poniedziałek, 25 marca 2013

Inspirująco.

Czy Wy też to czujecie? Unosi się w powietrzu i ładnie pachnie. W weekend pachniało płynem do okien, do mycia podłóg... no ogólnie detergentami. Ale teraz zaczyna pachnieć marynowanym mięsem, świeżo pieczonym ciastem, żur się kisi. :) I co z tego, że wiosny jeszcze nie ma. W końcu będą białe Święta! :D Owszem, na początku i ja byłam zła. Bo i alergia mi się przedłużyła, oraz zimno i buro. Ale do puki świeci słońce (nawet jak jest -10 stopni), to mi się podoba. Pachnie świeża, wykrochmalona pościel i tak zrobiło się czyściutko. :) Dziś wieczorkiem będzie czuć żółte tulipany. Im bliżej tym lepiej. :) A na razie, takie małe inspiracje ze stylowi.pl. ;)


 




czwartek, 21 marca 2013

Postepy w diecie.

Mija 31 dni odkąd zaczęłam dietę. Wizualnie nie widzę bym się coś zmieniła, chociaż mąż mówi, że mam ładniejsze nogi. Wagowo owszem, schudłam 4 kg. Plusy są takie, że fizycznie i psychicznie czuję się mocniejsza (nie licząc obecnego przeziębienia). Zaczęłam się wysypiać i nie muszę sobie nastawiać zegarka by się obudzić, chyba, że chcę wstać o 6.00. Wyrobiłam sobie nawyk porannych ćwiczeń, to tak jak z myciem zębów. Jestem o wiele bardziej świadoma tego co jem i co jest zdrowe a co nie. Już nie chodzi o same kalorie, tylko raczej zdrowe odżywianie się. Fakt, w urodziny dałam sobie upust. Zjadłam mega kawałek, mega kalorycznego tortu. Ale urodziny ma się raz w roku. Smaki również mi się zmieniły. Doszło do tego, że nie przepadam za rzeczami za bardzo słodkimi lub tłustymi. Coli to ja już nie wezmę do ust. Sam cukier. W produkty tzw. light nie wierzę. Zazwyczaj są na słodzikach, czyli na chemii. Jem zwykły naturalny jogurt, a nie ten light. Po raz pierwszy nie boli mnie żołądek. Chyba, że zrobię sobie dzień odpustu i zjem frytki. Dzień odpustu to sobota lub niedziela. Na jeden posiłek mogę zjeść co mi się żywnie podoba, taka nagroda za dobrze miniony tydzień. Fakt, za bardzo tego jeszcze nie  kontroluję, bo ostatnio rzuciłam się na rafaello i nie pamiętam ile ich zjadłam, a raczej pochłonęłam. Śniadania z reguły mam dość syte, bym miała więcej energii na cały dzień. To przyzwyczajenie jeszcze z poprzedniej diety. Czym się rożni moja poprzednia dieta od tej. Chyba moim podejściem. Tamta była prowadzona przez dietetyka, swoją drogą bardzo dobrego. Ale mnie ona bardzo stresowała zakazami oraz rożnymi niezrozumiałymi nakazami (np. nie mogłam jeść jogurtów naturalnych, pić mleka itp). Na obecnej jestem bardziej świadoma, jakie produkty mają więcej wartości odżywczych. Sama wyznaczam sobie co mogę zjeść a co nie, głównie dzięki temu nie boli mnie żołądek. Jem rzeczy lekko strawne. Poprzednia dieta była dość ciężka, w związku z czym non stop brałam jakieś leki. Jakie są moje ogólne wnioski? Nie zawsze to co przepisuje dietetyk jest dobre. To my najlepiej znamy swój organizm, co jest dla niego dobre a co nie.
Miałam dać fotkę jak wygląda obecnie moja figura. Niestety dopadła mnie choroba i z fotką muszę poczekać. Nie chcę świecić czerwonym nosem. Podczas choroby jest mi o tyle trudniej, że non stop bym coś jadła. Ale jakoś się trzymam.
Pozdrawiam. :)

poniedziałek, 18 marca 2013

Wreszcie są.

W niedzielę postanowiłam pojechać jeszcze raz na Marywilską za butami. Tomka, po wielkich jego oporach, zabrałam ze sobą. Na jednym ze stoisk znalazłam swoje wymarzone buty ale... nie było rozmiaru. Załamałam się... A raczej szlak mnie trafiał.
- Tomek, ja nie patrzę, a ty mi wybierz buty.
Wybrał, namierzyłam i kupiłam, nawet za bardzo im się nie przyglądając. Wiedziałam, że na pewno nie są to czółenka, a botki. Dobrze je dopiero obejrzałam u babci, pokazując je wszystkim. W mojej rodzinie każdy musi obejrzeć nowy nabytek innych, nawet jakby to były zwykły biały guzik. Tak było od zawsze i nawet nie zastanawiałam się czemu. Wszyscy zgodnie stwierdziliśmy, że butki są proste, ale bardzo ładne. Natomiast ja dodatkowo poinformowałam, iż są bardzo wygodne i mięciutkie w środku.
Miałam kupić jeszcze płaskie, ale nie chciało mi się już dalej chodzić. Kupię potem jakieś zwykłe sportowe. Póki co zima trwa dalej.



sobota, 16 marca 2013

Problem z butami ciąg dalszy.

No i jak tu polubić zakupy obuwnicze? Byłam chyba w każdym sklepie z butami i nic. Jak mi się wizualnie podobają, tak na mojej nodze już nie, lub są nie wygodne. Stanęło na tym, iż kupię tenisóweczki i zwykłe czarne czółenka. No ależ.... Kurcze znowu jest coś nie tak z tymi butami. 40-tka za duża, 39 za małe. Szlak mnie powoli trafia. Kupić jakieś muszę, bo moje jedyne buty to te zimowe. Zeszłoroczne wiosenno-jesienne już swoje lata przeżyły (3-4 lata) i na prawdę wstyd w nich się ludziom pokazywać. W efekcie na poprawę humoru kupiłam torebkę w CCC oraz dwie książki w Matrasie Lidkę Katarzyny Michalak, oraz drugą część Millennium. Idę czytać Lidkę.




 

wtorek, 12 marca 2013

Urodziny

Ogólnie na początku urodzin miałam nie robić. Nigdy nie robię, bo to mi przypomina ile lat kończę, a żadna kobieta tego chyba nie lubi. Potem jednak stwierdziłam, że i tak rzadko widuję swoją rodzinkę, więc przyjęcie wyprawię. Nie myślałam tylko, że goście będą tak oporni z przyjazdem do mnie. Moja miejscowość mieści się pod Warszawą, kawałeczek za Markami. Dojazd do Stolicy zajmuje z korkami maksymalnie 35 minut, dla przyjezdnych 10 minut dłużej. Ale w weekend, kiedy korków nie ma, jest to maksymalnie 15 minut. To również zależy z której części Warszawy się jedzie. Średni czas wychodzi, z centrum Warszawy lub z innej jej części około 40 minut maksymalnie. Uważam, że to nie jest dużo. To jeśli chodzi o jazdę samochodem. Autobusem trzeba doliczyć kolejne 30 minut. Ale to i tak nie jest dużo, bo z jednego końca Warszawy do drugiego jazda zajmuje tyle samo, o ile nie dłużej. Więc o co chodzi? To, że jest to za Warszawą? Sama pochodzę z Warszawy, wychowałam się w niej i do niedawna tam jeszcze mieszkałam. Jakoś nie widziałam problemu jeździć do Tomka do domu. W pewnym momencie byłam tak zmęczona przekonywaniem co po niektórych na przyjazd do mnie, że już nie miałam ochoty na jaką kol wiek imprezę i marzyłam jedynie o wyjeździe gdzieś na weekend, z dala od wszystkiego. Ktoś mi kiedyś powiedział "nie, bo za daleko mieszkasz". Uważam takie osoby za lenie śmierdzące i tyle. Gdy komuś na kimś zależy, to i na drugi koniec Polski się jedzie. W takich momentach na prawdę można poznać, kto jest prawdziwym przyjacielem, a kto nie. W pewnym momencie byłam tak zrezygnowana, że mój kochany mąż przejął pałeczkę. Ja musiałam jeszcze dom posprzątać, ugotować i upiec tort. Po raz pierwszy robiłam sama rosół. Nie wiem czemu niektórym on nie wychodzi. Zupa jak każda inna. Z tortem miałam większy stres, bo po raz drugi w życiu robiłam biszkopt. Parę miesięcy temu mi się nie udał. Ale tym razem wyszedł idealnie. Gdy ubijałam bita śmietanę na krem, a potem dodawałam serek mascarpone musiałam uważać by się masa nie zważyła. Tort się udał i powiem nie skromnie, mi bardzo smakował. Przepis znajdziecie na Moje Wypieki. Za miast truskawek dałam brzoskwinie z puszki.
Goście jednak dopisali. Co mnie bardzo ucieszyło. Największym dla mnie prezentem było to, że przyjechali, po mimo różnych przeciwności. Wielki szacun dla nich. Impreza się udała, jedzenie smakowało. Myślę, że każdy znalazł to co lubi. Mieliśmy wielką radochę z dwóch małych pociech. Jedna pociecha siedziała na jednym końcu stołu, druga na drugim końcu. Głowy nam chodziły tylko raz w lewo, raz w prawo. :D Za rok jednak imprezy nie zrobię. Za dużo stresu mnie to kosztuje. Nie nadaje się do wyprawiania imprez. Tak prezentował się mój tort:



Powoli dochodzi do mnie, że powinnam przestać zadowalać innych i zacząć myśleć o sobie. Zacząć się realizować i przestać zwracać uwagę, czy się komuś to podoba czy nie. Mi ma się podobać i tyle. Mąż mnie się ostatnio spytał, co ja bym tak na prawdę chciała. No więc lubię imprezy, ale raz na miesiąc lub dwa w zupełności mi wystarczy. Nie miałabym nic przeciwko małemu mieszkanku, z dala od wielkomiejskiego pędu. Mój taki mały świat. Niestety, lub stety jestem typem samotnika. Czasami nawet nie przeszkadza mi nieobecność męża w domu. Ktoś kiedyś powiedział "Do szczęścia brakuje mi tylko książek, maszyny do pisania, oraz obserwacji ludzi z nad filiżanki kawy", no więc ja też tak mam. Babcia się mnie spytała jakiś miesiąc temu "No ale co Ty takiego robisz w domu? Budzisz się, ćwiczysz i...?". Wtedy nic nie powiedziałam, bałam się reakcji. Teraz jednak powiem "... Czytam i piszę". Mi z tym dobrze. Nawet jeśli piszę jedynie do tzw. szuflady.

środa, 6 marca 2013

Problem z butami.

Mam duży kłopot z butami na wiosnę. Co prawda do niej, po mimo słonecznych dni, jeszcze daleko, jednak za butami już patrzę. W tamtym roku byłam prze szczęśliwa, bo tego robić nie musiałam. Niestety na ten sezon muszę nowe butki kupić. Podobają mi się botki na płaskim obcasie. Przykładowo takie:
www.ccc.eu/pl

Jednak namierzałam je wczoraj i stwierdziłam, że to nie to o co mi chodzi. Na nodze wyglądają dziwnie i robią się na nich takie krechy na zgięciu. Do gustu przypadłby mi motocyklówki. Jak wiosna, to jasne. Z resztą pasowałyby do mojej jasnej nieśmiertelnej torby, oraz jasnego płaszcza.
Ale gdzie ja teraz takie znajdę? Jestem za wybredną osobą jeśli chodzi o obuwie. Musi być wygodne i już. Te butki powyżej można kupić przez internet i nie są takie drogie, bo kosztują nie całe 110 zł. Ale czy takie kupione przez internet będą dobre? Wolę namierzyć, przejść się po sklepie i zobaczyć czy są wygodne. Czy ktoś kupował kiedyś buty przez internet?
Chciałabym mieć problem butów już z głowy. Całe szczęście, że płaszcza nie muszę kupować. Acz kol wiek kurtka by się przydała.

piątek, 1 marca 2013

Szlak kości.

Dziś będzie o książkach. Wracam z tematem do poprzednich książek, które przeczytałam lub miałam przeczytać: Szlak kości, Spadkobiercy oraz Historie Miłosne. I tak z tych trzech książek przeczytałam tę pierwszą. Pozostałe dwie jakoś nie mogłam przetrawić, ugryźć. Nie trafiały do mnie od początku i już. Nawet George Clooney na okładce Spadkobierców nie zachęcał. Swoją drogą, to jest stary i brzydki, zawsze taki był i nie wiem czemu co po niektóre kobiety się nim zachwycają. Historie Miłosne... Nie przepadam za smęceniu o miłości, jaka to ona zajebista lub nie. Mogę za to spokojnie polecić Szlak kości - kryminał przygodowy. Książka w dechę, trzyma w napięciu, ciągle coś się dzieje. Czytałam nie całe dwa dni. Owszem czasami bywała denerwująca, gdyż bohaterka jest z tych, co mają wiecznie jakieś kompleksy i się użala jaka to ona jest okrągła, a nic z tym nie robi. Mam nadzieję, że w kolejnych częściach ewoluuje. Reszta powieści jest bez zarzutu. Przy takich książkach mogę nic nie jeść cały dzień. Została mi ona pożyczona, ale drugą część na pewno kupię. O ile będzie mnie na to stać....
Pozdrawiam :)
empik.com