wtorek, 2 kwietnia 2013

Z rodziną tylko na fotografii.

Te Święta miały być inne. Owszem widziałam się z Megulencją i to w tym wszystkim najbardziej mi się podobało. Po mimo pewnych różnic między nami, bardzo ją kocham i dalej jest moją najbliższą przyjaciółką. W końcu prawie 16-letnia znajomość do czegoś zobowiązuje. W przyjaźni jest jak w małżeństwie, bez względu ile razy i jak poważnie ludzie by się pokłócili, to i tak do końca będą razem. 

Humor popsuła mi trochę moja matka, gdy ją odwoziliśmy wczoraj do domu. Za wszelką cenę rodzinka chce mnie przyporządkować do jakiejś grupy, np. "Marta skończyła dobre studia ....", "Marta ma stałą pracę w ...", "Marta jest w ciąży ...". To, że nie mam ukończonych studiów i nie mam pracy to moją winą nie jest. System jest taki a nie inny, ja z tym nic nie zrobię (chyba, że dam w łapę komu trzeba). Jakbym miała skończone studia to by narzekali "nie ten kierunek", "pracy po nim nie ma", "nie magister" itp. Jakbym miała pracę to by było "czemu tylko tymczasowa", "czemu na zlecenie a nie na etat", "czemu w takich późnych godzinach". A ciąża? To, że jestem mężatką nie oznacza, że od razu mam robić za inkubator i dzieci rodzić. Był czas, że chciałam mieć dziecko, tak mniej więcej 2 lata przed ślubem, czyli 4 lata temu. Miałam wręcz jakiegoś bzika na tym punkcie. Potrafiłam poprzebijać wszystkie gumki, w taki sposób by T się nie zorientował. Głupia byłam i tyle, bo nie myślałam głową a... Wiadomo czym, ale i tak nic z tego nie wyszło. Obecnie też chcę dzieci, jednak nie teraz. Jestem jeszcze na nie za młoda, chcę się wyszaleć, pozwiedzać świat trochę. Jeszcze nie wyobrażam sobie pieluch i nocnego wstawania do malucha, oraz poświęcania mu swojego czasu. Moja matka dość późno miała trzecie dziecko i dobrze pamiętam brudne pieluchy, płacz nocą i to jak zajmowałam się siostrą latem i w ferie. Inne koleżanki jechały na obozy, wycieczki zagraniczne, miały pracę wakacyjną, a ja nie mogłam, bo zajmowałam się siostrą. Jak gdzieś jechałam, to brali mnie za niańkę dla rodzonego i ciotecznego rodzeństwa. Więc czemu teraz, gdy jestem dorosła i sama o sobie decyduję, to mam nie jechać do Paryża, czy Wiednia, tylko zajść w ciążę? Mama pojechała mi wczoraj tekstem "Jestem twoją matką i nadal masz się mnie słuchać.", po czym spytała "To kiedy do nas przyjdziesz?". Nic jej nie powiedziałam, ani na jedno ani na drugie. Z doświadczenia wiem, że czasem lepiej nic nie mówić, a pomyśleć swoje. Długo mnie ona nie zobaczy. Może i jestem w tym wszystkim egoistką, no ale chyba jest taki czas, kiedy człowiek może przestać zadowalać innych i pomyśleć o swoich potrzebach?

Ostatnio z Meg stwierdziłyśmy, że większość naszych znajomych ma jedno o ile nie więcej dzieci. Wszyscy tylko patrzą na nas, kiedy nas to spotka. Tak jakby dzieci były jakimś wyznacznikiem... Lub z zazdrością, że mamy więcej czasu na realizację własnych celów.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz