com

  www.marcimokiem.blogspot.com

 www.marcimokiem.blogspot.com

poniedziałek, 22 października 2012

Ślub na spontana.

Dziś miłosna historia. W ten piątek idziemy na ślub, do siostry ciotecznej małżonka. O ślubie dowiedzieliśmy się tydzień temu. Z resztą z tego co wiem wszystko jest przygotowywane na spontana. Ala (czyli ta siostra) chodziła z chłopakiem przez 8 lat. Matka jej pogodziła się, że nigdy nie staną na ślubnym kobiercu, czy w tym  urzędniczym, bo parze papierek do szczęścia nie był potrzebny. Aż tu w tamtym roku para rozeszła się.  Powód nikomu nie jest do końca znany. Na pewno nie była nim chęć zalegalizowania związku przez którąś ze stron. Po jakimś czasie Ala zaczęła spotykać się z kimś innym. Poznała Maćka na jednej z Warszawskich dyskotek. Tak bez pamięci się w sobie zakochali, że po 8 miesiącach bycia ze sobą odbyły się zaręczyny a potem… No właśnie. Matka dziewczyny była oczywiście prze szczęśliwa, że w końcu jej jedyna córka wyjdzie za mąż i już planowała co będzie na weselu za rok. Tu młodzi wszystkim zrobili jeszcze większą niespodziankę informując, iż tego samego dnia co się zaręczyli pojechali do Urzędu Stanu Cywilnego by zarezerwować miejsce na jak najszybszy termin, czyli…. na 26 października ale tego roku. Ślub owszem kościelny będzie, ale ten standardowo za rok. Poinformowali gości jak najszybciej się dało, o ślubie i obiedzie. W przypływie szczęścia młodzi zdecydowali jednak, że będzie wielkie weselicho, bez względu ile mieli by zapłacić. Część rodziny jest poirytowana „Nie chciała ślubu przez tyle lat, to by mogła rok poczekać”. Ja osobiście cieszę się, że wszystko jest tak na spontana. Takie śluby są najlepsze. Teraz jak ludzie szybko biorą ślub, to powodem jest ciąża a nie miłość. No a czemu nie zaszaleć i zrobić coś inaczej niż wszyscy?

Mam dwie kreację na powyższą uroczystość. Nie bardzo wiem na jaką się zdecydować. Obie są czerwone. Zawsze wybierałam bezpieczne kolory, bardziej stonowane, pastelowe. Ale teraz? Jak szaleć, to szaleć! :D


poniedziałek, 15 października 2012

Śmierć telefonu.

To zatrważające, ale prawdziwe. Telefon mi padł. ...Padł to mało powiedziane. On bezczelnie, bez uprzedniej informacji, zdechł. No rzesz! Jak śmiał! Wyświetlacz cały do wymiany. A nowy kosztuje 150 zł. Najzwyczajniej w świecie nie opłaca mi się go kupować. W grudniu kończy mi się umowa z Heyah i podpisuję umowę z Orange. Tak chwaliłam swój telefonik, że tak długo wytrzymuje, gdy innym dookoła telefony odmawiają posłuszeństwa. Widać go przechwaliłam. Całe szczęście, jako taki zastępczy telefon mam. Co prawda nie odczytuje mojej karty pamięci i mp3 nie da się na nim słuchać ale grunt, że jest. W grudniu z umową kupuję nowy, tylko... Nie wiem jaki. Wybór telefonu jest zawsze dla mnie udręką. Tym bardziej, że moje poprzednie za super nie były. Miałam Samsung Corbi, używanie go w zimę było udręką i ogólnie szwankował mi już po roku. Może ktoś mi jakiś telefon doradzi?

Moje typy to:

HTC Desire C 

orange.pl

 oraz BlackBerry Curve 9320 Smartphone
orange.pl

Nokia Asha 302
orange.pl
 


 

niedziela, 7 października 2012

Slash za rok w Polsce!

Mój Aniutek zdecydowanie skutecznie poprawił mi humor. Wchodzę dziś na facebooka, a tam... wiadomość od niej z wywiadem Slasha! Co się okazuje, w przyszłym roku ma koncertować w Polsce. :D Jak ja się cieszę! Uwielbiam go, wprost kocham. Jest świetnym gitarzystą i do tego takie słodkie ciacho z niego. Mniam! Czuję się w tej chwili jak ześwirowana nastolatka. Wiem, że jestem dorosła i teoretycznie nie powinnam tak reagować. No ale cóż... W co ja się ubiorę? Hihihihihihi :D


Będzie BOSKO! :D

poniedziałek, 1 października 2012

Już jesienny dół?

Miałam tyle planów na jesień. Płaszczyk, buty, eyeliner, czerwona szminka i… I wszystko zweryfikowały pieniądze, a raczej ich brak. Z płaszczem mogę się pożegnać, z butami również. Ogólnie będę potrzebować tego samego również na zimę. Więc albo jesienny płaszcz albo zimowy, albo jesienne buty, albo zimowe i… No cóż. Wole przemęczyć się przez jesień niż marznąc zimą. A kosmetyki? Złożyłam uroczyste przyrzeczenie, że do póki nie zużyję starych, to nowych nie kupię i już. No, bo w końcu błyszczyków mam kilka, kredka czarna się też znajdzie. Gorzej właśnie w ciuchami… W czasie jesieni potrafię chorować nawet do trzech razy. Rutinoscorbin w apteczce jest. Ale ten brak kasy… Co miesiąc mam nadzieję, że znajdę pracę. Nie w tym miesiącu to w następnym. Chociaż powoli zaczynam mieć poważnego doła, bo w lato wywalili mnie z marketu. Byłam tam tylko 5 dni… nawet nie całe. Mężowi o tym nie mówiłam, bo po co i tak nic z tego nie wyszło. Niedawno zwierzyłam się z tego mamie i koleżance. Obie stwierdziły, że potrzebowali tylko kogoś na ten okres, a dalej to „dowidzenia”. Mama powiedziała bym spróbowała gdzie indziej tylko… Szczerze, to ja na kasie kurwicy dostawałam. Trzeba mieć naprawdę solidne nerwy by tam pracować. I to powiedzenie „klient ma zawsze racje”. Gówno prawda! Zdarzyło się prę razy powiedzieć co myślę, głownie do łysiejących panów w garniakach. Staruszki to bardzo miłe są. Czasami tacy bezradni, że aż człowiek kipi z chęci pomocy i dobrego słowa.
Zmienię temat nim dostanę porządnego doła. Wczoraj byliśmy z Tomkiem u moich dziadków. Mój braciak urządzał tam dla swojej córeczki urodziny. Zuzka jest słodka, jak każde dziecko. Razem z małżonkiem oczu od niej nie mogliśmy oderwać. No a on? Tak się z nią ładnie bawił. Chyba był bardziej zafiksowany niż ja. Zuzce za to najbardziej podobała się zabawa z moim ośmioletnim chrześniakiem – Pawełkiem. Może dlatego, że ta dwójka jest najmłodsza w rodzinie. Zuza wchodziła Pawłowi na kolana i chciała by ją powoził. A on? Niby ośmiolatek, ale sobie z nią świetnie radził. Brał ją na ręce, sadzał na kolanach, poprawiał ją by prosto siedziała. Nie mogliśmy wyjść z podziwu. Dzieciaki jak nie hałasują, grzecznie się zachowują, to jednak fajne są. Zuzia płaczem reagowała na pradziadka. Próbował ją przekupić i cytryną, pomarańczą, czekoladą, zabawką, wafelkami i innymi przeróżnościami, a ta dalej swoje. Dopiero pod koniec spotkania nie płakała.  Pytania do mnie i Tomka oczywiście były, kiedy my? Ucięłam, że póki, co nie planujemy. Jakbym powiedziała co o tym sądzę, to zaraz by się posypał grad krytyki. Z resztą, brak pieniędzy i to weryfikuje. Wczoraj w radiu mówili na temat małżeństwa. Został przytoczony następujący dialog, jakże prawdziwy.

-Kochanie wyjdziesz za mnie?
-Tak.
-A gdzie będziemy mieszkać?
-U rodziców.
-Będziemy mieć dzieci?
-Nie stać nas.

Zaczynam chyba popadać w depresję. Jeśli ktoś ma jakiś pomysł na poprawę humoru, to proszę pisać.