poniedziałek, 19 listopada 2012

Kucharzenie według Tomka.

Mój małżonek jakby chciał to byłby świetnym kucharzem, z małymi moimi poprawkami. Robi pyszną jajecznice, rybę z piekarnika lub z patelni. Tylko no właśnie nie ma pewnego zmysłu do przewidywania, tego co może zaraz w kuchni się stać. W ten piątek to on miał zrobić romantyczną kolację. Tak więc ułożyłam się w łóżku z babską gazetą w ręku.
- Kochanie chodź na dół. - Powiedział mój małżonek.
- Po co? Przecież ty dziś robisz kolację.
- Ale mi powiesz co mam robić. - I się wyszczerzył.
Z oporami, ale poszłam z nim na dół. Na dole poinstruowałam go co i jak, i wróciłam do łóżka. Za chwile jednak przyszedł. Przywiązał mnie moim długaśnym szalikiem w tali do swojej tali i oboje wróciliśmy na dół. W efekcie musiałam mówić mu co ma robić krok po korku. Zajmowało mu to strasznie dużo czasu, bo w między czasie jadł pomidora, ogórka, paprykę itp. Zaczął smażyć kurczaka i.... Mokre kawałki mięsa rzucił na rozgrzany olej, przez co oboje chowaliśmy się po kątach, bo strasznie pryskało. Poinformowałam go, że tak się nie robi.
- Trzeba było mówić nim kurczaka wrzuciłem.
No nie wiem. Dla mnie to naturalne, że kurczaka jak smażę na teflonie, to żadnego tłuszczu do tego nie używam. Tym bardziej, że woda wycieka z niego podczas obróbki. Teściowa oczywiście nie omieszkała wtrącić swoje 3 grosze "A wam to zimno w brzuchy, żeście się tak obwiązali?". Mnie było głupio, a Tomek się tylko głupio śmiał. Na górze już, Tomek otworzył wino, które było już wcześniej odkorkowane. Wznieśliśmy toast i... Bleeeee... Wino było ohydne i śmierdzące. Popsuło się. A mówiłam wcześniej, że wino trzeba od razu wypijać. Ewentualnie może postać sobie z tydzień, ale nie dwa miesiące. Wieczór się udał, bo z tzw. jajem. Ale czy był romantyczny? U nas chyba romantyzm szlak trafił. Z resztą jak idziemy do jakiejś restauracji, to tego też nie czuję. Może dlatego, że z Tomka taki książę, jak ze mnie księżniczka. 
Ostatnio upodobałam sobie serial "Przyjaciółki". W ostatnim odcinku był taki tekst:
- Patrycja czego ty chcesz?!
- Żeby przygalopował rycerz na białym koniu i żeby mnie porwał!
- A musi być biały?
Ooooo! Jakbym słyszała siebie i Tomka. Ta cała Patrycja, to taki mój chodzący klon. Jeśli chodzi o charakter, bo nie mam fury blond loków, tylko furę rudych. A jej chłopak... Tomek zachowuje się identycznie. W ogóle ich perypetie... Zaczynam odnosić wrażenie, że ktoś mnie obserwuje.

Zdjęć jedzenia nie robiłam, bo apetycznie nie wyglądało. Miło być jak po niżej:

http://alba.blox.pl

A wyszło jak zwykle. ;)

12 komentarzy:

  1. Kochana, napisałam ci koment, ale się nie opublikował, więć pisze jeszcze raz :]
    Skąd ja znam te romantyczne kolacje?! U mnie nie lepiej, raz (zaznaczam tylko raz) T. zrobił romantyczną kolację, tak się starał, że przesolił. I ja biedna jadłam to słone coś, piłam, jadłam, piłam, jadła, płakałam, jadłam... I od tamtej pory odechciało mi się wszelkich romantycznych kolacji. Zresztą jak dwoje ludzi się kocha to i zapienki z dworcowej budki mogą być romantyczne :]
    Pozdrawiam
    ps pograt. pomysłu z szalikiem :]

    OdpowiedzUsuń
  2. To nie możesz narzekać na nudę. Życie jak w filmie:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak... Mąż w ciągu tygodnia po pracy widzi tylko komputer i TV, a potem w weekend robi mi takie super niespodziewanki. ^^'

      Usuń
    2. Mężczyźni chyba tak mają.Od kiedy stworzono komputer, mam wrażenie,że on zastąpił drugą połowę mężczyzny:))))Mój za to świetnie gotuje, tylko ciągle zarobiony i muszę czekać do weekendu, aż mnie czymś uraczy:)

      Usuń
    3. A mogę zapytać ile jesteście po ślubie? I ta opcja z szalikiem to chyba właśnie taki przejaw romantyzmu był?

      Usuń
    4. Po ślubie jesteśmy ponad rok. Z tym, że ogólnie jesteśmy ze sobą ponad 8 lat i wcześniej mieszkaliśmy razem. Ogólnie jak ktoś się mnie pyta o to, to mówię ponad 8 lat.

      Akcja z szalikiem to raczej przejaw szaleństwa, ukrytej spontaniczności Tomka. Z resztą, to też zależy przez co można rozumieć romantyzm. A Tomka można omawiać i omawiać. Z resztą dużo rzeczy jest tylko dla mnie. Jak kiedyś powiedziałam przyjaciółce, że uwielbiam Tomka poczucie humoru, to powiedziała "On ma coś takiego?". Z resztą on wie, że ja się za byle co nie obrażę. Nie raz usłyszałam od koleżanek "Ja bym się za coś takiego obraziła".

      Usuń
    5. To super,że macie swój intymny świat. U mnie też tak jest. Fajnie mieć takie coś ukryte tylko dla siebie. To buduje bliskość. A staż związku widzę mamy identyczny:)

      Usuń
  3. Nie masz się czego wstydzić. My ciągle takie głupoty robimy. Takie dzieci z nas straszne :P Przed snem największa głupawka jest. Łaskotki, zaczepianie. Wkładanie palca w ucho albo do nosa :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O te ostatnie zdarzają się często lub "podrap mnie po tyłku". :-P So romantic!

      Usuń
    2. Ja raczej nie jestem romantyczką :P Jestem dzieciakiem xD

      Ooo albo wspólna kąpiel w wannie. Marcin tam się myje, a ja znoszę zabawki xD i bawię się jakimiś delfinkami, kaczuszkami xD
      On aż tak nie ma, ale dzielnie to znosi :D

      Uważa, że będę świetną matką. A przynajmniej póki dzieci będą małe... :P

      Usuń
    3. O dzieckiem to i ja jestem! :D Wręcz bardziej nim niż romantyczką. Na święta moje młodsze rodzeństwo dostaje zawsze zabawki (mają po 12 i 8 lat). I co wtedy? Wtedy zabieram im zabawki ^^ Elektryczna kolejka, interaktywny pies, gadająca i siusiająca lalka. Jak byłam w ich wieku to takich nie maiłam. Więc teraz korzystam. :D A Tomek... Udaje, że nie widzi. :D

      Usuń
    4. Haha :D No tak kiedyś nie było takich zabawek ;)

      Usuń