poniedziałek, 25 lutego 2013

Zmagania

Ostatnie dwa, a nawet trzy dni były wręcz koszmarne. W piątek się chyba przeforsowałam, bo po ćwiczeniach kolano bolało mnie okropnie. Pomagały jedynie gorące okłady. Ogólnie nie powinnam skakać, biegać, bo mam problem ze stawem skokowym. No ale kto by się słuchał lekarza. Mąż mi powiedział, bym dała sobie spokój z ćwiczeniami przez kolejne dwa dni. Jego też nie posłuchałam. Następnego dnia już ćwiczyłam, bo czułam się świetnie, tylko wykonywałam więcej ćwiczeń rozciągających. Problem pojawił się z dietą. W sobotę byliśmy u dziadków. A mój dziadek gotuje okropnie tłusto, tak by wnusie dobrze rosły. On jest jeszcze z tej generacji, gdzie karmiło się dzieci tłusto na wypadek wojny. No a wiadomo, człowiek przyzwyczajeń na stare lata nie zmieni. Jadłam więc pół porcji, tego co mi podano. Niestety na deser oprócz moich małokalorycznych muffinek (ok 135 kcal sztuka), były inne rzeczy, miedzy innymi migdały w łupinach, które ubóstwiam. I tak pół miski wylądowało moim żołądku. W sobotę przekroczyłam swoje 1000 kcal i wyszło ok 1157. To jeszcze nic. Najgorsze było w niedzielę. Czułam się jak jakiś odkurzacz co wszystko wciąga. Owszem w weekend mamy z Megulencją małą dyspensę, ale bez przesady. Myślałam wyłącznie o żarciu. Nie wiem jakim sposobem, ale w czasie filmu zniknęła połowa paczki migdałów. A na koniec dnia zjadłam jeszcze pajdę chałki z grubą warstwą masła. Teraz jak o tym mówię, to aż mi się nie dobrze robi. Czułam się jak Głodzilla.
Dziś jest lepiej. Jak na tę chwilę. Powróciłam do swoich wcześniejszych ćwiczeń. Zwiększyłam jedynie liczbę ćwiczeń rozciągających. Na śniadanie zjadłam owsiankę, co wyszło 283 kcal. Ale potrzebowałam więcej energii. W sumie gdyby nie ona, to zaraz bym poszła spać. A tak to, mam dużo energii i chce mi się ruszać, działać. :) 
Na obiad będę robić pizzę light. :)

Szkoda, że nie można tak zrobić:
stylowi.pl

piątek, 22 lutego 2013

Kurczak pieczony z warzywami ryżem.

Od poniedziałku stosuję się co do joty z dietą. W sumie gdyby nie Megulencja, to nie wiem co bym zrobiła. Kontrolujemy się z jedzeniem na wzajem i mówimy sobie o każdej zjedzonej rzeczy, nawet o grzeszkach. To dobry sposób na trzymanie się w ryzach. Liczenie kalorii nie jest takie złe jak mi się wcześniej wydawało. Mało tego sprawia mi to ogromną frajdę. Dzięki temu jestem bardziej świadoma co jest zdrowe a co nie. I o to mój przykładowy obiad.

Kurczak pieczony w folii z warzywami i ryżem.

Pierś z kurczaka (91 g) pokroiłam w kwadraciki i zamarynowałam w przyprawie do kurczaka. Do folii dałam również warzywa mrożone (100 g). Głownie kalafior, zielony groszek oraz marcheweczki. Wstawiłam do piekarnika nagrzanego do 240 stopni, na 25 minut. 


W między czasie zabrałam się za ugotowanie ryżu (100g). Oczywiście on podwoił swoją ilość. W rezultacie miałam go za dużo. Na talerz trafiło około 52 g ryżu ugotowanego. Dobrze jest nie solić ryżu przy gotowaniu, bo potem może przydać się do deseru (o tym w kolejnym poście).



Danie znakomicie się nadaje dla osób, które mają problem z żołądkiem. Całość miało tylko 161 kcal. Nie dość, że zdrowe to na prawdę pyszne!

Doszłam do wniosku, że jak dieta ma odnieść skutek, to musi być przyjemna w stosowaniu. Wcześniej byłam na diecie przepisanej przez dietetyka. Ale tak mnie ona denerwowała, że nie wytrzymałam jej do końca. Ta nie wiele się różni od tej poprzedniej. Jem mniej, ale więcej gotowanych i pieczonych rzeczy. W sumie muszę tak jeść, bo mam problemy zdrowotne z żołądkiem. To znowuż zalecenie mojego lekarza. Jednak, żeby nie wydawało się komuś, iż to jest takie restrykcyjne. Obie z Megulencją pozwalamy sobie w weekend na małe co nieco. To taka nagroda za wytrzymałość w ciągu tygodnia.

Pozdrawiam, buźka. :)

sobota, 16 lutego 2013

Pieczone jabłko.

Dziś wreszcie zrobiłam pieczone jabłko. Dwa dni o nim myślałam. Z początku zastanawiałam się czy mogę sobie na nie pozwolić. Czy to jest słodycz czy nie? Razem z Megulencją stwierdziłyśmy, że jednak to do słodyczy się nie zalicza i podczas diety takie smakołyki z powodzeniem można jeść. Tak więc następnie zastanawiałam się na jaki sposób to moje jabłko zrobić. Czy obrać ze skórki, pokroić na ćwiartki i polać miodkiem i cynamonem? Czy zrobić je w całości? Postawiłam na tę drugą metodę. Wykroiłam gniazdo z owocu, na jego miejsce wsadziłam rozdrobniony banan, posypałam cynamonem i do piecyka na 180 stopni. Jabłuszko piekło się około 55 minut. Co jakiś czas podlewałam je świeżo wyciskanym sokiem z pomarańczy. Jaki był efekt? Pyszny! :-)



Jabłko pachniało cynamonem, z nutą soku pomarańczowego. Przyznam się, że przed skonsumowaniem posypałam je połową kostki posiekanej gorzkiej czekolady. Wszystkie składniki oprócz banana wspaniale się skomponowały. Następnym razem nie będę go tam dawać. :-) Minus jest taki, że nie da się tym na jeść. Po 45 minutach jestem znowu głodna. No ale jakoś wytrzymam jeszcze godzinę bez jedzenia. ;-)

piątek, 15 lutego 2013

Zaciskanie pasa.

Od poniedziałku jestem tak poważnie na diecie. Jak na razie idzie mi nieźle, no ale mogłoby być lepiej. Jednak zaciskanie pasa, to nie tego dotyczy. Chodzi raczej o oszczędzanie i wydatki. Macie jakiś pomysł jak robić zakupy za 100 zł na tydzień? Marzy mi się nowy aparat fotograficzny, oraz tydzień w Zakopanym. Aby to osiągnąć musimy z Tomkiem do minimum ograniczyć wydatki. No i jeszcze ta moja dieta. Każdy kto był na diecie wie, że zdrowe jedzenie kosztuje. Warzywa, owoce kosztują.
Ja jestem na tyle ograniczona, że nie mogę jeść surowizny. Mój żołądek przy niej wysiada. Moja lekarka powiedziała, że mam być na diecie lekkostrawnej (łatwostrawnej). Czyli gotowane produkty, pieczone w folii, na parze, żytnie pieczywo. Jak owoce, to pieczone, gotowane lub przecierane. Zastanawiam się czy chrześnicy nie podwędzić jakiegoś deserka w słoiczku. ^^ Soków kartonowych nie mogę, ale za to mogę pić kompoty, które bardzo lubię. Dziś na deser chyba się skusze na pieczone jabłko. Ktoś ma jakiś ciekawy przepis? :)
No tak ale jak to ma się z ograniczaniem wydatków? Wyjdzie to dopiero w praktyce.

A dziś na obiad zupa cebulowa z żytnimi zacierkami. Tak, wiem że cebula to nie jest najlepszy pomysł żołądek, ale w końcu nie smażę jej, tylko gotuję. W sumie włoszczyznę razem z cebulą zagotowałam, dodając warzywko i zabielając jogurtem naturalnym. A zacierki z mąki żytniej, nie pszennej. ;)

środa, 13 lutego 2013

Załamka.

Jestem załamana. T______T Nie jestem na tym cholernym koncercie w Katowicach. Nic tylko wyć do księżyca i modlić się by Slash kiedyś przyjechał znowu. Tym razem może do Warszawy.


sobota, 2 lutego 2013

Serum wygładzająco-regenerujące do końcówek.

Ostatnio jestem dość przewrażliwiona na punkcie moich włosów. W zasadzie zawsze jestem ale tym razem jest gorzej. Obecnie mam dość długie włosy, za łopatki. Nigdy w życiu takich nie miałam. Zawsze były krótkie lub półdługie. Włosy zapuszczam głownie dla męża. Długie włosy są ładne, ale żeby takie mieć trzeba o nie dbać bardziej niż o krótkie. I tu pojawia się problem, bo ja nie lubię dużo z włosami robić. Genetycznie moje włosy są mocne i bardzo grube, mam tak po mamie. Niestety im ja się robię starsza, to one się robią bardziej sianowate. Kompletnie nie wiem czym to jest spowodowane. W pewnym momencie zaczęłam je farbować farbą zmywalną a nie trwałą, jak robiłam to dotychczas. Następnie je podcięłam i przestałam w ogóle farbować. Włosy dalej robiły swoje. I tak któregoś razu robiąc zakupy w Carrefour, na dziale kosmetycznym natknęłam się na kosmetyk Joanny: Serum wygładzająco-regenerujące do końcówek (do włosów suchych i zniszczonych). Kosmetyk można nakładać na włosy wilgotne jak i suche, oraz na cała długość jak ma się taką potrzebę. Po raz pierwszy od bardzo dawna nie mam siana na głowie, a włosy nie są sztywne tylko mięciutkie i lekkie. Zapach jest miodowo-mleczny, co mi odpowiada. Kosmetyk nie obciąża włosów i jest tani. Zapłaciłam nie całe 7 zł. Minus jest taki, że nie zawsze można go spotkać. Dlatego tym razem zaopatrzyłam się w 6 takich tubek. Gorąco go polecam. :)