środa, 18 września 2013

Mały, ciężki, zielony problem.

Ostatnio dostałam od dziadków dynię - małą, zieloną. Tak, zieloną. Podobno to taka odmiana. Cieszyłam się, że jest mała, to będzie mniej roboty z nią itd. Przeliczyłam się trochę i to na wstępie, gdyż podnieść jej nie mogłam. Teraz mam mały, ciężki, zielony problem, bo nie wiem co z nią zrobić. Marynować w słoiku nie chcę, bo nikt tego nie zje. Ewentualnie mogę zrobić jeszcze raz leczo i tam dynkę wkroić. Ciasta robić nie będę, bo od paru dni udaje mi się słodycze omijać szerokim łukiem. Zupa odpada. Nie pasuje mi. Macie jakieś sprawdzone pomysły? 

A o to ona. Wiem, że jest trochę kostropata, ale w końcu jest z własnej działki, nie pryskana chemią. :) Z góry przepraszam za jakość zdjęcia, ale mój aparat jest już na wykończeniu. Ostatnio, tak bez powodu mi się zawiesza. A nowy będę mieć...? Nie... Nie będę mieć.
Pozdrawiam.

 

Ps. Czy ktoś ma jakąś dobrą książkę godną polecenia na jesienne dni?

1 komentarz:

  1. Hmm, ja bym chyba też leczo zrobiła :)A książka od której nie mogłam się oderwać i pękałam ze śmiechu czytając ją to "Klub mało używanych dziewic" - bardzo wdzięczna nazwa :) Pamiętam, że były jej trzy części, ale tytułów reszty nie pamiętam :) Polecam bardzo :)

    OdpowiedzUsuń