piątek, 29 listopada 2013

Problematyczny dress code.

Zawsze miałam problem z tym, jak ubierać się do biura. Ciemne spodnie z marynarką, biała koszula, dla mnie to jakaś istna nuda. Jak miałam w czymś takim chodzić przez 5 dni w tygodniu, to wolałam założyć coś co by przełamało tę nudę. Zazwyczaj były to duże kolorowe kolczyki. Mając również w pamięci, jak ubierała się moja była kierowniczka, to ona wcale nie wyglądała nudnie. Elegancja i seksapil biły od niej na kilometr. Zawsze te niebotyczne obcasy i niekoniecznie czarne, trafiały się krwisto czerwone oraz granatowe bądź zielone. Obcisłe, ołówkowe spódnice i bądź co bądź, dobrze skrojone koszule zawsze z odpiętymi dwoma, górnymi guziczkami. Ostatnio chodzę na co raz więcej rozmów kwalifikacyjnych i mam taki problem z ubiorem, że koszule na mnie dobrze nie leżą. By musiały być uszyte na miarę, aby mi nie rozłaziły się na piersiach, a w tali nie było worka. Razem z Meg wybrałyśmy dla mnie sukienkę w pepitę, na tę okazję. Jak mi przyniesie w końcu szczęście, to dam zdjęcie. Mam dość masywne nogi, jednak w brew co część stylistów mówi, spodnie rozszerzane u dołu pasują jedynie na szczupaki. Bardzo dobrze czuję się w sukienkach do kolan, lub lekko za, oraz w spodniach z prostymi nogawkami. Na razie poniżej prezentuję inspiracje nie tylko z koszulą w roli głównej, ale też z gładkimi bluzkami.

stylowi.pl

 stylowi.pl

 stylowi.pl

 stylowi.pl


A na koniec przecudny sweterek. :)
 stylowi.pl

wtorek, 26 listopada 2013

Zwierzaczkowo.

Kto nie lubi zwierząt? No dobra, są wyjątki. Jednak większość ludzi je wręcz kocha. Sama miałam trzy psy, dwie papużki faliste, chomika, dwa koty i królika. Część zwierząt zginęła śmiercią tragiczną, część zmarła ze starości. Wychodząc za mąż nie mogłam zabrać ze sobą ostatniego psa- Guzika. Tak więc psisko jest z moimi rodzicami i siostrą. Ma się dobrze. Mało tego, przywieźli mu któregoś dnia małego koleżkę do towarzystwa. Kundelka, niewyżytego rozrabiakę- Maksa. U siebie mam pas podwórkowego- Ruperta, rudzioszka. Na kota nie mam co liczyć. Od domu do ulicy jest bardzo blisko i z tego co mi Tomek opowiadał, już nie jeden kot tam skończył. Tak więc z miłości do zwierząt, lepiej ich czasem nie mieć. A teraz trochę Guzikowca. Macie jakieś zwierzaki lub byście chcieli mieć?

 marcimokiem.blogspot.com

Czasami nie trzeba dużo by psa przebrać za wampira :P
marcimokiem.blogspot.com

marcimokiem.blogspot.com

niedziela, 24 listopada 2013

Muffinki marchewkowe.

Dziś zaprezentuję przepis na marchewkowo-korzenne muffinki. Zdecydowanie mój ulubiony. Jedna babeczka ma około 251 kcal, więc na pierwsze lub drugie śniadanie nadaje się idealnie. Napijcie się do niej kawy lub herbaty, to prawdopodobnie ominiecie kolejny posiłek. Muffinki są bardzo sycące i pęcznieją w żołądku, więc na dłużej wystarczają.

Składniki:
300 g mąki
1,5 łyżeczki sody
0,5 łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli
1 łyżeczka cynamonu
1,5 łyżeczki przyprawy do piernika
130 g cukru trzcinowego
1 opakowanie cukru waniliowego
3 jajka
100 g roztopionego masła
80 ml śmietany
300 g startej marchewki
1 łyżeczka startej skórki cytrynowej

Przesiać przez sitko mąkę, dodać sodę, proszek do pieczenia, sól i przyprawy. Wymieszać. W drugiej misce upijać przez 3 minuty jajka z cukrem trzcinowym i waniliowym. Dodać roztopione masło, śmietanę i delikatnie wymieszać łyżką. Dołożyć marchewkę i skórkę cytrynową, wymieszać ponownie. Wsypać mąką z resztą składników i krótko mieszać, tylko do zwilgotnienia składników. Nie przejmujcie się jeśli pojawią się grudki. Ciasto przełożyć do formy na muffinki, wyłożonej papilotkami. Piec w 200 stopniach przez około 25 minut, do suchego patyczka. Powinno wyjść 12 dużych ciastek. Jeśli nie macie wystarczająco marchewki, możecie dodać starte jabłko lub, zrobić je całe jabłkowe.
Nie miałam papilotek, więc użyłam papieru do pieczenia.

Smacznego :)


wtorek, 19 listopada 2013

Trening w toku.

Od wczoraj zaczęłam realizować plan treningowy na listopad. Wiem, że późno. Choroba mnie długo trzymała. Tak na dobrą sprawę mokry kaszel dalej mam, ale zdecydowanie mniejszy. Przyznam szczerze, że wczoraj nie ćwiczyłam. ...Zaczytałam się... SOOORRYYY... Ale dziś już podjęłam się ćwiczeń. Miało być 15 minut, a wyszło nie całe 25. Z rozgrzewki z Mel B nie umiałam zrezygnować. Jestem od niej uzależniona. Potem były ćwiczenia z WH i... Nie zrobiłam do końca takich pompek jak oni opisali. Nie byłam wstanie się podciągnąć. Tak więc zrobiłam je do ściany, a nie do podłogi. Wiem, że sobie bardzo ułatwiłam, ale jak będę mieć mocniejsze ramiona, to zacznę je wykonywać prawidłowo. Postawiłam też na jakość tych ćwiczeń. Czyli zrobić dokładnie ale wolniej, niż szybko i pobieżnie. 
Co do diety. Wczoraj miałam 1551 kcal. Zjadłam ostatni kawałek chałwy z ostatniej imprezy. Jakbym tego nie zrobiła, to bym chodziła przez cały tydzień sfrustrowana, że ten kawałek tam leży i czeka. Następnie bym się na niego rzuciła i nie wiadomo na co jeszcze. A tak już go nie ma i nic mnie nie męczy. Dziś na obiad nie wiem co zjem. Jak zawsze będę improwizować.
Pozdro.

A teraz:

Czytam dalej ;)
stylowi.pl

poniedziałek, 18 listopada 2013

Pizza ala Marin.

marcimokiem.blogspot.com

Do dzisiejszego postu zainspirował mnie Top Chef. W ponoć najlepszej pizzerii w Warszawie robili pizzę neapolitańską. A że pizza okazała się bardzo szybka w przygotowaniu, postanowiłam ją zrobić. Szukałam w internecie przepisu i wybrałam taki, który mi najbardziej odpowiadał. Oczywiście nie byłabym sobą gdybym go nie zmodyfikowała troszeczkę. Podobno najlepsza jest do tego włoska mąka pszenna typu 00 ewentualnie maka chlebowa. Ja użyłam zwykłej szymanowskiej i ciasto było bardzo dobre. Pieca chlebowego jednak nie mam, ale domowy piekarnik sobie i z tym poradził. Ważne jest by ciasto garowało 20 godzin. Według mnie dzięki temu jest potem bardziej chrupkie i nie ciąży tak na żołądku.

Składniki:
  • 4 i 1/2 szklanki mąki pszennej.
  • 1 i 3/4 łyżeczki soli (niby powinna być morska, ale to chyba tylko taka teraz moda na sól morską)
  • 1 i 3/4 szklanki ciepłej wody (dobrze przygotować sobie jej trochę więcej).
  • 10 g drożdży (jeśli macie suche to dajemy o połowę mniej, mi one jednak nigdy nie rosną)
  • 1 łyżeczka cukru
Zrobić rozczyn z 1 i 3/4 wody, 2-3 łyżek mąki, drożdży oraz cukru. Resztę mąki wsypać do miski i dodać sól. Gdy rozczyn podrośnie wyrobić z zawartością miski. Jeśli ciasto wydaje się wam za twarde pod ręką, to dodać więcej wody. Tak na oko, po mału, nie za dużo by nie zrobiła się paciaja. I teraz uwaga, ważne jest by przez 6 minut wyrabiać. Następnie odstawić ciasto na 5 minut i znowu wyrabiać przez 4 minuty. Ciasto powinno być elastyczne i odchodzić od dłoni. Ja podzieliłam całość na 3 porcje i z tego mi wyszły 3 pizze na całą blachę. Nie musicie tego od razu robić, ale porcjowania się nie uniknie. No chyba, że ktoś ma gigantyczny piekarnik lub piec chlebowy. Te 3 kule włożyć do miski oblaną małą ilością oleju. Zakryć szczelnie folią i odstawić do wyrośnięcia na godzinę, w ciepłe miejsce. Po tym czasie odstawić miskę z plackami do lodówki na 20 godzin. Dobrze jest więc ciasto zrobić dzień wcześniej, wieczorem.

Następnego dnia na blacie uformować z jednej kulki placek. Musi być dość cienki tak 3-5 mm. Nie obracać go w powietrzu. Robić to na blacie lub stolnicy. Ciasto jest po prostu za cienkie na takie obracanie. Porwie się wam... Tak... Wiem to z własnego doświadczenia ;)
Składniki na wierzch placka są dowolne, kto co lubi. Ważne jest to, że łącznie z sosem ma być ich góra 5 i nie za dużo. Inaczej pizza w czasie jedzenie będzie wam opadać na dekolt. U mnie to był sos z ketchupu i majonezu (tak poszłam na łatwiznę i co mi zrobicie? :P), cebula w kostkę, papryka, świeży ser mozzarella plus trochę goudy startej, oraz szynka (kolejną zastąpiłam piersiami z kurczaka w przyprawie kebab). Posypałam też trochę oregano.

Taką pizzę piekłam w 280-290 stopniach Celsjusza, przez około 10 minut, na papierze do pieczenia.

A TU jest pierwotny przepis. :)

Smacznego. :)

marcimokiem.blogspot.com

 Ps. Z takiej ilości mąki spokojnie naje się 6-osobowa rodzina. :) No chyba, że ktoś ma większy apetyt.

wtorek, 12 listopada 2013

Przerwa na lekturę.

Musicie mi wybaczyć chwilową nieaktywność na blogu, ale jestem na etapie czytania książek, o których już wcześniej wspomniałam. Jutro jadę na rozmowę w sprawie pracy. Trzymajcie za mnie kciuki. A po niżej moje wymarzone miejsce pracy oraz dom w jednym. ^_________^ I coś jeszcze... ;)

zy 
stylowi.pl

Księgarnia w Portugalii. Hmmm... Czy można tam również zamieszkać? :D

 stylowi.pl

Pres... Na naszą piękną starość tak będą wyglądały nasze wspólne spotkania :p

stylowi.pl

czwartek, 7 listopada 2013

Książkowo.

Kupiłam wczoraj po bardzo okazyjnej cenie dwie książki. Ołtarz kości - kryminał Philipa Cartera, podobno bardzo tajemniczego autora, oraz Myślę, że cię kocham - komedia Allison Pearson. Zaczęłam czytać tę pierwszą  i już mnie bardzo wciągnęła. Druga na pierwszy rzut oka również wydaje się być ciekawa. Już sama okładka oraz opis bardzo zachęca. :) Pomyśleć, że ostatnio narzekałam na brak lektur. A tu proszę. W niedzielę w moje łapki trafi też Inferno. :D


A tu zdjęcie jak byłam ubrana na ślub znajomych.



środa, 6 listopada 2013

Plan na listopad.

Plan na listopad jest prosty i mniej wymagający. Inspirację zaczerpnęłam z nowego numeru Women's Health. Piszą, że czasem nie trzeba wiele i wystarczy ćwiczyć 15 minut dziennie. W gazecie jest wiele rożnych ćwiczeń, więc myślę, że spróbuje wszystkich po trochu. Tym razem by się nie przeforsować. Jest też świetny artykuł z ćwiczeniami Na pewno i na długo 2,5,10+ kg w dół. Nie będę się na ten temat rozpisywać za bardzo, bo zachęcam kupienie tego pisma. Kosztuje 8 zł, ale to kwartalnik, więc wychodzi tanio, a pismo jest na prawdę świetnie przygotowane. Z każdym numerem ta gazeta co raz bardziej mnie zadziwia. :) W związku z moim zapaleniem gardła plan zaczynam wprowadzać w życie od poniedziałku dopiero.

Zastanawiam się z mężem czy nie kupić sobie roweru stacjonarnego. Wiem, że to nie zastąpi normalnego, gdzie jedzie się polami, łąkami i lasami. Ale umówmy się, chyba tylko hardcorowi ludzie jeżdżą na rowerze w zimę. A biorąc pod uwagę moją tendencję do przeziębień, to odpada jazda nawet jesienią. Możecie mi polecieć jakiś dobry rowerek? Najlepiej żeby się składał i po użytku można go było schować do szafy lub pod łóżko. :D

Pozdrawiam.

stylowi.pl

wtorek, 5 listopada 2013

Podsumowanie października.

 marcimokiem.blogspot.com

Waga początkowa 77 kg. Waga końcowa 77 kg. Zdaję sobie sprawę, że kompletnie się nie popisałam. Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina. Bez względu jakbym siebie tłumaczyła, to i tak zawaliłam na całej linii. 10 dni aktywności na 30 dni?! Jednak muszę dodać, że narzuciłam sobie za duże tępo. Efekt był taki, że bolały mnie kolana i chorowałam aż trzy razy w ciągu miesiąca. Za pierwszym razem za miast dobrze się wykurować, to ja trochę odleżałam swoje po czym znowu ćwiczyłam i znowu chorowałam. Teraz jestem w trakcie zapalenia gardła. Tym razem poszłam do lekarza i kazała mi siedzieć w łóżku przez siedem dni i brać antybiotyk. Jednak plan na ten miesiąc mam już trochę nakreślony, zwłaszcza iż zainspirował mnie nowy numer Women's Health. Ale to w kolejnym poście. Pozdrawiam :)

niedziela, 3 listopada 2013

Trzeci raz w październiku.

Znowu chora. Nienawidzę chorować, głównie dlatego, że jestem przyziemiona do łóżka. Oczywiście do puki nie trzeba zrobić obiadu lub innego posiłku, czy posprzątać. Coś w tym jest, że jak kobiety chorują, to nie rezygnują ze swoich obowiązków. A jak facet choruje, to się zachowuje gorzej niż dziecko. Też bym tak chciała. Chciałabym... Raz w miesiącu dostać śniadanie do łóżka. Hmmmm... Ciekawe jak to jest? Nigdy go jeszcze nie dostałam. Z drugiej strony sama jestem sobie winna. Jeśli miałabym dostać śniadanie do łóżka od Tomka, to prawdopodobnie byłaby to kromka chleba z samą wędliną, do tego gorzka herbata... To już wolę zwlec się z wyra i zrobić sobie posiłek sama. Na przykład omlet, z odrobiną sera i warzywami, do tego kawa lub kakao. Ale super by było dostać croissanta z powidłami i kawę z mlekiem w kubku, podane na srebrnej tacy. Mmmmm... A jakie jest Wasze wymarzone śniadanie do łóżka? :) No i macie jakiś pomysł na zapełnienie czasu podczas choroby? Gdybym mogła to bym pobiega do księgarni po nową książkę Dana Browna Inferno. ^______^

empik.com