wtorek, 6 sierpnia 2013

Mielno



W tym roku pojechaliśmy z całą rodzinką do Mielna. Ogólnie uzbierała się nas grupa 10-osobowa łącznie z dziećmi. Im więcej osób tym weselej. My z Tomkiem dojechaliśmy jedynie dzień później, we wtorek. W sumie dobrze, bo akurat przyjechaliśmy na piękną pogodę. Może trochę padało ale tylko raz, krótko i porządnie.

Pierwszego dnia byliśmy do samego wieczora na plaży. Kostiumowo nie byłam na to przygotowana, ale jak człowiek na oczy widział morze tylko 3 razy, to i w bieliźnie na plaży może plackiem leżeć. ;)

W środę jak pisałam wyżej, troszeczkę padało. Za to potem się wypogodziło i pływaliśmy na rowerkach wodnych. Mielno to bardzo fajne miasteczko, gdzie z jednej strony jest morze a z drugiej jezioro. Gdyby o nie bardziej zadbali to i tam ludzie mogliby się kąpać. Rowerki jednak nie są złe. Miały przeróżne kształty i charaktery. Nasz zielony przypominał garbusa, inny radiowóz milicji, a jeszcze inny biedronkę z długimi rzęsami i ruszającymi się oczami. Potem przejechaliśmy się na diabelskim młynie w wesołym miasteczku. Pod wieczór przeszliśmy się Promenadą. Akurat załapaliśmy się na występ uliczny, grupy tanecznej NASA. Chłopaki tak wywijali ciałami, że nawet jakbym trenowała co dziennie przez 20 lat, to chyba bym tak nie umiała.

W czwartek cały dzień smażyliśmy się na plaży, do takiego stopnia, że nawet na obiad nie chciało nam się iść. By zabić głód jedliśmy jedynie hot dogi przy wejściu. Pani sprzedająca była na tyle miła, iż pozwalała nam nałożyć sobie tyle dodatków ile nam się podobało. No więc mój miał pełno świeżych warzyw oraz cebulkę prażoną. MNIAM! Wieczorem zrobiliśmy sobie ognicho. Taka kiełbasa z ogniska, czy parówka, smakuje całkiem inaczej niż z grilla. Koniecznie u siebie musze sobie zrobić stanowisko na ognisko. Procenty były. Jak szaleć to na całego. Mi tylko co jakiś czas dolewali, a ja… Wylewałam połowę za siebie kiedy inni nie patrzyli. Dopiero zostałam przyłapana pod koniec imprezy, kiedy nie było już co dolewać. ^^

Piątek był bardzo leniwy. Z Tomkiem jeszcze do 11-12 dochodziliśmy do siebie po ognisku. Ale za to na śniadanie zjadłam dwa naleśniki z nutellą i bananami. MNIAAAAAM! Wieczorem odwiedziliśmy ponownie wesołe miasteczko. Przejechałam się na karuzeli Crazy Dance. Może i ktoś powie, że to nic, ale mnie wytrzęsło na długi czas. Chyba nigdy się tak nie darłam jak wtedy. ;) Potem grałam z Tomkiem w cymbergaja. Oczywiście za chwile musiałam grze dać nową nazwę. Bez urazy, ale wyszedł mi Cyber Gej. Z mężem zremisowaliśmy. Tomek strzelał sobie co jakiś czas samobóje.  Nie musiałam się za bardzo męczyć. ;)

Ostatniego dnia byliśmy na plaży jeszcze dwa razy, oraz zaliczyliśmy gokarty. Było tak ciepło, że nie dało się inaczej i z Tomkiem wyjechaliśmy dopiero koło 20.00.

Jeśli ktoś lubi leniwy wypoczynek, leżenie plackiem oraz morze, to Mielno bardzo polecam. :) Może to nie jest Kreta, Grecja czy Egipt, ale też tam pięknie.

 Na jeziorze Jamno.
 Ognicho.
 Kaczuchy nad jeziorem.


Szalona ;)

3 komentarze:

  1. O rety, jak ja chcę nad morze... A opalenizna cudo!Nie ma to jak piasek, morskie fale i opalenizna. Ach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opalenizna... Z nosa mi skóra schodzi, taka to opalenizna :P

      Usuń
  2. No! Takie wakacje to ja rozumiem! A opalenizna to jak ze śródziemnomorskich kurortów:)

    OdpowiedzUsuń