sobota, 28 grudnia 2013

Po Świętach.

Jak tam po Świętach? Rodzina i przyjaciele zadowoleni z prezentów? U mnie tak. Chyba tylko z jednym prezentem nie trafiłam, odkuję się na imieniny. Dawać każdy lubi, ale otrzymywać też jest fajnie. To co dostaliście? Pochwalcie się. :D Moje prezenty to zdecydowanie strzał w dziesiątkę. Nie ma takiego, z którego bym nie była zadowolona. Oto one:


 marcimokiem.blogspot.com

Ze wszystkich prezentów bardzo się cieszę. Wreszcie mam swój moździerz, foremkę z kotkiem, oraz zdjęcie mojej chrześnicy. Dostałam również herbatkę z kardamonem. Jest pyszna. Zapomniałam tylko fotki zrobić, tak więc wstawiam zdjęcie z internetu. Mikołaj sypnął również groszem. Zdążyłam je już wydać na marynarkę i spodnie. Efekt pokażę w innym poście. Brakuje mi jeszcze czarnych szpilek oraz jakiejś torebki. Ale już niedługo...

http://alejka.pl/ahmad-herbata-z-kardamon.html

Uważam, że takie ręczniki to super sprawa. Dzięki temu nie ma w domu bójki, który ręcznik jest czyj. ^^

marcimokiem.blogspot.com

Scrubowi poświęcę trochę więcej uwagi. Meg mi go zachwalała. No więc dziś w domu go wypróbowałam i... Na początek wmasowałam go w dłonie... Następnie w przedramię... A potem poszłam z nim pod prysznic. Skóra jest po nim taka delikatna i zostawia taki "płaszczyk" na skórze. Zapach bajeczny. Zakochałam się w tym kosmetyku.

marcimokiem.blogspot.com

A teraz o pracy. Pani z kadr zadzwoniła do mnie dzień przed Wigilią, no więc zrobiła mi super prezent na Święta. Jestem cała happy, że w końcu będę mieć pracę i mam nadzieję, że na dłużej. Już od dwóch dni siedzę nad Excelem i przypominam go sobie. Będzie on niezbędny. Chyba przydałby mi się jakiś kurs, gdzie ktoś by mi mógł pokazać i wytłumaczyć tabelki, wykresy i takie tam. Nie ukrywam, że marynarkę i spodnie kupowałam pod pracę. Dobra prezencja przede wszystkim. Meg przekonała mnie do rurek. Jak ona to robi? Ona ma coś w oczach... Są takie duuuuuużeeeee...

Pochwalcie się prezentami. :)
Pozdrawiam gorąco. :) 

Ps. Mikołaj zrobił mi również psikusa. Zaraził mnie przeziębieniem.

wtorek, 24 grudnia 2013

Prezent od losu.

Witajcie moi Mili! :D

W ten cudowny Dzień, życzę Wam... Czego Wam życzyć? Wspaniałych i pomysłowych postów, dużo odwiedzających, oraz zwariowanych i niekonwencjonalnych pomysłów. Dużo kasy do realizacji swoich marzeń, a przy tym lekkiej pracy. A najlepiej jakbyście wszyscy wygrali w totka milion euro. A co! Będę hojna! Mnóstwo pysznych potraw, idących w przestrzeń kosmiczną a nie w boczki. Wszystkiego dobrego.

I tak z tych dobrych wiadomości... Dostałam pracę. :D Zrobili mi super niespodziankę na Święta. Miałam powiadomić rodzinkę dopiero dziś na Wigilii, ale nie wytrzymałam. Najlepsza była reakcja babci. Dobrze, że siedziała. ;) W sumie nadal mi się cisną łzy do oczu, jak ją sobie przypominam.

Tak więc wesołych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia!

marcimokiem.blogspot.com

marcimokiem.blogspot.com

środa, 18 grudnia 2013

Świąteczne inspiracje ze stylowych.

Ostatnio dużo się dzieje w moim życiu. Na razie pisać nie będę co, gdyż nie chcę zapeszyć. Dziś na razie wrzucę kilka świątecznych inspiracji ze stylowi.pl. :) Niestety nie mam za bardzo czasu na pisanie. Sami z resztą wiecie jak to jest przed Bożym Narodzeniem. ;)







Gdzie mogę kupić taki wałek? :D

piątek, 13 grudnia 2013

Porządki przedświąteczne.

Czy zaczęliście już sprzątać na Święta? Przyznam szczerze, że odkładam to i odkładam, zwłaszcza mycie okien. Zazwyczaj myję je 2 razy w roku. Niestety u mnie okna na tyle się brudzą, zwłaszcza te od ulicy, że trzeba by je myć... 4 razy w roku? Gorzej ma moja teściowa, która mieszka na dole. Chyba lata ze ściera co 2 miesiące. Dziś postanowiłam, że i ja z nią trochę polatam po oknach. Mam na myśli ścierę, nie teściową. Ciekawe co z tego wyjdzie. Zazwyczaj, gdy zaświeci słońce zza chmur, znowu widzę smugi i ściera idzie ponownie w ruch.

Pozdrawiam.

A jeszcze trzeba:
stylowi.pl

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Prezenty? Już?

U mnie z prezentami jest krótka piłka. Wolę dostać pieniądze i sobie coś kupić, niż dostać coś z czego byłabym średnio zadowolona. Wierzę, że taki niespodziewany prezent może zrobić dużo radości ale... Z czasem zrobiłam się bardziej wymagająca. Mam na myśli ten okres jak nie mam pracy i jest mi kasa potrzebna np. na obuwie. Zaopatrzyłam się już w sukienkę, broszkę, oraz buty. Z butami jest taka historia, iż te które sobie wypatrzyłam za pomocą internetu w Deichmann, okazały się kompletną klapą. Inaczej wyglądają na komputerze inaczej na żywo. Bardziej przypominają wojskowe buciory na suwak. Nogi zaprowadziły mnie potem do CCC. I o to rezultat:


A tu brocha (macie kawałek sukienki)


Niespodziewanie przyszedł mi dziś Avon.

Zamówiłam nawilżający szampon z odżywką i serum do rozczesywania, szminkę ze złotymi pigmentami - kolor Sparkling Nude (na ustach jest prawie niewidoczna, jedynie drobinki ładnie się mienią), błyszczyk perfect kiss - kolor desirable peach (nadaje ustom lekko różowy odcień, z również mieniącymi się pigmentami). Jest to zdecydowanie mój ulubiony produkt z Avon. Usta są nawilżone, trochę powiększone dzięki mrowieniu. Na koniec serum z olejkiem arganowym, na końcówki. Po raz pierwszy to zamawiam, więc nie wiem jaki będzie efekt. Włosy maja się po nim mniej rozdwajać i być bardziej miękkie w dotyku. Macie może jakieś swoje ulubione kosmetyki z Avon?

Sukienkę pokażę Wam... Pewnie przed samymi Świętami. Musicie uzbroić się w cierpliwość. ;) Tym czasem kończę. Zdrówko! 

Ps. Miał ktoś kiedyś szczotkę do włosów
Tangle Teezer? Czy ją polecicie?

środa, 4 grudnia 2013

List do Smętnego Mikołaja.

Zostałam otagowana i to przez Gaję! Szczerze, nie wiem co to są tagi, ale odebrałam jako zaproszenie do zabawy i bardzo za nie dziękuję. :) A, że ja lubię rozrywkę, to pewnie pod koniec postu sama kogoś otaguję. ;)

List do Świętego Mikołaja.
Nie powiedziałabym, że byłam grzeczna. Ale gdybym była, to nie byłabym sobą. Mam na dzieję, że nie brzmi to jak "koło maślane, maślane koło". Chcę tylko powiedzieć, że jak najbardziej zasłużyłam na prezenty. Sama już w większość dla innych zdobyłam i zostały mi tylko cztery osoby do obdarowania. Oczywiście prezenty dostaną dopiero pod choinkę, nie ma tak łatwo. :-P Ja część swoich dostałam. Sukienkę, którą sobie kupiłam od babci, oraz Kalendarz Kota Simona od mamy. Ręcznik z dedykacją już się haftuje. I telefon nowy przyszedł. No więc co mi jeszcze do szczęścia brakuje. U mnie list będzie się dzielił na dwie listy. Co bym chciała dostać, ale mogę poczekać. Co potrzebuję, na co nie mam kasy lub by ją sobie zarobić.

Lista nr. 1.
Portfel. Najlepiej długi, by się banknot zmieścił, z dużą ilością przegródek i z miejscem na zdjęcia. Jestem bardzo wymagająca... wiem.
http://galanteriasklep.pl/index/

Torebka. Najlepiej z orsay o ta:
http://store.orsay.com

Srebrna broszka. Tu wymagająca nie jestem. Nie musi być ze srebra. Tylko, żeby była ciekawa ^^
ceneo.pl

ceneo.pl

O zegarku myślę już długo. Lubię te z dużym cyferblatem i na szeroką bransoletkę. Chociaż wczoraj widziałam cudowny zegarek na czarny pasek, z kotkiem w środku. Gdyby nie to, że sprzedawcy nie było przy stoisku, to bym sobie go kupiła.
...(szuka po sieci)...
OOoooo to był ten! Mikołaju widzisz?! Jest też biały i czerwony... Sama nie wiem na jaki się zdecydować ^^ Powiększyłam Ci dobrze zdjęcie abyś lepiej widział! :D
allegro.pl


 allegro.pl
Lista nr. 2. Co potrzebuję, a nie mam kasy.

Buty. Owszem, mam buty z zeszłego roku, ale to takie buciory, trapery. Wstyd do kościoła w nich chodzić, a już na rozmowę w sprawie pracy na pewno nie. Dlatego tu jest przykład butów. Wybredna nie będę. Te co zmieszczą moja masywna łydę. ;)
http://www.deichmann.com

Praca. Potrzebna by zarobić kaskę na rzeczy z listy nr.1 :)
 stylowi.pl
 
Teraz wypada kogoś otagować, by się poczuł tak samo jak ja... Czyli miło. ;) Tylko jak to się robi... Taguje... Dobra spróbuję tak:

No więc życzę Wam miłej zabawy w pisaniu listu do Świętego Mikołaja. Pozdrawiam! :D

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Nieudana niespodzianka.

W sobotę robiliśmy imprezę-niespodziankę dla mojej babci. Ja zrobiłam tort, brat kupił szampana, mama kwiaty a ciotka prezent. Każdy miał coś ze sobą przynieść. 

Torty robię tylko okazjonalnie, więc nawet na amatora się nie nadaje. Jednak gotowanie, czy pieczenia bardzo mnie uspakaja i twórczo rozwija. W pamięci utkwił mi tort makowy mojej mamy. Nie miałam tylko dokładnego przepisu, gdyż mama go gdzieś zgubiła. Biszkopt piekłam ze strony Małej Cukierenki. Jak to ja, miałam z tym małe problemy. Biszkopt nie wyrósł tak jak powinien i wystarczył na dwa blaty a nie trzy. Szybko sobie z tym dałam radę, bo dopiekła trzeci blat. Jednakże żelatyna w masie śmietankowej mnie przerażała i zrobiłam według własnego uznania. Śmietankę 30% ubiłam z dwoma fixami do śmietany, a potem w lodówce cały tort dobrze zmroziłam.

Przyjechaliśmy całą familią pod blok babci i jubilatka udawała wielce zaskoczoną. Tak... Udawała. Z mojej babci słaba aktorka jest i się wszystkiego domyśliłam. Parę dni wcześniej rozmawiałam z nią i chciała wszystkich do siebie zaprosić. Musiałam coś na ściemniać, że nie możemy, bo przecież niespodziankę planujemy od miesiąca. Ciocia przyjechała do niej dzień wcześniej i jak zobaczyła smutną babcię, to wszystko jej powiedziała. Niestety. Babcia jest taką osobą, że wszystko o wszystkich musi wiedzieć. Nie da się jej zrobić niespodzianki. Ale impreza i tak się bardzo udała. Babcia była szczęśliwa, że wszystkie córki, wnuki i prawnuki ma przy sobie w swoje 17-te urodziny. ;) Tak swoją drogą, do dziś nie wiem co to za prezent babcia dostała od cioci.

U dołu tort babci. :) Trochę poobijany w czasie transportu. ;)
Pozdrawiam.

marcimokiem.blogspot.com

piątek, 29 listopada 2013

Problematyczny dress code.

Zawsze miałam problem z tym, jak ubierać się do biura. Ciemne spodnie z marynarką, biała koszula, dla mnie to jakaś istna nuda. Jak miałam w czymś takim chodzić przez 5 dni w tygodniu, to wolałam założyć coś co by przełamało tę nudę. Zazwyczaj były to duże kolorowe kolczyki. Mając również w pamięci, jak ubierała się moja była kierowniczka, to ona wcale nie wyglądała nudnie. Elegancja i seksapil biły od niej na kilometr. Zawsze te niebotyczne obcasy i niekoniecznie czarne, trafiały się krwisto czerwone oraz granatowe bądź zielone. Obcisłe, ołówkowe spódnice i bądź co bądź, dobrze skrojone koszule zawsze z odpiętymi dwoma, górnymi guziczkami. Ostatnio chodzę na co raz więcej rozmów kwalifikacyjnych i mam taki problem z ubiorem, że koszule na mnie dobrze nie leżą. By musiały być uszyte na miarę, aby mi nie rozłaziły się na piersiach, a w tali nie było worka. Razem z Meg wybrałyśmy dla mnie sukienkę w pepitę, na tę okazję. Jak mi przyniesie w końcu szczęście, to dam zdjęcie. Mam dość masywne nogi, jednak w brew co część stylistów mówi, spodnie rozszerzane u dołu pasują jedynie na szczupaki. Bardzo dobrze czuję się w sukienkach do kolan, lub lekko za, oraz w spodniach z prostymi nogawkami. Na razie poniżej prezentuję inspiracje nie tylko z koszulą w roli głównej, ale też z gładkimi bluzkami.

stylowi.pl

 stylowi.pl

 stylowi.pl

 stylowi.pl


A na koniec przecudny sweterek. :)
 stylowi.pl

wtorek, 26 listopada 2013

Zwierzaczkowo.

Kto nie lubi zwierząt? No dobra, są wyjątki. Jednak większość ludzi je wręcz kocha. Sama miałam trzy psy, dwie papużki faliste, chomika, dwa koty i królika. Część zwierząt zginęła śmiercią tragiczną, część zmarła ze starości. Wychodząc za mąż nie mogłam zabrać ze sobą ostatniego psa- Guzika. Tak więc psisko jest z moimi rodzicami i siostrą. Ma się dobrze. Mało tego, przywieźli mu któregoś dnia małego koleżkę do towarzystwa. Kundelka, niewyżytego rozrabiakę- Maksa. U siebie mam pas podwórkowego- Ruperta, rudzioszka. Na kota nie mam co liczyć. Od domu do ulicy jest bardzo blisko i z tego co mi Tomek opowiadał, już nie jeden kot tam skończył. Tak więc z miłości do zwierząt, lepiej ich czasem nie mieć. A teraz trochę Guzikowca. Macie jakieś zwierzaki lub byście chcieli mieć?

 marcimokiem.blogspot.com

Czasami nie trzeba dużo by psa przebrać za wampira :P
marcimokiem.blogspot.com

marcimokiem.blogspot.com

niedziela, 24 listopada 2013

Muffinki marchewkowe.

Dziś zaprezentuję przepis na marchewkowo-korzenne muffinki. Zdecydowanie mój ulubiony. Jedna babeczka ma około 251 kcal, więc na pierwsze lub drugie śniadanie nadaje się idealnie. Napijcie się do niej kawy lub herbaty, to prawdopodobnie ominiecie kolejny posiłek. Muffinki są bardzo sycące i pęcznieją w żołądku, więc na dłużej wystarczają.

Składniki:
300 g mąki
1,5 łyżeczki sody
0,5 łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli
1 łyżeczka cynamonu
1,5 łyżeczki przyprawy do piernika
130 g cukru trzcinowego
1 opakowanie cukru waniliowego
3 jajka
100 g roztopionego masła
80 ml śmietany
300 g startej marchewki
1 łyżeczka startej skórki cytrynowej

Przesiać przez sitko mąkę, dodać sodę, proszek do pieczenia, sól i przyprawy. Wymieszać. W drugiej misce upijać przez 3 minuty jajka z cukrem trzcinowym i waniliowym. Dodać roztopione masło, śmietanę i delikatnie wymieszać łyżką. Dołożyć marchewkę i skórkę cytrynową, wymieszać ponownie. Wsypać mąką z resztą składników i krótko mieszać, tylko do zwilgotnienia składników. Nie przejmujcie się jeśli pojawią się grudki. Ciasto przełożyć do formy na muffinki, wyłożonej papilotkami. Piec w 200 stopniach przez około 25 minut, do suchego patyczka. Powinno wyjść 12 dużych ciastek. Jeśli nie macie wystarczająco marchewki, możecie dodać starte jabłko lub, zrobić je całe jabłkowe.
Nie miałam papilotek, więc użyłam papieru do pieczenia.

Smacznego :)


wtorek, 19 listopada 2013

Trening w toku.

Od wczoraj zaczęłam realizować plan treningowy na listopad. Wiem, że późno. Choroba mnie długo trzymała. Tak na dobrą sprawę mokry kaszel dalej mam, ale zdecydowanie mniejszy. Przyznam szczerze, że wczoraj nie ćwiczyłam. ...Zaczytałam się... SOOORRYYY... Ale dziś już podjęłam się ćwiczeń. Miało być 15 minut, a wyszło nie całe 25. Z rozgrzewki z Mel B nie umiałam zrezygnować. Jestem od niej uzależniona. Potem były ćwiczenia z WH i... Nie zrobiłam do końca takich pompek jak oni opisali. Nie byłam wstanie się podciągnąć. Tak więc zrobiłam je do ściany, a nie do podłogi. Wiem, że sobie bardzo ułatwiłam, ale jak będę mieć mocniejsze ramiona, to zacznę je wykonywać prawidłowo. Postawiłam też na jakość tych ćwiczeń. Czyli zrobić dokładnie ale wolniej, niż szybko i pobieżnie. 
Co do diety. Wczoraj miałam 1551 kcal. Zjadłam ostatni kawałek chałwy z ostatniej imprezy. Jakbym tego nie zrobiła, to bym chodziła przez cały tydzień sfrustrowana, że ten kawałek tam leży i czeka. Następnie bym się na niego rzuciła i nie wiadomo na co jeszcze. A tak już go nie ma i nic mnie nie męczy. Dziś na obiad nie wiem co zjem. Jak zawsze będę improwizować.
Pozdro.

A teraz:

Czytam dalej ;)
stylowi.pl

poniedziałek, 18 listopada 2013

Pizza ala Marin.

marcimokiem.blogspot.com

Do dzisiejszego postu zainspirował mnie Top Chef. W ponoć najlepszej pizzerii w Warszawie robili pizzę neapolitańską. A że pizza okazała się bardzo szybka w przygotowaniu, postanowiłam ją zrobić. Szukałam w internecie przepisu i wybrałam taki, który mi najbardziej odpowiadał. Oczywiście nie byłabym sobą gdybym go nie zmodyfikowała troszeczkę. Podobno najlepsza jest do tego włoska mąka pszenna typu 00 ewentualnie maka chlebowa. Ja użyłam zwykłej szymanowskiej i ciasto było bardzo dobre. Pieca chlebowego jednak nie mam, ale domowy piekarnik sobie i z tym poradził. Ważne jest by ciasto garowało 20 godzin. Według mnie dzięki temu jest potem bardziej chrupkie i nie ciąży tak na żołądku.

Składniki:
  • 4 i 1/2 szklanki mąki pszennej.
  • 1 i 3/4 łyżeczki soli (niby powinna być morska, ale to chyba tylko taka teraz moda na sól morską)
  • 1 i 3/4 szklanki ciepłej wody (dobrze przygotować sobie jej trochę więcej).
  • 10 g drożdży (jeśli macie suche to dajemy o połowę mniej, mi one jednak nigdy nie rosną)
  • 1 łyżeczka cukru
Zrobić rozczyn z 1 i 3/4 wody, 2-3 łyżek mąki, drożdży oraz cukru. Resztę mąki wsypać do miski i dodać sól. Gdy rozczyn podrośnie wyrobić z zawartością miski. Jeśli ciasto wydaje się wam za twarde pod ręką, to dodać więcej wody. Tak na oko, po mału, nie za dużo by nie zrobiła się paciaja. I teraz uwaga, ważne jest by przez 6 minut wyrabiać. Następnie odstawić ciasto na 5 minut i znowu wyrabiać przez 4 minuty. Ciasto powinno być elastyczne i odchodzić od dłoni. Ja podzieliłam całość na 3 porcje i z tego mi wyszły 3 pizze na całą blachę. Nie musicie tego od razu robić, ale porcjowania się nie uniknie. No chyba, że ktoś ma gigantyczny piekarnik lub piec chlebowy. Te 3 kule włożyć do miski oblaną małą ilością oleju. Zakryć szczelnie folią i odstawić do wyrośnięcia na godzinę, w ciepłe miejsce. Po tym czasie odstawić miskę z plackami do lodówki na 20 godzin. Dobrze jest więc ciasto zrobić dzień wcześniej, wieczorem.

Następnego dnia na blacie uformować z jednej kulki placek. Musi być dość cienki tak 3-5 mm. Nie obracać go w powietrzu. Robić to na blacie lub stolnicy. Ciasto jest po prostu za cienkie na takie obracanie. Porwie się wam... Tak... Wiem to z własnego doświadczenia ;)
Składniki na wierzch placka są dowolne, kto co lubi. Ważne jest to, że łącznie z sosem ma być ich góra 5 i nie za dużo. Inaczej pizza w czasie jedzenie będzie wam opadać na dekolt. U mnie to był sos z ketchupu i majonezu (tak poszłam na łatwiznę i co mi zrobicie? :P), cebula w kostkę, papryka, świeży ser mozzarella plus trochę goudy startej, oraz szynka (kolejną zastąpiłam piersiami z kurczaka w przyprawie kebab). Posypałam też trochę oregano.

Taką pizzę piekłam w 280-290 stopniach Celsjusza, przez około 10 minut, na papierze do pieczenia.

A TU jest pierwotny przepis. :)

Smacznego. :)

marcimokiem.blogspot.com

 Ps. Z takiej ilości mąki spokojnie naje się 6-osobowa rodzina. :) No chyba, że ktoś ma większy apetyt.

wtorek, 12 listopada 2013

Przerwa na lekturę.

Musicie mi wybaczyć chwilową nieaktywność na blogu, ale jestem na etapie czytania książek, o których już wcześniej wspomniałam. Jutro jadę na rozmowę w sprawie pracy. Trzymajcie za mnie kciuki. A po niżej moje wymarzone miejsce pracy oraz dom w jednym. ^_________^ I coś jeszcze... ;)

zy 
stylowi.pl

Księgarnia w Portugalii. Hmmm... Czy można tam również zamieszkać? :D

 stylowi.pl

Pres... Na naszą piękną starość tak będą wyglądały nasze wspólne spotkania :p

stylowi.pl

czwartek, 7 listopada 2013

Książkowo.

Kupiłam wczoraj po bardzo okazyjnej cenie dwie książki. Ołtarz kości - kryminał Philipa Cartera, podobno bardzo tajemniczego autora, oraz Myślę, że cię kocham - komedia Allison Pearson. Zaczęłam czytać tę pierwszą  i już mnie bardzo wciągnęła. Druga na pierwszy rzut oka również wydaje się być ciekawa. Już sama okładka oraz opis bardzo zachęca. :) Pomyśleć, że ostatnio narzekałam na brak lektur. A tu proszę. W niedzielę w moje łapki trafi też Inferno. :D


A tu zdjęcie jak byłam ubrana na ślub znajomych.



środa, 6 listopada 2013

Plan na listopad.

Plan na listopad jest prosty i mniej wymagający. Inspirację zaczerpnęłam z nowego numeru Women's Health. Piszą, że czasem nie trzeba wiele i wystarczy ćwiczyć 15 minut dziennie. W gazecie jest wiele rożnych ćwiczeń, więc myślę, że spróbuje wszystkich po trochu. Tym razem by się nie przeforsować. Jest też świetny artykuł z ćwiczeniami Na pewno i na długo 2,5,10+ kg w dół. Nie będę się na ten temat rozpisywać za bardzo, bo zachęcam kupienie tego pisma. Kosztuje 8 zł, ale to kwartalnik, więc wychodzi tanio, a pismo jest na prawdę świetnie przygotowane. Z każdym numerem ta gazeta co raz bardziej mnie zadziwia. :) W związku z moim zapaleniem gardła plan zaczynam wprowadzać w życie od poniedziałku dopiero.

Zastanawiam się z mężem czy nie kupić sobie roweru stacjonarnego. Wiem, że to nie zastąpi normalnego, gdzie jedzie się polami, łąkami i lasami. Ale umówmy się, chyba tylko hardcorowi ludzie jeżdżą na rowerze w zimę. A biorąc pod uwagę moją tendencję do przeziębień, to odpada jazda nawet jesienią. Możecie mi polecieć jakiś dobry rowerek? Najlepiej żeby się składał i po użytku można go było schować do szafy lub pod łóżko. :D

Pozdrawiam.

stylowi.pl

wtorek, 5 listopada 2013

Podsumowanie października.

 marcimokiem.blogspot.com

Waga początkowa 77 kg. Waga końcowa 77 kg. Zdaję sobie sprawę, że kompletnie się nie popisałam. Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina. Bez względu jakbym siebie tłumaczyła, to i tak zawaliłam na całej linii. 10 dni aktywności na 30 dni?! Jednak muszę dodać, że narzuciłam sobie za duże tępo. Efekt był taki, że bolały mnie kolana i chorowałam aż trzy razy w ciągu miesiąca. Za pierwszym razem za miast dobrze się wykurować, to ja trochę odleżałam swoje po czym znowu ćwiczyłam i znowu chorowałam. Teraz jestem w trakcie zapalenia gardła. Tym razem poszłam do lekarza i kazała mi siedzieć w łóżku przez siedem dni i brać antybiotyk. Jednak plan na ten miesiąc mam już trochę nakreślony, zwłaszcza iż zainspirował mnie nowy numer Women's Health. Ale to w kolejnym poście. Pozdrawiam :)

niedziela, 3 listopada 2013

Trzeci raz w październiku.

Znowu chora. Nienawidzę chorować, głównie dlatego, że jestem przyziemiona do łóżka. Oczywiście do puki nie trzeba zrobić obiadu lub innego posiłku, czy posprzątać. Coś w tym jest, że jak kobiety chorują, to nie rezygnują ze swoich obowiązków. A jak facet choruje, to się zachowuje gorzej niż dziecko. Też bym tak chciała. Chciałabym... Raz w miesiącu dostać śniadanie do łóżka. Hmmmm... Ciekawe jak to jest? Nigdy go jeszcze nie dostałam. Z drugiej strony sama jestem sobie winna. Jeśli miałabym dostać śniadanie do łóżka od Tomka, to prawdopodobnie byłaby to kromka chleba z samą wędliną, do tego gorzka herbata... To już wolę zwlec się z wyra i zrobić sobie posiłek sama. Na przykład omlet, z odrobiną sera i warzywami, do tego kawa lub kakao. Ale super by było dostać croissanta z powidłami i kawę z mlekiem w kubku, podane na srebrnej tacy. Mmmmm... A jakie jest Wasze wymarzone śniadanie do łóżka? :) No i macie jakiś pomysł na zapełnienie czasu podczas choroby? Gdybym mogła to bym pobiega do księgarni po nową książkę Dana Browna Inferno. ^______^

empik.com

czwartek, 31 października 2013

Jest zadyma w Halloween.

Miałam nie pisać na ten temat. Ale tak się zacietrzewiłam, że muszę. Chodzi mi o Halloween. Sama nie obchodzę, gdyż uważam że to tylko zabawa i rozrywka dla dzieci. I tym jest u nas w Polsce. Powiedzcie mi co jest złego w tym, żeby dzieci się bawiły? W zasadzie nic złego się nie dzieje. A jednak ta medialna szopka dookoła tego jest denerwująca. Mam na myśli zachowanie ludzi konserwatywnych. Nie dość, że nie przeczytają na temat Halloween nic, to wysuwają jakieś głupie wnioski. Że niby obchodzenie tego to grzech, bo to czary i czczenie Lucyfera. Ale przepraszam bardzo co ma Lucyfer do Celtów? Mówię o Celtach bo to od ich święta Samhain wzięło się Halloween. A Celtowie nie znali Lucyfera. Najgorzej jest gdy bzdurne opinie mówią ludzie wykształceni, tzw specjaliści. Jestem katoliczką i jak co roku jutro pójdę do kościoła na mszę. Mogę się założyć, że będzie pogadanka przeciwko Halloween. Ksiądz będzie grzmiał z ambony i głupoty gadał. Szczerze? To aż mi się odechciewa tam iść. Może się komuś nie podobać, że ktoś przebiera się w zombie, ducha czy wampira i stroi dom dyniami, czy sztucznymi pająkami. Panuje wolność, każdy może robić co mu się podoba. W Polakach jest jakaś niechęć do nowego. Przed czym się tak boimy? Przecież dzieciaki nie niszczą grobów, nie tańczą nad ogniskiem i nie odprawiają czarów. To tak jak z topieniem Marzanny. Ludzie... Mówię ludzie, bo to i nawet dorośli robią. Budują, lepią kukłę - Marzannę, topią ją lub palą na pożegnanie zimy. Robią to POLACY, niby tacy anty pogańscy! A skąd to się wzięło? Od Słowian, którzy czcili też inne bóstwa. I Marzanna jest jednym z nich. Jeśli do tego POLACY podchodzą normalnie, to czemu robią taką zadymę dookoła Halloween? Wiecie czemu tak robią? Bo jesteśmy jednak zacofanym, oraz zadufanym w sobie narodem.

 stylowi.pl

 stylowi.pl

stylowi.pl

wtorek, 29 października 2013

Listopad tuż tuż...

... A ja nie mam obmyślonego planu treningowego. Październikowy okazał się za ciężki dla mojego organizmu. Do tego dochodzi przeziębienie, które w tym miesiącu łapie mnie po raz trzeci, o ile nie czwarty. Zacznę pić tran. Podobno ten eliksir cuda działa i po nim człowieka choroby się nie imają. Macie może jakieś pomysły, sugestie na trening? Od razu mówię, że siłownia, pływalnia i inne odpłatne cudeńka odpadają. Chodzi mi raczej o jakiś nowy podział ćwiczeń. Może dwa razy w tygodniu po godzinie? Sama już nie wiem.

 stylowi.pl


niedziela, 27 października 2013

Jesienne inspiracje.

Przykro mi, ale zdjęć z wesela i mojej kiecki nie będzie. Opuszczam na cały temat kurtynę milczenia. Załóżmy, że tematu nie było i już, nie warty jest opisu.

Chciałam wam dziś pokazać kilka jesiennych inspiracji ze stylowi.pl. :)


Czy wydrążacie co roku na Halloween dynie? Ja tego jeszcze nigdy nie robiłam i w sumie nie wiem po co miałabym to robić. Ale jak oglądam jakie cuda ludzie potrafią z nich czarować, to aż samemu chce się spróbować. :D


Czasami najlepsze sposoby na ozdobienie domu są bardzo proste. :)


Po wyżej są różne style ubierania się. Ja określonego nie mam. Ubieram się jak mi wygodnie. Po domu dresy, a poza domem to ostatnio czerwone, drobne sztruksy. W brew pozorom wcale nie pogrubiają. Lubię też nosić leginsy do tunik lub dzianinowych sukienek. Może nie powinnam, bo nogi mam raczej grube. Ale to bardzo wygodny strój. :)


Rude jest piękne. :)


 Miłość... Ogólnie uważam to za bardzo przereklamowany temat. Czasami zbiera mi się na mdłości jak słucham koleżanek, że mają takie zajebiste związki. Ale nie wierzę w to. Przykładowo. Kocham swojego męża, jednak czasem mam mu ochotę mocno przyłożyć i patrzeć jak sinieje. Nie ma idealnych związków i idealnej miłości między ludźmi.

Pozdrawiam.