sobota, 13 lipca 2013

Historia z życia wzięta - Bilet.

Ostatnio jestem bardzo... Jakby to powiedzieć... Zakręcona, rozkojarzona? W moim życiu nadchodzi dużo zmian i nie mam czasu zwracać uwagi na szczegóły. Wiec wczoraj było mocne przebudzenie Marin.

Tomek rano zadał mi pytanie.
- Na czym dziś pojedziesz?
- Chyba czym? - poprawiłam go i dodałam. - Autobusem, a czym.

- No ale na czym?
- No autobusem! - podniosłam głos zirytowana i popatrzyłam na niego jak na debila.
- Owszem, ale biletu nie masz ważnego. - Tłumaczy jak kozie na miedzy.
- No jak nie, przecież niedawno kupowaliśmy. - uśmiechnęłam się i na potwierdzenie wyjęłam bilet z paragonem. - Widzisz? Paragon. - pokazuję. - Bilet 90dniowy. - oznajmiam tonem nieznoszącym sprzeciwu.
- Super, to teraz znajdź datę kiedy go ładowano. - Tomek był nieugięty.
- Jest! - wykrzyknęłam triumfalnie i zaczęłam liczyć miesiące. - Trzeci kwiecień, maj, czerwiec... l i p i e c ? - Moje oczy wyrażały jedno, wytrzeszcz! - Kurwa! No ale jak? Tyle czasu na gapę jeździłam? Niemożliwe! To ja biletu nie mam! Musimy kupić bilet!
W kiosku baba jak zwykle biletów nie miała. "Bo ja dostawę mam za 20 minut. Poczekacie państwo?". Nie kurwa... Niektórzy do pracy się spieszą, w naszym wypadku Tomek.
- No i co teraz? Muszę wracać do domu, nie pojadę na gapę! - panikowałam.

- Marta... Tyle czasu jechałaś na gapę i nic sobie z tego nie robiłaś, to teraz się martwisz? - Tomek od chwili gdy się zorientowałam, co jest nie tak, szczerzył się. Chyba wiele radości sprawiała mu ta sytuacja, a raczej to, że w końcu postawił na swoim i ma na to niepodważalny dowód.
- Ale wtedy nie wiedziałam, że jeżdżę na gapę! - panikowałam dalej.
Z racji, że nie mieliśmy przy sobie drobnych, w automacie autobusu nie dało kupić się biletu.

- To gdzie z mama na rowerze jechać będziecie?
- Nie wiem. - odpowiedziałam wściekłym tonem.
- Zła na mnie jesteś? - spytał z oczami zranionego psa. Nie lubię jak tak robi, bo mi serce zaraz mięknie.
- Nie... Tylko wiesz, zdenerwowana jestem. - przytuliłam się do niego.
- Nie martw się. Jest taki tłok, że kanary jakby chcieli, to fizycznie nie mieliby jak sprawdzić biletów.
- Ta... Tylko ten tłok wysiada zaraz na Placu Bankowym, a ja jadę dalej. - stwierdziłam dobitnie.
Całe szczęście uświadomiłam sobie, że nawet jak wejdą i mnie będą chcieli spisać to nie będą mieli jak. Rano przekładałam rzeczy do drugiej torebki i zapomniałam dowód schować. U mamy już spokojnie kupiłam bilet na powrót. Byłam przerażona, kiedy okazało się, że jeden, jednorazowy, normalny bilet kosztuje aż 4,40. Zgroza! Kilka miesięcy temu byłam przerażona podwyżką trzymiesięcznego, ale jakoś nie przyszło mi do głowy, że przecież wszystkie bilety to spotkało.
Teraz jak tak sobie myślę, to przez ostatni czas miałam dużo okazji, gdzie kanary sprawdzali bilety. Jednak jakimś cudem mnie omijali, lub wcześniej kończyli. Bo jakby mnie sprawdzili i chcieliby mi karę dać, to w zaparte bym szła, że ja przecież mam ważny bilet, a oni są ślepi lub mają sprzęt zepsuty.

http://www.ztm.waw.pl
 
Ps. Mam do Was prośbę. Trzymajcie za mnie kciuki w poniedziałek. Bo właśnie tego dnia ma zmienić się moje życie. Nie powiem na razie o co chodzi, aby nie zapeszać. :)

4 komentarze:

  1. I odmieniło się Twoje życie - poniedziałek już prawie minął :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Dostałam kopa od życia i większą motywację ^^

      Usuń
  2. Twoja historia jest mi bliska bo jakiś czas temu, całkiem nieświadomie, też jeździłam na gapę. Mało tego, kontrolerzy biletów też długo tego nie zauważyli, rzucali tylko okiem na bilet a nie sprawdzali już daty ważności na znaczku. A ja nowy znaczek kupiłam, woziłam w portfelu ale bez dopisanej daty. Chyba z 2 tyg tak podróżowałam aż któregoś dnia sobie z tego zdałam sprawę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo większość kontrolerów nie sprawdza biletów. Widzą, kto chętnie podaje, to znaczy że ma bilet ważny, to już mu się sprawdzą. :)

      Usuń