środa, 8 maja 2013

Przygotowania chrzestnej.

W niedzielę mam komunię chrześniaka. Z początku byłam spanikowana, w co ja się ubiorę, będzie trzeba kupić nowe ciuchy. Jednak po większych rozmyślaniach, doszłam do wniosku, że mam kreację w której mnie moja rodzinka nie widziała i nie powiedzą "Znowu to?".

Z początku problemu nie widziałam. Ot co, komunia jak każde inne. Nie mnie będą obserwować, nie muszę być wysztafirowana. Ale nie... Okazało się, że obok dzieci mają iść rodzice i chrzestni. Czyli ja też... Zielono mi się zrobiło na samą myśl, że mają mnie filmować, fotografować itd. "Tylko zrób się na bóstwo", powiedziała do mnie ciocia. No i jednak będę musiała się wysztafirować, oraz iść do spowiedzi. To ostatnie to pikuś. Chociaż nie czuję się bardziej czysta po spowiedzi, niż przed nią. Gorzej z kreacją. W porę sobie przypomniałam, że przecież mam sukienkę, której moja rodzina na oczy nie widziała. Co mnie bardzo cieszy. Problemem był żakiet. Mam jeden, czarny, sprany i raczej psujący do glam rocka. Wybrałam się na zakupy. W planach był biały żakiet, gdyż sukienka jest biała z czarno-srebrnymi aplikacjami. Po jakimś czasie doszło do mnie, że przecież mam żakiet biało perłowy, w szafie. Pasujący idealnie do mej kiecki. Ale nie przeszkodziło mi to kupić ala łososiową marynarkę z Camaieu. Kosztowała bardzo dużo, za dużo. I umysł mi mówi "Odłóż to!". Jednak marynarka mówiła "Weź mnie". Mało tego, krzyczały do mnie dłuuuuuugie kolczyki w tym samym kolorze. Gdzieś pisałam, że lubię długie kolczyki, bo nie trzeba nic na szyję zakładać.

Wczoraj był również fryzjer. Skróciłam swoje długaśne włosy za łopatki, do... przed łopatki. Pani miała z deka problem z ich wymodelowaniem. Moje włosy są proste i bardzo śliskie. Tylko prostownica może je zakręcić, ale i tak nie na długo, nawet jakby się je betonowym lakierem pryskało. Tu fryzjerka była tak wymordowana, iż w efekcie na głowie miałam 7 szczotek nawiniętych na włosy, które spryskiwała lakierem i dopiero potem je zdejmowała. No ale wystarczyło bym lekko je przeczesała ręką, by znowu się wyprostowały. No owszem, końcówki miałam ładnie podwinięte, ale nie wyglądałam jak pudel. :D Żałuję, że zdjęcia nie zrobiłam.

Tak więc do komunii jest w pełni przygotowana. Rodzinka będzie mogła powiedzieć "Och!" i "Ach!". Moja równowaga psychiczna nie zostanie zachwiana, gdyż jeśli czuję się dobrze w tym czym jestem, to mogą mnie nawet w TV pokazywać :P

1 komentarz:

  1. A ja się właśnie spodziewałam zdjęcia w pełnej krasie. Może jeszcze da radę?

    OdpowiedzUsuń