czwartek, 8 listopada 2012

Kłótnia w chińczykowie.

Ostatnio mam sporą deprechę. Zaczynam się nawet zastanawiać czy nie iść do lekarza. Z drugiej jednak strony to może być przez pogodę za oknem. Pochmurno, deszcz... Odechciewa się wstawać. Tak czy siak, by poprawić sobie humor pojechałam ostatnio z teściową i szwagierką na zakupy. Oczywiście na Marywilską. Wierzcie mi lub nie, ale tam można dostać identyczne rzeczy co w sklepie w centrum handlowym, a za mniejszą cenę. Z tym, że dziś nie o zakupach. A raczej o... Pewnym zdarzeniu. U Chińczyków jest najlepiej kupować, bo taniej a jak się człowiek z nimi dobrze potarguje to nawet zejdą z ceny o 20 zł. Tylko nie każdy Chińczyk, czy Chinka jest miły. Ogólnie mam wielki sentyment do ich narodowości, do ich kraju. Bardzo im zazdroszczę drobnej budowy ciała. Nie każdy skośny to Chińczyk, bo pełno jest Wietnamczyków, ale ich da się odróżnić. Po ostatnim jednak zaczęłam mieć trochę negatywne zdanie o nich. Szwagierka przymierzała bluzkę, czarną z ćwiekami na ramionach. Uprzejmie się pani ekspedientki pyta:
- Po ile jest ta bluzka?
- Na zewnątrz na wieszaku widać. - odpowiada Chinka bardzo nieprzyjemnym tonem.
- A nie może Pani powiedzieć?
- Nie!
- To ja nie biorę tej bluzki. - mówi szwagierka urażona tonem ekspedientki.
- GRUBAS! - krzyczy ekspedientka.
- Co proszę?!
Dodam tylko, że moja szwagierka jest szczupła. Nie jest jakoś przeraźliwie chuda, ale gruba to ona na pewno nie jest. No a z racji, że język ma cięty, to zaczęła krzyczeć na Chinkę.
- Proszę pani! W Polsce obowiązuje pewna kultura językowa. Tak może pani mówić do swoich!
- Grubas! %^$&^#$^^&%#%^$!!! (znaczki oznaczają, że mówiła coś po swojemu)
- Jest pani w Polsce, więc proszę mówić po polsku.
Chinka dalej swoje po chińsku. I tego to nawet ja nie rozumiem. Bo jak ma coś do powiedzenia, to w języku zrozumiałym dla wszystkich, tudzież Polskim. Tym bardziej, że mieszka i pracuje w Polsce.
Gdyby nie teściowa, to szwagierka z Chinką by się pobiły. Ogólnie sytuacja mnie do tej narodowości zraziła. Człowiek do ekspedientki uprzejmie, a ona po chamsku. Rozumiem, jeśli kupujący by potraktował ją z wyższością. Bo widziałam, że część Polaków potrafi Chińczyków traktować niemal jak służących, co mi się nie podoba. Ale jeśli z uśmiechem na ustach, uprzejmie się do nich mówi to kultura wymaga by druga osoba odpowiedziała tym samym.

3 komentarze:

  1. Jeśli masz ochotę zapraszam do zabawy:

    http://annamfashion.blogspot.nl/2012/11/tag-i-i-i.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Ha, przyznam, ze się uśmiałam z tego GRUBASA:)Naprawdę zobaczywłam te scenę jak na filmie:)Ja kiedyś zostałam z chińskiego sklepu wyrzucona, wraz z innymi, nie wiedziałam co się dzieje, ogladam cos a tu gasną światła, muzyka, cisza i małe ludziki biegają wypychając nas ze sklepu. Okazało się, ze policja się zatrzymała niedaleko.A jakbym była w przymierzalni, to wyrzuciliby mnie bez ubrania?Pewnie tak, sklepu tego już nie ma, widać nie mieli nawet pozwolenia.

    OdpowiedzUsuń
  3. To rzeczywiście niezła ekspedientka. Chociaż opis na prawdę filmowy. Aż dziw bierze,że takie rzeczy się dzieją;)

    OdpowiedzUsuń