poniedziałek, 30 września 2013

Między papryczką chili a ekstraktem waniliowym.

Poczułam dziś z rana przerażenie, jak wyrywałam kartki z kalendarza. Do końca roku zostały tylko trzy miesiące! Robi się co raz zimniej. Odsłoniłam rolety a na dworze - niemal że szaro. Zeszłam na dół, na śniadanie. Jajecznica, ciepła herbatka z cytryną. Moje przerażenie pogłębiło się, gdy tata poinformował mnie, iż z samego rana był -1 stopień... -1 stopień! Co to ma znaczyć? Mój cieniutki płaszczyk będę musiała zamknąć w szafie i zakładać już będę jesionkę, do tego czapka i szalik. Masakra. Lubię jesień, uwielbiam w prost, bo liczba kolorów liści przekracza moje wyobrażenia. Ale nie lubię chłodu. Te myśli sprowadziły mnie do tego, że niedługo już Boże Narodzenie.... Tak, niedługo. Bo trzy miesiące znikną jak z bicza trzasł. Wam też się wydaje, że ten czas idzie co raz szybciej? Niby miesiąc, to miesiąc. Ale w dzieciństwie miesiąc to niemal cała wieczność, a teraz? Srrrrruuuu... I nie ma. Niespodzianka! Październik!

W każdym razie odnośnie Świąt. Za każdym razem jak jestem w empiku to przeglądam książkę kucharską Nigelli Lawson Jak być domową boginią oraz Nigella ekspresowo. Ubóstwiam też Jamiego Olivera Jamie at home. Może dlatego, że lubię angielski akcent. Poza tym, jak mówią to już potrzebny jest kubeł na ślinę, bo mówią pysznie. A może dlatego, że jak oni gotują to wszystko wydaje się łatwe. Wrzucasz wszystko do gara, miksujesz, mieszasz i już masz idealny obiad lub deser dla bliskich. Każdy odcinek z nimi na TVN Style wręcz pożeram wzrokiem. Ale film to nie to samo co książka. Książka tak wspaniale pachnie drukiem i ma takie śliczne zdjęcia, które by się chciało wyciąć i oprawić w ramki. Ba! Całą książkę bym oprawiła w ramki, lub postawiła w jakimś szczególnym miejscu. To taka przytulanka, nic tylko wyściskać całą esencję. Z takimi książkami chłody mi nie straszne! Niestety kosztują dość drogo, zwłaszcza wersje angielskojęzyczne. (W sumie nie wiem czy bym chciała wersję polską czy angielską). Moja nowa komórka i aparat fotograficzny pójdą w odstawkę. Niestety... Gdy mam do wyboru sprzęt elektroniczny a książkę, to zawsze wybiorę książkę. Mogę nie mieć w czym chodzić, ja zawsze, ZAWSZE!... wybiorę książkę. A jeszcze ich autorstwa... Na samą myśl o nich już nie ładnie się ślinię. Ile pyszności mogłabym przygotować! Och! Ach!

I tak dochodzimy do kolejnej kwestii. Moja dynka zgniła. Okazało się, że była wcześniej uszkodzona, co spowodowało przedwczesne jej starzenie. Akurat wtedy kiedy napaliłam się na zupę dyniową. Ale spoko. Na działce na pewno jakaś się jeszcze znajdzie, a jak nie, to ją kupię i już. Zrobię tę zupę, koniec kropka!

Pozdrawiam gorąco. :)

Ps. Tłumaczenie tytułu. Nigella jest jak papryczka chili a Jamie jak ekstrakt waniliowy. ;)


Tu moje przyszłe maleństwa.

http://www.mostlyfood.co.uk

www.empik.com

www.empik.com

wtorek, 24 września 2013

Choroba no!


Tak przeziębiłam się. Muszę zacząć coś brać chyba na wzmocnienie organizmu, bo to już drugi raz w tym miesiącu. Ktoś mi kiedyś powiedział, że najłatwiej jest się zarazić od dziecka. To by się zgadzało, bo wtedy jak i teraz byłam u Majki. No ale trudno. Do weekendu muszę wyzdrowieć. Na zdjęciu po wyżej oprócz leków jest herbatka imbirowo-miodowo-cytrynowa. Powinna mnie na nogi postawić.

Pozdrawiam. :)

piątek, 20 września 2013

Zmarźluch cz.1.

Jesień zaczęła się na dobre. Nie wiem czy się cieszyć czy nie. Lubię jesień, ale taką naszą ciepłą, złotą. Jednak i tak ta pora roku skłania każdego z nas, do zakładania co raz grubszej ilości ubrań. Jestem okropnym zmarźluchem i u siebie w szafie mam z 6-7 swetrów. Każdego roku przybywa mi ich, jeden lub dwa. Może do mojej figury golfy średnio pasują (w zasadzie wcale), jednak one dominują u mnie najbardziej. W nich można opatulić się pod samą szyję... Chociaż jak ja bym mogła to bym zakryła też nos. W tym roku muszę się uzbroić w sztruksy. Może nie są za modne i pogrubiają, ale... Ciepło przede wszystkim. Nie ma nic gorszego niż zmarznięte jeansy, nawet jak pod spodem ma się rajstopy.

I tak mam kilka swoich ulubionych typów ciepłej odzieży:

hm.com

Kropki, kropki, kropki... :D Ostatnio kupiłam rajstopy w kropki. Nie wiem do czego będę je nosić, ale kropki są. ;)

 
hm.com

 Tego typu swetry uwielbiam.

 reserved.com

 A to coś na eleganckie spotkania.

reserved.com

A teraz dla odmiany bluza, którą muszę mieć... MEOW!

reserved.com

Może to nie sztruksy (wyszły, nie ma ich), ale za to bardzo ładne jeansy. 
hm.com

Zdjęć mogłabym wklejać i wklejać. Najbardziej lubię swetry za tyłek. I z perspektywy czasu zastanawiam się, jak mogłam chodzić w ubraniach do bioder. Nie było mi zimno? Fakt, byłam wtedy szaloną 20-latką. Pewnie miałam w sobie tyle gorąca, że to wystarczało. Wychodzi na to, że teraz jestem górą lodową. Co te małżeństwo z kobiety robi? ;)
Pozdrawiam.

środa, 18 września 2013

Mały, ciężki, zielony problem.

Ostatnio dostałam od dziadków dynię - małą, zieloną. Tak, zieloną. Podobno to taka odmiana. Cieszyłam się, że jest mała, to będzie mniej roboty z nią itd. Przeliczyłam się trochę i to na wstępie, gdyż podnieść jej nie mogłam. Teraz mam mały, ciężki, zielony problem, bo nie wiem co z nią zrobić. Marynować w słoiku nie chcę, bo nikt tego nie zje. Ewentualnie mogę zrobić jeszcze raz leczo i tam dynkę wkroić. Ciasta robić nie będę, bo od paru dni udaje mi się słodycze omijać szerokim łukiem. Zupa odpada. Nie pasuje mi. Macie jakieś sprawdzone pomysły? 

A o to ona. Wiem, że jest trochę kostropata, ale w końcu jest z własnej działki, nie pryskana chemią. :) Z góry przepraszam za jakość zdjęcia, ale mój aparat jest już na wykończeniu. Ostatnio, tak bez powodu mi się zawiesza. A nowy będę mieć...? Nie... Nie będę mieć.
Pozdrawiam.

 

Ps. Czy ktoś ma jakąś dobrą książkę godną polecenia na jesienne dni?

czwartek, 12 września 2013

Och dieto!

Od 2 września zawzięłam się i już na wadzę widzę efekty. Prawie dwa kilogramy poszły w zapomnienie. Nadal mam problem trzymania się 1000 kcal i nie jedzenia słodyczy. Można powiedzieć, że co drugi dzień nie przekraczam swojego 1000, ale inne dni to 1200, 1300. Słodycze... Nie ma dnia bez słodyczy. Krówka tam, ptasie mleczko tu... Od paru dni chodzi za mną szarlotka. Zrobię ją i zjem przynajmniej ze 2-3 kawałki, bo inaczej będę non stop o niej myśleć. A nie ma nic gorszego niż katowanie się myślami. Z resztą niedziela będzie pod znakiem świętowania, więc słodycze mnie i tak nie ominął. W zasadzie gdyby nie one to bym się 1000 trzymała. Tak więc za przekroczenie kalorii, narzuciłam sobie dodatkowe ćwiczenia. Mam nadzieję, że ten mały kryzysik niedługo minie.






poniedziałek, 9 września 2013

Inspiracja - Salon.

Ostatnio przeglądałam rożne zdjęcia aranżacji salonu. Może i nie zrobię go szybko, ale pooglądać i pomarzyć zawsze można. Kiedyś spodobał mi się salon w zielonych kolorach, z różowymi i żółtymi dodatkami. Zaczęliśmy z mężem małymi kroczkami działać, czyli pomalowaliśmy jedną ścianę na zielony, a reszta na biały. Jak na obrazku po niżej:


pinterest.com

 Efekt był... Nie taki jak powinien być. Zielony wyszedł o wiele ciemniejszy niż na opakowaniu farby, a że pomalowana była nim dość duża ściana, to biały teraz wygląda jak szary lub lekko zielony. Nie lubię tego pokoju. Na tę chwilę pomyślałam o spokojniejszej kolorystyce czyli żółty z jasno-zielonymi dodatkami. Białe meble podobały mi się od zawsze, więc takowe będą. Kanapa i fotele jak się uda zdobyć raczej jasno-beżowe niż białe. Nie wyobrażam sobie białych kanap przy dziecku. Z drugiej strony szkoda mi tej zielonej ściany, bo gdy w pokoju jest jasno i świeci słońce, to jest to na prawdę ładny kolor. Realnie patrząc pomaluję białe ściany na jaśniutki żółty, a ścianę zieloną rozjaśnię jakimiś dodatkami. No ale puki co, to tylko plany. Chyba szybciej dorobimy się dzieciaka niż salonu. Więc prawdopodobnie na pierwszy rzut pójdzie dziecięcy ;)

Pozdrawiam. :)

pinterest.com

piątek, 6 września 2013

Dotyk anioła.

Dzisiejszym postem zainspirowała mnie Travelling Milady. Ma bardzo ciekawy post o Aniołach. Megulencja zna mnie już szmat czasu i wie, że ubóstwiam Anioły. Mam nawet ze dwie, trzy książki na ich temat. Jednak dziś będzie raczej o momentach kiedy doświadczyłam pewnej siły.

Kiedyś, tuż po śmierci mojej prababci poważnie zachorowałam. Miałam atak padaczki. Przed samym atakiem przyśniła mi się prababcia i powiedziała "Na wiele lat zachorujesz, ale wyzdrowiejesz". I tak się stało. Po 9 latach leczenia nie było śladu po epilepsji. Uważam, że nie tylko anioły nas strzegą, ale nasi bliscy zmarli też.

Gdy miałam 15-16 lat jechaliśmy dokądś z dziadkami, z moją mamą i siostrą. Stanęliśmy gdzieś na poboczu przy łące, na przerwę. Poszłyśmy rwać kwiatki, moja mama robiła piękne wianki. Od ulicy nie było daleko. W pewnym momencie był wypadek. Części samochodu leciały w powietrze. Nagle poczułam tak jakby ktoś podniósł moją rękę i tą ręką odciągał moją mamę w głąb łąki (teoretycznie ciągle ja, ale nie ja). Po chwili, gdzie wcześniej stała mama, upadł duży kawałek samochodu. Mama była mi wdzięczna, a ja jej powtarzałam, że to nie mi powinna dziękować, bo to nie byłam ja. Stwierdziła, że byłam pod wpływem szoku i dlatego to tak wyszło. Wiem co czułam, i na pewno nie był to szok.

Kiedyś mój brat znalazł wisiorek czerwonego aniołka. Wiedział, że je lubię, to mi go dał "na szczęście". Zawsze gdy go nosiłam, to złe rzeczy jakimś trafem omijały mnie. Któregoś dnia w liceum wybuchła gaśnica, która wleciała na moją koleżankę. Parę minut wcześniej rozegrała się następująca sytuacja:
- Małgosia nie siadaj tu. - powiedziałam spokojnym głosem.
- Czemu?
- Po prostu nie siadaj. Mam przeczucie i nie siadaj tu.
Usiadła.
- Weź plecak. - powiedziałam i położyłam go na jej kolanach.
Nie całą minutę po tym dostała z impetem gaśnicą. Całe szczęście była tylko lekko potłuczona, chyba dzięki plecakowi. Nie chciałam jej mówić, że coś mnie dotknęło i powiedziało "Niech ona tu nie siada". Tak czy siak, i tak by usiadła, bo tak miało być. Na pewne rzeczy nie mamy wpływu, nawet jak wiemy wcześniej, że coś się stanie. Można coś przeciwdziałać, by osłabić dane momenty, ale one i tak się zdarzą.

Takich zdarzeń miałam w swoim życiu więcej. Doświadczałam czyjejś obecności, lub był zsyłany na mnie sen o przyszłości. Skąd wiem, że to anioły? Bo to czuję, bo tak mówi mi serce.


A teraz kilka fotek. :)

Wysokiego aniołka dostałam w dzień ślubu od znajomego. Mniejszy na Boże Narodzenie od brata. Przy okazji można coś w nim schować. Ładny i funkcjonalny ;)

 

To moje anielskie księgi, w pewnym momencie bardzo przydatne. Księgi aniołów całej nie przeczytałam. Są rozdziały, których lepiej nie czytać... Trzecia mi się zawieruszyła, ale tytuł był Anioł na każdy dzień.

Pozdrawiam gorąco i zachęcam do lektury. :)