środa, 31 grudnia 2014

Podsumowanie mojego roku.

W tym roku jak wiadomo wydarzyło się wiele w moim życiu. W zasadzie zostało przewrócone i przewartościowane o 180 stopni. Najpierw dostałam pracę, którą bardzo polubiłam. Potem dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Na koniec urodziłam śliczną córeczkę. Taki mój mały cud dla mnie od Pana Boga.
Zostało mi tylko życzyć wam dość oklepanych życzeń w nadchodzącym Nowym Roku 2015. Dużo zdrowia i szczęścia, bo jak zdrowie będzie i szczęście to wszystko inne też.
Pozdrawiam :)

stylowi.pl

czwartek, 11 grudnia 2014

Nowe nabytki kosmetyczne.

Minęło trochę czasu odkąd tu byłam ostatnio. Miały być częstsze posty, ale się nie da. Brak czasu i często pomysłu. Przykro mi. Z tego powodu dziś też będzie krótko.
Moje ostatnie kosmetyczne zakupy.
Mam problem z wypadaniem włosów i to straszny. Jeszcze nigdy nie były one tak rzadkie. W ciąży cieszyłam się gęstymi, grubymi włosami, które nawet mnie denerwowały to teraz... Jeszcze trochę a będę musiała zainwestować w perukę. 
Poszłam do drogerii po jakiś super szampon, nawet jakby miał kosztować 40 zł. Na sklepie moją uwagę przykuła linia "Intensive hair therapy" łopianowa firmy Elfa Pharm. W jej skład wchodzi szampon, balsam, serum i olejek. Ja stosuję wszystko oprócz olejku. Kosmetyki mają za zadanie przeciwdziałać wypadaniu włosów i przyspieszyć ich przyrost. Pochwaliła go również ekspedientka, już przy kasie. A dziewczyna miała na prawdę długie do pasa, czarne, lśniące włosy. Składu nie piszę, gdyż nawet nie potrafię go wymówić. Uważam, że powinni napisać go po polsku. Tak pokrótce, zawiera olejowy ekstrakt z łopianu, ekstrakt z owoców palmy sabalowej i olejek eteryczny tymianku. Zapach jest ziołowy i bardzo intensywny. Bardzo mi odpowiada. A skuteczność? Cóż. Stosuję go od 2-3 tygodni. Nie wiedze by mi włosy szybciej rosły po nim niż zawsze. Jak wypadały, tak wypadają, może i nawet bardziej. Jednak są bardziej lśniące i tak szybko się nie przetłuszczają. Szampon na prawdę dobrze myje głowę i włosy, a po zastosowaniu balsamu łatwo można je rozczesać. Serum stosuje kilkanaście minut przed myciem głowy, gdyż po nim włosy są dziwnie sztywne. Cena bardzo niska. Najpierw kupiłam za nie całe 11 zł, za każdą buteleczkę, a niedawno dostałam po promocji za nie całe 8 zł. Produkt oceniam na 4. Dodam tylko, że jednak moje wypadanie włosów jest raczej związane z dochodzeniem do siebie po porodzie i hormonami z tym związanymi.

 http://marin-memories.blogspot.com/

Zaopatrzyłam się również w jedwab firmy Marion i olejek arganowy z Avon. Oba produkty oceniam na 5, są bardzo dobre.Włosy są lśniące, gładsze a końcówek dawno nie miałam po rozdwajanych. Cena jedwabiu śmieszna, a olejek? W sumie nie pamiętam ile zapłaciłam. W każdym razie jest bardzo wydajny.

 http://marin-memories.blogspot.com/

Kolejny szampon. Isana Professional do rudych i czerwonych włosów. Ma on za zadanie wyeksponować rudy kolor, co robi bardzo dobrze. Kupiłam go za nie całe 8 zł. Ocena - 5.

 http://marin-memories.blogspot.com/

Teraz pora na farbę Loreal Majirel. Zamówiłam ją przez internet. Kosztowała tyle co drogeryjne. Jedna w zupełności pokrywa całe włosy sięgające za linię żuchwy. Więcej o niej w innym poście. Wspomnę tylko, że znalazłam rudą farbę idealną. Nie wypłukuje się tak jak inne farby sklepowe. Ocena - 5.
 
 http://marin-memories.blogspot.com/

 Tusz do rzęs Rimmel Wonderfull. W końcu znalazłam tusz dla mnie, zastępce Glam Eyes różowego. Od kilku lat nie mogłam znaleźć w sklepach Glam Eyes. Nie wiem co się stało. Czy go wycofali czy jak? A był to tusz idealny. W końcu udało mi się go zastąpić innym. Maskara Wonderfull, którą tak ostatnio reklamują. Rzęsy mam pogrubione, wydłużone, a jednocześnie porozdzielane. Nie zostawia grudek i się nie kruszy. Kosztuje dużo jak na moją kieszeń, bo ponad 30 zł. Ale jest wart swojej ceny. Dostaje ode mnie 5.

 http://marin-memories.blogspot.com/


 http://wizaz.pl

To by było na tyle. Kolejny post o farbie do włosów, czyli tak bliżej Świąt.
Pozdrawiam. :)

czwartek, 20 listopada 2014

środa, 12 listopada 2014

Lekarz, lekarzowi nie równy.

Niedawno byliśmy z Julką na szczepieniach. Dostaliśmy od neurologa wytyczne aby zastosować u niej szczepionki acelularne. Kompletnie nie wiedzieliśmy o co chodzi, no ale nie my jesteśmy lekarzami, nie studiowaliśmy medycyny. Lekarka uspokoiła nas, powiedziała, że pediatra będzie wiedział o co chodzi. Tak więc poszliśmy na pierwsze szczepienia.
Zdziwiliśmy się, gdy pani pediatra spytała się nas, co to są te szczepionki acelularne bo ona nie wie jak dziecko zaszczepić. A z racji, że Julka jest pod opieką neonatologa w Centrum Zdrowia Dziecka, to wysłała nas po informacje do niego. Pani neonatolog opieprzyła mnie, że to my wybieramy dany pakiet i radzi zmienić pediatrę jak nie wie co to są szczepionki acelularne. Ale sama nas też nie poinformowała.
Tak więc Julcia jest zaszczepiona na razie tylko przeciwko żółtaczce, gdyż to kontynuacja ze szpitala. A dalej? Dalej się dowiedziałam sama co to są szczepionki acelularne, jak mi żaden lekarz nie umie powiedzieć. To takie, które zawierają krztusiec bezkomórkowy. Ogólnie rzecz biorąc jest mniej efektów ubocznych po takim szczepieniu, np. brak temperatury. Są one płatne, ale z racji, że mamy adnotacje od neurologa, to są bezpłatne.
Tylko chyba mi się zdarzają tacy lekarze. Zawsze mam z nimi jakiś problem. A przecież nie jest chamska i niemiła. Staram się być uprzejma i kulturalna. Ale chyba muszę się zmienić w jakiegoś małego skurwysynka.

 http://www.msennik.pl

wtorek, 28 października 2014

Zapuszczam włosy.

Prawie od dwóch miesięcy zapuszczam włosy. Głupotę zrobiłam, że w ogóle je ścięłam. Fakt, było mi wygodniej, ale mogłam się przemęczyć a dla wygody wiązać kucyk lub kok. Kolejną głupotę zrobiłam, gdy przefarbowałam je na blond. Z rudym bardzo szybko się przeprosiłam, a włosy dalej mam przesuszone i długo będę poprawiać ich kondycje. Obecnie zaczęły wypadać przez karmienie piersią. Na razie zauważyłam kilka włosów na szczotce, ale pewnie będzie ich więcej. Macie pomysł by nie wypadały?
Mam opracowany plan na zapuszczanie włosów.
1. Wizyta u fryzjera co trzy miesiące na podcięcie końcówek i wyrównywanie włosów. Powinnam iść w listopadzie, ale poczekam do grudnia i pójdę przed Świętami. :D
2. Nawilżanie i nawilżanie i... jeszcze raz nawilżanie. Bardzo mi podpasowała maska Pantene Pro -v, odnowa i nawilżanie. Nakładam ją na włosy, następnie przykrywam foliową siatką i zawijam w ręcznik. Trzymam to 1-2 godziny. Taką "saunę" poleciła mi fryzjerka. Stosuję to raz lub dwa razy w tygodniu. Na końcówki nakładam również olejek arganowy po każdym myciu.



3. Zrezygnowałam z prostownicy na dobre. Korzystam z niej tylko w wyjątkowych sytuacjach np. jakaś impreza. Suszę włosy zimnym powietrzem lub czekam aż same wyschną.
4. Odpowiednia dieta. Ze względu na Julkę muszę ją ograniczać a nie urozmaicać. Ale łykam suplementy diety, które i tak wypisał mi lekarz. Żelazo, witamina C, B6, kwas foliowy.
5. Masaż skóry głowy. Nie dość, że przyjemny, to skuteczny. :)
6. Włosy rozczesuję na mokro, a nie na sucho jak to wszędzie trąbią. Inaczej miałabym wielki kołtun i jak go rozczesać? Używam szczotki pneumatycznej, kupionej w Rossmanie po promocji, za nie pamiętam ile. Rozczesuje ona bez szarpania najbardziej poplątane włosy.
7. Dziś zaopatrzę się w siemię lniane i będę je na wieczór pić. Nie wiem jak ten kleik przejdzie mi przez gardło, ale może nie będzie źle. Lub po prostu nasiona dosypię do owsianki.
8. Napar z kozieradki. Podobno bardzo skuteczny. Wystarczy go wcierać w skórę głowy, np. podczas masażu głowy.
Tak na prawdę te wszystkie zasady mają za zadanie odżywić włosy, dzięki czemu będą rosły zdrowsze i być mooooże szybciej.
A to moje włosy w połowie stycznia:


Były takie długie T___T

A to teraz:

Sięgają do końca szyi i są mega wycieniowane przez fryzjera konowała.

Macie jakieś sposoby na szybszy przyrost włosów i ich nie wypadanie? Jakieś rady? :)

Pozdrawiam.

poniedziałek, 20 października 2014

Szok.

Ostatnio skończył się czas "wycieczek" rodziny i znajomych do mnie. Wreszcie mogłam z nimi wszystkimi porozmawiać na normalnym gruncie a nie przez telefon. Na początek był u mnie brat z żoną i córką, potem rodzice z siostrą, Ania, a na końcu dziadkowie z ciocią i moim ciotecznym rodzeństwem. Ale dzisiejszy wpis będzie się dotyczył reakcji mojego brata na pewną informację. Mam nadzieję, że mnie nie zlinczuje za ten wpis. :P

Będąc w ciąży jeździłam raz lub dwa razy w tygodniu do mojej mamy na pogaduchy. Pracuje na zmiany na kasie, więc dni wolne ma przeważnie w środku tygodnia. Któregoś dnia pytała się mnie jak chcę karmić? Jak butelką, to nic się nie stanie, bo przecież my z Marianem byliśmy tak karmieni. No byłam w lekkim szoku, ale dość szybko mi przeszło i za chwilę znowu szczebiotałam jak zawsze.

Kiedy Marian przyjechał ze swoją rodziną, jak to on starał się być trochę w stosunku do mnie lekko uszczypliwy. Kiedy usłyszał, że dokarmiamy Julkę butelką, powiedział że takie dzieci są potem grube, mają problem z nadwagą itd.
- Masz zupełną rację. - przytaknęłam mu i dodałam. - Patrząc na ciebie widać to gołym okiem.
- Co chcesz przez to powiedzieć? - zdziwił się brat.
- No jak to co? Przecież ty i ja byliśmy butelką karmieni, nie piersią. To Madzia wyssała za nas wszystko. Myśmy nie spróbowali nawet choć kropelki mleka z piersi naszej mamy.
Brat tak jakby zastygł. Przełknął głośno ślinę.
- Ale na pewno?
- No tak! Nie wiedziałeś? - i opowiedziałam mu to co mi mama kiedyś tam mówiła.
Potem temat rozmów zmieniliśmy, bo ta informacja widać bardzo przygnębiła Mariana. Niestety po 5 minutach, on dalej siedział jak słup soli i patrzył się tylko tępym wzrokiem. Po chwili nie wytrzymał i wypalił dalej będąc w ciężkim szoku:
- Ale nie ściemniasz mi?
- Nie. Jak nie wierzysz to zapytaj się mamy.
Przez kilka chwil dalej był zszokowany, ale po pewnym czasie mu już trochę przeszło.
Zupełnie nie rozumiem co go tak do żywego dotknęło? Jak pisałam na początku, sama byłam na tę rewelację lekko zdziwiona, ale żeby aż tak? No jeju. Mama karmiła nas mlekiem modyfikowanym i tyle. Dzięki temu nikt mi już kitu nie wciśnie, że dzieci karmione piersią rzadziej chorują od tych karmionych mieszanką. Tylko ta reakcja brata...
Facieci zdecydowanie są delikatniejsi od nas. Słaba płeć.

polki.pl

czwartek, 16 października 2014

Hello, autumn.


Nadejszła jesień. Moja ulubiona pora roku. Dotąd było bardzo ładnie i mogłam iść z Julką na spacer ... po własnym podwórku. Nie mam jednak zdjęć jesieni, bo do lasu z dzieckiem chodzić nie będę. Myślę, że po mimo wielkich kół, to wózek by tego nie wytrzymał. Poza tym dalej obok nas dokazują dziki, a ostatnio i jelenie. Widziałam je już kilka razy za płotem, w ich teren więc nie chce się zapuszczać. Jednak jak zawsze mam garść inspiracji ( ze stylowi.pl), które mnie kuszą na jesienny spacer po jakimś warszawskim parku. Może w niedzielę będzie ciepło? Spakuję Julę, Tomka i wyruszymy. :) Może nie będzie 18 stopni, ale mówią, że dzieci i mężów trzeba do każdej temperatury przyzwyczajać. Lubię polską złotą jesień, kiedy słońce świeci. Alę lubię również jak jest mglisto i pochmurno. Byle by tylko nie padało. ;)




Na ruuuuuudoooo musi być. :D



A po spacerze czas na małe co nie co. :D Mniaaammm...


Ciekawe gdzie można taką zastawę kupić.

Pozdrawiam.

piątek, 10 października 2014

Warzywa.

Po długim czasie wracam. Nie oszukujmy się, dużo postów nie będzie. Może by się dało, ale jak nie mam rąk zajętych Julką, to sprzątam, gotuję, jem, myję się itp.
Mam ostatnio problem z jedzeniem. Julka dobrze reaguje ale ja nie wiem czy mogę wprowadzić więcej warzyw. Problem nasila się gdy ktoś do mnie przychodzi, bo nie wiem co podać. I tak moja warzywna dieta ograniczyła się do pomidorów (dalej nie wiem czemu mam je obierać ze skórki i wydrążać pestki?) i buraków. I na tym koniec. Jak szukam informacji na ten temat, to zdania są podzielone. Mało tego jak się pytam położnych czy lekarzy, to też każdy mówi co innego. Jedni mówią "jeść tak jak w ciąży, bo dziecko zna już ten smak i się przyzwyczaiło". Inni "z warzyw pomidora obranego ze skórki i pestek lub buraczki". I bądź tu człowieku mądry jak każdy mówi co innego. Podobno do trzeciego miesiąca trzeba się przemęczyć, potem można wszystko. Ale jestem pewna, że i wtedy coś ktoś nowego wymyśli i będę mieć mętlik w głowie. Na pewno nie można nic wydymającego. A reszta? To wszystko sprawia, że do karmienia piersią jestem zniechęcona.
Macie jakieś rady? Jak to u Was było?
Pozdrawiam.
tepetus.pl

środa, 24 września 2014

Poród.

Po tym co mi się przytrafiło mogłabym książkę napisać. Ale za to będzie w miarę krótki post, bo dziecko na więcej mi nie pozwala.
9 września pojechaliśmy z Tomkiem na Izbę Przyjęć na kontrolę. Bóle przedporodowe męczyły mnie już od kilku dni, więc miałam nadzieję na coś przeciwbólowego. Na początek ktg, potem wizyta u lekrza i... "Ma pani szyjkę cienką jak papier. Nie wykluczone, że jak pojedzie pani do domu, to zacznie się poród. Dam pani coś na rozkurczanie, na przyspieszenie porodu. Wróci pani do mnie za dwie godziny. A przez ten czas proszę dużo chodzić i coś zjeść". Dostałam dwa zastrzyki i... się zaczęło. Podziałały niemal natychmiast.
Skurcze miałam co 5 minut. Modliłam się by szybko minęły te dwie godziny. Po powrocie na Izbę Przyjęć czekałam na lekarza, aż mnie łaskawie przyjmie. Czekałam i czekałam... Czekałam... W między czasie przyjęli na blok porodowy trzy dziewczyny i miejsca w szpitalu się skończyły. No cóż. Liczyłam, że jak wywołali mi poród, to jedno miejsce dla mnie trzymają. I tu się przeliczyłam. Gdy w końcu lekarz mnie przyjął, orzekł, że owszem poród się zaczął. Ale nie ma dla mnie miejsca. Dobre było chociaż to, że szukali dla mnie telefonicznie szpitala. Jednak i tu się przeliczyłam, bo nagle w całej Warszawie nie było ani jednego wolnego miejsca. Dali mi namiar na Wołomin... Jak ktoś kiedyś jechał w godzinach szczytu po stolicy, to wie że trudno się gdzie kol wiek dostać, co dopiero do Wołomina.
Tak instynkt zaprowadził mnie do Szpitala na Madalińskiego. I muszę przyznać, że salę porodową miałam jednoosobową. Bardzo komfortową, bo z prysznicem, w którym przesiedziałam większość czasu. O samym porodzie nie będę mówić. Dodam tylko, że głupi jaś działa przez 10 minut, a znieczulenie podpajęczykowe jest lepsze od zewnątrz oponowego. Bezpieczniejsze, nie zakładają cewnika i trwa dłużej.
O 7.21 urodziła się Julka. Z chwilą, gdy mi ją na brzuchu położyli zapomniałam o jakim kol wiek bólu. :) Dziś mineły dwa tygodnie od jej narodzin i dalej jest najcudowniejszym dzieckiem na świecie. Jak każde maleństwo dla swojej mamy. Czasem daje nam w kość, ale się docieramy. Całe szczęście już się przyzwyczaja powoli do spania w łóżeczku. W szpitalu byłyśmy prawie tydzień. Najpierw Julce wyskoczyła żółtaczka, a potem ja miałam złą morfologie. W sumie dalej ją miałam w chwili wypisu. Dali mi żelazo i wio!
Jeśli kiedyś będę chciała mieć drugie dziecko, to się poważnie zastanowię, plus uderzę głową w mur kilka razy. Bo można na drabinie chodzić, skakać na piłce, być pod prysznicem godzinami, a jak złapie ból party to myśli się tylko o cesarskim cięciu. Jedno dziecię mi w zupełności wystarczy.
Moja rada jest jednak taka. Chcecie rodzić? To radzę mieć już z góry jakieś miejsce opłacone.
Pozdrawiam.

środa, 17 września 2014

niedziela, 7 września 2014

Izba przyjęć.

Mam dość. Ile można czekać. Dobra, ja rozumiem, że Julce może się nie spieszy, ale nie rozumiem czemu mój organizm wszystkie moje działania na przyspieszenie porodu ma gdzieś?
W sobotę byłam w szpitalu, w punkcie konsultacyjnym. KTG wyszło idealnie, lekarka mocniej niż zwykle zbadała mi szyjkę. Stwierdziła, że ma ona 1 cm, a rozwarcie jest na 2 cm. Kazała iść na długi spacer, wykorzystać męża seksualnie i napić się dwie łyżki oleju rycynowego. Zrobiłam wszystko, oprócz wypicia oleju. Miał być na przeczyszczenie, ale mnie czyści i bez niego. Już na spacerze miałam boleści, ale po masażu szyjki zawsze tak jest. Najgorsze zaczęło się gdzieś po 22.00. Dostałam skurczy, ale były dość dziwne. Nieregularne, krótkie. Bolały, ale nie tak bym miała nie wytrzymać. Po jakimś czasie były co raz częstsze, ale potem były rzadsze. Miałam totalny mętlik w głowie. To już, czy nie już? No nic. Stwierdziłam, że jedziemy na Izbę Przyjęć. Najwyżej mnie odeślą, ale będę spokojniejsza. I tam znowu KTG. Tym razem Julka nie chciała współpracować i sobie spała. Kazali wypić mi dwa kubki wody, usiąść i... Trochę się rozbudziła. Ale i tak dostało się jej od lekarza- "leniwe dziecko". Myślałam, że facetowi oczy wydrapię. Chyba zauważył, jak na niego patrzę, bo nie chciał mnie badać i przekazał innej lekarce. Ta na spokojnie już mi wszystko wytłumaczyła, że to są skurcze, ale tzw przepowiadające. Moja szyjka od rana się nie zmniejszyła i rozwarcie też jest takie samo. Mam jechać do domu, iść na spacer, wykorzystać męża i napić się oleju rycynowego. ZNOWU?!!!
I wiecie co? Mam to wszystko w dupie. Co bym nie robiła i tak nie przyspieszę porodu. Za dwa dni po raz kolejny mam jechać na KTG. Do tego czasu nie będę robiła nic by co kol wiek przyspieszyć. Mało tego po przyjeździe w nocy, zrobiłam to co mówiły położne w szkole rodzenia, a czego odradzała mi lekarka prowadząca. Wzięłam dwie nospy i poszłam się wykąpać. Bóle przepowiadające przeszły. Po co mam się męczyć przy nich, jak potem i tak się wystarczająco namęczę. Najwyżej będą mi poród wywoływać. A jak będę miała już skurcze właściwe, to nospa i kąpiel nie pomogą.

http://wizaz.pl/

czwartek, 4 września 2014

4 września - termin porodu.

Dziś 4 września i na poród się nie zanosi. Co prawda dzień się jeszcze nie skończył, ale ponoć tylko 5% ciężarnych rodzi w wyznaczonym terminie. Wczoraj byłam na wizycie. Zrobiła mi jeszcze raz masaż macicy i do tej pory co jakiś czas boli mnie podbrzusze. Ale to jeszcze nie są skurcze właściwe. Jednak całą noc miałam wyjętą z kalendarza, do tego te komarzyska. Lekarka poleciała mi napić się oleju rycynowego, plus mam iść na ktg w sobotę. Tak czy siak. Jak nie teraz, to za tydzień już na bank rodzę. Będą mi wywoływać poród i tyle.
Pozdrawiam.

Czekamy dalej...
http://www.poradnikzdrowie.pl/

sobota, 30 sierpnia 2014

"Magia w blasku księżyca".

Dawno nie pisałam o żadnym filmie, bo już nie pamiętam kiedy w kinie byłam. Wczoraj wybrałam się z moją mamą i siostrą na "Magię w blasku księżyca". Uwielbiam filmy Woodego Allena. Mają taki nieodparty klimat. 
Jak tylko usłyszałam o nowym filmie, końcówka ciąży czy nie, musiałam na niego iść. Miałam nadzieję na lekką, letnią komedię, z doborową obsadą. Wielbię Colin'a Firth'a, a  Emma Stone jest świetnie zapowiadającą się, młodą aktorką. I tym większe było moje rozczarowanie, wręcz gorzkie i niepojęte. Jak można nakręcić tak nudny i rozlazły film. Dialogi nie powalały. Wszystko było bardzo przewidywalne. Colin jak zawsze był genialny, ale jeden aktor nie da rady nadrabiać grą niedoróbki innych.
Ogólny zarys filmu jest taki, iż znany iluzjonista dyskredytuje tzw. medium. Incognito jedzie na południe Francji, niedaleko miejsca zamieszkania swojej ukochanej ciotki. Nieopodal jest posiadłość, gdzie przebywa młoda dziewczyna podająca się za medium. Oczywiście wszystkich mieszkańców, a także młodego spadkobiercę owinęła sobie, w okół małego palca. 
O ile sama fabuła jest ciekawa, tak chyba nie było dobrego pomysłu na rozkręcenie jej. Po raz pierwszy zasnęłam na filmie. Mama musiała mnie szturchać co jakiś czas, bym nie chrapała. Po godzinie miałam ochotę już wyjść z kina. Oprócz nas na sali było starsze małżeństwo. Kiedy film się skończył, ci jeszcze nie wychodzili. Siedzieli na swoich miejscach. Popatrzyłam na nich, a oni sobie drzemali. No to chyba coś znaczy. Gorąco nie polecam tego filmu. Wyrzucone pieniądze w błoto. A jak już ktoś koniecznie chce go obejrzeć, to polecam poczekać aż będzie dostępny w internecie.
Pozdrawiam.

http://www.filmweb.pl/

niedziela, 24 sierpnia 2014

38 tydzień ciąży

Z góry uprzedzam, że jeśli ktoś jest wrażliwy na tematy ciąży, porodu i co się z tym wiąże, to od razu może stąd wyjść.
Byłam ostatnio u gine na kolejnej wizycie. Robiła mi masaż macicy na przyspieszenie porodu. Raz, to maleństwo jest już dość duże i łatwiej będzie mi urodzić dzieciaka 3700 niż 4200. Dwa, to ze względu na moją toksoplazmozę lekarka nie chce dłużej trzymać małej w takim środowisku. Ale nie jest to jakieś wskazanie do cesarki. Mi to na rękę, bo już mam wybitnie dość. Plan był taki, że po tym masażu powinnam (ale nie koniecznie) urodzić w ciągu tygodnia. I... Od razu mówię, krew się w gabinecie nie lała, badanie trwało może nie całe 10 minut. Gine sama była tym zdziwiona i stwierdziła, że są pacjentki które przy tym z bólu się zwijają a ja... Ja sobie spokojnie leżałam i oddychałam przeponowo. Boleć bolało, ale bez przesady. Tak jakbym okres miała i tyle. Z resztą wyszłam z założenia, że przy porodzie będzie o wiele gorzej, więc teraz nie mam co marudzić. Po samym badaniu było dobrze. Najgorsze się zaczęło w nocy i następnego dnia. Po raz pierwszy miałam tak silne bóle przepowiadające. Zaczął mi nawet czop śluzowy odchodzić. Tylko... Właśnie. Czemu innym odejdzie cały za jednym zamachem, a mi stopniowo. I tak do dziś sobie tak powoli, powoli odchodzi. Na dodatek od jego wydalenia poród może się zacząć nawet po miesiącu. Jeśli do środy dalej tak będzie, to mam zrobić normalnie morfologię i mocz. A 3 września, dzień przed terminem mam kolejną wizytę i kolejny masaż. 
Zaczyna mnie to już irytować. W nocy nie mam jak się ułożyć. Każda pozycja jest niewygodna, chodzenie z takim dużym brzuchem też super nie jest. Zasada 3xS nic nie daje. Czyli schody, spacery i sex. Dodałam do tego jeszcze sprzątanie. Ale jak jeszcze raz umyję podłogę, to zedrę panele. Nawet okna pomyłam. Nie obyło się bez zrzędzenia Tomka przy tym, że nie powinnam. Jutro jadę do Warszawy, do mamy. Zrobię sobie mega spacer. Jeszcze trochę, a zacznę skakać.
W między czasie zdążyłam wrócić do rudego koloru. Blond to nie ja. Z tym, że następnym razem zafarbuję się na ciemniejszy, z racji, że jest to kolor który i tak się szybko wypłukuje.

Pozdrawiam.




poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Sny.

Nie wiem jak Wy ale normalnie mam bardzo wyraźne sny. A teraz w czasie ciąży są jeszcze bardziej wyraźne i zdają się być takie realne. Jeśli śni się coś dobrego, to spoko. Raz śnił mi się poród, innym razem karmienie piersią. Ale ostatnio przyśniło mi się, że cała ciąża była snem. Obudził mnie tam budzik o 5.00 rano by wstać normalnie do pracy. Ubierałam się w swoje ulubione czarne rurki i szpilki. I to było okropne. Gdy się już obudziłam na prawdę, dziękowałam Bogu, że jestem w ciąży i będę miała swojego maluszka. Nie zamieniłabym tego na nic na świecie. Kocham swoje maleństwo i co raz bardziej nie mogę doczekać się porodu. Już mnie to tak nie przeraża. Za to zaczynam się bać, że pod koniec może się coś stać, lub mam ciążę urojoną. Chciałabym mieć to za sobą i trzymać Julkę na rękach. Zostały trzy tygodnie, a mnie jakby się zaczął nagle czas dłużyć.

Pod spodem kącik Julki i nasze nowe łóżko. Jest bardzo wysokie.



Pozdrawiam.

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Poród to abstrakcja.

Udało mi się zapisać do innego lekarza i dostać zwolnienie lekarskie. Z wynikami jest wszystko dobrze, nie mam żadnej cholestazy. Obecna lekarka wydaje się być profesjonalna i jest ze szpitala w którym chcę rodzić. Na następnej wizycie ma mi zrobić jakiś masaż, który przyjemny nie będzie, ale pobudzi wszystkie organy do porodu.
Poród. Jest to dalej dla mnie abstrakcja. Pewnie przestanie nią być jak mi wody odejdą. Na razie mentalnie, czy tam psychicznie, nie jestem na niego przygotowana. A jak mi lekarz jeszcze powie w między czasie, że muszę mieć cesarkę to... "Że co proszę?!". Jedyną opcją jest taka, że któregoś pięknego dnia obudzę się z Julcią przy boku. Nie żadne skurcze, wyciskanie melona przez otwór wielkości cytryny, czy wspomniane cc. Nieeeee... Mowy nawet o tym nie ma. Przecież to nie jest fizycznie możliwe. Prawda? No ale jeśli już dojdzie do porodu to... Na pewno będzie szybki. 2-3 parcia i gotowe.
Jak na razie miałam dwa takie momenty, iż myślałam, że to już. Byłam kompletnie przerażona. Okazywało się, że Julka tak mnie solidnie kopała lub wierciła, że aż mnie bolało. Podobno przez miesiąc ma jeszcze urosnąć. Orientacyjnie ma już 3390 g. Nie wyobrażam sobie by mój brzuch miał pomieścić jeszcze z kilogram. On już jest napięty do granic możliwości. A moje żebra? Czasem mi tchu brakuje.
Wychodzi na to, że ciągle narzekam na ciążę. Ale prawda jest taka, że to nie żaden stan błogosławiony. Będzie nim jak będzie już po. Niestety. Aby mieć upragnione maleństwo, trzeba trochę pocierpieć. Nie ma hop-siup.
Torbę do porodu muszę przepakować. W swojej starej, wysłużonej się nie mieszczę. Na początku miałam wyrzuty sumienia, że za duża. Jednak jak zobaczyłam na izbie przyjęć walizy i niemal szafy, jakie miały dziewczyny, to przestałam się martwić. Łóżeczko będziemy składać w tym tygodniu, może już dziś. Salon dalej jest pusty i już mnie nie obchodzi czy tam coś będzie czy nie. Czasem mam ochotę zakatrupić swojego mężulka. Czy on nie rozumie, że mogę urodzić w każdej chwili? Faceci!
Cieszę się jednak, że jeszcze z miesiąc i będzie po wszystkim. W sumie nie miałabym nic przeciwko temu jakbym urodziła wcześniej. :)
Pozdrawiam.

wtorek, 5 sierpnia 2014

Pierwszy i ostatni raz...

Pierwszy i ostatni raz ta baba mi ciążę prowadzi. Już nigdy więcej. Od jakiegoś tygodnia swędzi mnie skóra na ramionach i łydkach. Moja doktór stwierdziła, że to prawdopodobnie cholestaza i skierowała mnie do szpitala. Szukała wczoraj na wizycie dziury w całym. Nogi mi puchną, a ciśnienie mam w normie to na pewno zatrucie ciążowe, a swędzenie to potwierdza. Szyjkę mi zbadała i mam długa, więc na wczesny poród się nie zanosi, ale do szpitala na badania mam iść. Zwolnienia lekarskiego mi nie wypisała, bo stwierdziła, że na pewno mnie zostawią w tym szpitalu do końca ciąży, a jak nie to mogę już z macierzyńskiego skorzystać. Miesiąc przed porodem?! Walnięta?
No nic. Poczekałam na męża aż z pracy wróci, spakowałam torbę do szpitala i pojechaliśmy po 19.00. W miarę szybko zrobili mi KTG, pobrali krew do analizy... 3 godziny czekania na wyniki i... Lekarka w szpitalu zbadała mnie wzdłuż i w szerz. Nie było miejsca, w które by mi nie zajrzała. Wstępne wyniki wyszły bardzo dobre i na jej oko to nie cholestaza tylko się na coś uczuliłam co w ciąży się zdarza. Zbadała mnie ginekologicznie i... Okazało się, że moja szyjka jest krótka 2cm, ale mam się nie martwić, bo moja ciąża już teraz jest donoszona. Dokładne USG wszystko potwierdziło. Julcia jest zdrowa i bardzo ruchliwa. Dziś rano mam jeszcze podjechać po dokładniejsze badania. I to nie jest tak, jak mówiła mi moja doktór, że przy cholestazie leży się w szpitalu. Tak jest tylko w krytycznych przypadkach. A mój taki nie jest, bo przy wstępnych wynikach byłoby coś widać. Mogę mieć jakies małe stężenie kwasów żółciowych, ale wtedy stosuje się antybiotykoterapię. Maluszka wtedy nie trzyma się już długo w brzuchu u mamy. Cesarskie cięcie robi się w 37 tygodniu ciąży. Czyli Julcia byłaby na świecie za tydzień. Ale jak wyniki będą dobre, to po co.
Martwię się teraz tym zwolnieniem lekarskim. Moja gine poszła na urlop. Nie przekazała mnie innemu lekarzowi. Powiedziała, że jak będzie wszystko dobrze to mam iść już teraz na macierzyński a do rozwiązania chodzić do szpitala tylko na KTG raz na tydzień. Ona jest jakaś walnięta! To co teraz przez miesiąc zero wizyt lekarskich? Bo ona idzie na urlop? Co mnie to obchodzi? Jeszcze dziś muszę zapisać się na do jakiegoś innego lekarza. Może on mi wypisze zwolnienie. No bo co? Mam wrócić na miesiąc do pracy? Moja praca jest siedząca (nogi mi momentalnie spuchną), plus trochę fizyczna (segregatory z dokumentami swoje ważą) i teraz mam wrócić, dla jej widzi mi się?
Mam nadzieję, że uda mi się wszystko załatwić dzisiaj. Potem chcę jeszcze do dermatologa pojechać. Może przepisze mi coś na swędzenie, bo dziś przez to nie całe 3 godziny spałam. :(
Pozdrawiam.

http://www.ladiesandbabies.pl

poniedziałek, 21 lipca 2014

34 tydzień ciąży.

Mam już dość, ciąży i siebie. Nie wysypiam się. A jak zasnę to budzę się nagle przerażona, czy na pewno oddychałam. Lekarz mówi by spać na lewym boku. Ale za cholerę nie jest mi na nim wygodnie. Na prawym nie jest wygodnie dziecku, wierci się i kopie. Na brzuchu... Tracę oddech. Dziś usnęłam na pół leżąco pół siedząco. Do tego ten remont. Pranie i prasowanie... w taki upał. Moja wredota względem Tomka też przekracza granice. Nie zdziwię się jak mnie porzuci. Ostatnio ładnie pomalował salon. Ale przy malowaniu drewnianej boazerii na biało zaprotestował i stwierdził, że ma to gdzieś. Świetnie... Ja mam gdzieś jego koszule, nich prasuje je sam. I tak w koło Macieju. 
Wczoraj zamówiliśmy narożnik. Facet od kuchni jeszcze nie przyszedł. A jak w końcu przyjdzie i powie, że czas oczekiwania 8 tygodni, to niech się wali. Za 8 tygodni to ja już po porodzie będę i nikt w domu nie będzie wiercił dziur. Mam nadzieję, że może za tydzień uda się zamówić resztę mebli. A jak nie, to pójdę do IKEI i coś tam wybiorę... jak czas oczekiwania znowu będzie do 8 tygodni. Robię się wredna... Jeszcze trochę a zacznę byle komu głowę odgryzać. Ale czy to tak wiele, że chcę mieć już wszystko zrobione do sierpnia? Żeby potem martwić się tylko porodem? Czy to tak wiele? Gdyby nie dziecko to chyba bym sobie w łeb strzeliła.

http://wizaz.pl/

poniedziałek, 14 lipca 2014

14 lipca.

Jestem po pierwszych zajęciach w szkole rodzenia. Na razie była część bardziej teoretyczna, oraz jak prawidłowo oddychać. Zdecydowanie jestem z niej zadowolona i nie żałuję, że tam poszłam. Dzięki temu co raz aktywniej spędzam weekend. Po zajęciach jeździmy za meblami do domu. Oczywiście w tym momencie to tylko chodzenie, ale każda babeczka która przeszła przez ciążę wie, że taki spacer 2-3 godzinny daje wiele. Dzięki temu zaczęłam mieć więcej energii i lepiej sypiam. :) Ruch to zdrowie, nawet w zaawansowanej ciąży. Co prawda stopy są po tym trochę zmaltretowane, ale od czego jest masaż zrobiony przez męża. ;)
Remont dalej idzie pełną parą. W środę opróżniamy salon i zaklejamy futryny, a w czwartek malujemy. No... Mąż maluje, nie ja. W końcu znalazłam odpowiednie meble do salonu. Biała z połyskiem meblościanka z IKEI. Będę mieć wszystkie szafeczki na jednej ścianie i nie przekroczę 2 tys. Komody nie będzie, nie ma takiej potrzeby. Pusta ma stać? Do tego ława i narożnik. Potem malowanie przedpokoju i... uwaga... Robię kuchnię (będę mieć zmywarkę ^^)! Tu już na spółkę z teściami. Jeszcze łóżko z materacem do sypialni. Wreszcie coś się zaczyna dziać. :)
Wczoraj wypadł jeszcze jeden wydatek. Telewizor. Stary kompletnie padł. Nie chce się włączyć. No... Swoje to on już miał. Do tego, gdy był na dłuższym chodzie to piszczał aż głowa bolała. :-/ Jednak z tym będzie można dłużej poczekać. Wcześniej go nie było i jakoś sobie radziliśmy. Mundial się skończył, więc Tomkowi już nie będzie żal.
Wiem, że ostatnio zaniedbuję bloga ale... Brak mi na niego czasu i pomysłów. Mam non stop o ciąży pisać i dziecku? Ostatnio niestety monotematyczna się zrobiłam. Swoją drogą na nic innego czasu nie mam, jak tylko wicie gniazdka. Jak nie ciąża, dziecko, poród, to remont. Musicie mi to wybaczyć.

A tu moje wybrane łóżko.

bodzio.pl

A że ja ostatnio szaleję na punkcie białego... To szablon inny. ;)

czwartek, 3 lipca 2014

Jutro wielki dzień. :)

Jutro kolejne USG. Już nie mogę się doczekać jak zobaczę swoje maleństwo. :D A dziś przyszło już łóżeczko.




stylowi.pl

środa, 25 czerwca 2014

Inspiracje salonowe po raz kolejny.

Mój remont salonu zbliża się co raz bardziej. Opóźnienie jest winą małżonka. Stwierdził, że on chce wszystko sam zrobić. Co z tego, że teść jest na emeryturze i na remontach zna się jak nikt inny. Nie... Mój chce zrobić wszystko sam. Taka Zosia samosia. Dużo tego nie będzie miał. Malowanie i składanie mebli. Niech mu będzie. Tak więc czekam do lipca, do jego urlopu.
Na dolę wstawiłam kilka inspiracji ze stylowi.pl. Pokochałam ostatnio rozbielone kolory. Nadają tyle przestrzeni. Do salonu są idealne. Nie przytłaczają.







A w takie kolory pójdę u siebie. Ciepłe kremy. Wiem, że to żadna nowość ale ja nie muszę mieć salonu jak z katalogu. Ma być przytulnie. Narożnik jedynie będzie ciemniejszy. Nie będzie tak widać upaćkanych maleńkich łapek dziecka.






Pułki na książki. Muszę mieć takie. Ostatnio tak szaleję, że za jakieś 5 lat nie będę miała i w salonie miejsca na książki. A dojdą jeszcze dziecięce, mam już wybrane tytuły... Przydałoby mi się oddzielne miejsce na nie. Pomieszczenie, którego nie będę mieć. Chyba, że postawię magazyn na podwórku. :P
Słonecznie pozdrawiam. :)



niedziela, 22 czerwca 2014

Powoli się ogarniam.

Powoli zaczynam się ogarniać z rzeczami dla małej. Kołdra, poszwy oraz prześcieradła kupione. Teraz brakuje mi tylko ochraniaczy na łóżeczko, przybornika i łóżeczka. W lipcu kupujemy wózek, a także jakieś ciuszki dla małej i resztę akcesori (beciki, kocyki, pieluszki, kosmetyki itd.). Na początku miesiąca czeka mnie USG, więc już płeć powinno być dobrze widać. O ile mała będzie chciała współpracować. Może się okazać, że będzie jednak Julian a nie Julia/Julita. Biorąc pod uwagę, jak kopie to... Będzie niezły piłkarz/rka. Na sierpień muszę mieć przygotowaną torbę do szpitala. 

Remont salonu jednak rusza. Mało tego będą również meble. A jak znowu małżonek będzie miał jakiś ale, to wezmę je na raty i tyle będzie miał do powiedzenia.
A tu łóżeczko. Takie zwykłe.
allegro.pl

Wózek, całkiem inny od poprzedniego. Będzie czerwony :D
http://babystork.pl/

Pozdrawiam. :)

sobota, 14 czerwca 2014

Takie moje dumania.

Zaczynam mieć mętlik w głowie. Brać położną czy nie. Opinie są z tego co słyszę podzielone. Jedne kobitki mówią "Brać i się nie zastanawiać", inne "Nie!", a jeszcze inne "Weź kredyt i ródź w prywatnej klinice". Czy nasza służba zdrowia jest na tak niskim poziomie, że nawet nas przyszłe matki mają w głębokim poważaniu? Czy to po prostu z ogólnego nieróbstwa i opierdalania się pracowników w pracy? Ja się porodu nie boje. Będzie boleć, bo tak jest i już. Boję się natomiast niekompetentnej osoby nade mną, lub takiej z wygórowanymi ambicjami. Co pokłada tyle nadziej w rodzącej, że gdy ta się wykrwawia na śmierć, to położna dalej karze przeć. Obawiam się natomiast cesarki. Ja zielona wyszłam od chirurga jak pieprzyk usuwałam, co dopiero cesarskie cięcie. Nie dam się pokroić, no chyba że będzie to konieczne.

Julka dostała pierwsze ciuszki. :D Teraz modlę się, żeby to na prawdę była dziewczynka. Szwagierka opowiadała mi ostatnio, iż jej znajoma miała mieć również dziewczynkę. Wszystkie badania USG na to wskazywały. No... Po prostu lekarz nie widział tam członka. Dziewczyna urodziła... pięknego, dorodnego chłopaka! Życie... 

http://marin-memories.blogspot.com/

Dzięki mojej Pres mam również co czytać - Ukryci w Paryżu. Spotkałyśmy się jak zwykle na pączku. Niestety w Brukseli nie ma takich dobrych jak u nas, lub wcale ich nie ma. Ona zjadła pączka a ja... Ja wchłonęłam pączka i tartę z truskawkami. Mniaaaaaaaammmmmmmm... Jak na moje oko, to spotkanie było zdecydowanie za krótkie. Ale nawet jakby trwało caluśki dzień, to by było za krótkie. Kolejne już w sierpniu, tylko hmmm... Nie wiem czy jeszcze przed szpitalem, czy już po...

http://marin-memories.blogspot.com/

Resztę książek sobie dokupiłam. No, w Ogród Kamili zaopatrzyłam się już miesiąc temu. Wczoraj dokupiłam 2 część Zacisze Gosi. Książki tej autorki wspaniale nadają się na wiosenno-letni relaks. A Obłęd polecił mi sprzedawca, z racji, że bardzo lubię klimat niczym z Dziewczyny z tatuażem. Wszystkie pozycje zapowiadają się bajecznie. :D

Pozdrawiam. :)

wtorek, 10 czerwca 2014

Dalsze przygotowania.

Ostatnio zaczęłam robić listę, co trzeba kupić dziecku. Rzeczy niezbędne do szpitala i do domu. W sumie gdyby nie pomoc bratowej, szwagierki oraz wszechobecnemu internetowi, to sama nic bym nie zdziałała. Miałam totalną pustkę w głowie nad kartką papieru. Za każdym razem ogarniało mnie wzruszenie i płacz. Na tym się kończyło całe moje działanie. Zmieniłam też koncepcję co do wózka oraz łóżeczka. Po co mi wózek z gondolą o długości 92 cm, oraz łóżeczko z wyrytym wizerunkiem misia i baldachimem?

Do tego remont salonu się znowu przesuwa w czasie i na chwilę obecną chyba nigdy nie będzie zrobiony. Szczerze to mnie wkurwienie bierze i mam ochotę nabić męskiego osobnika na pal. Albo iść w cholerę, niech się idiota sam ze sobą dusi.

Cała sytuacja mnie już męczy. Macham na to ręką i wszystko mam głęboko w d... oprócz rzeczy dla małej.

Pozdrawiam.

stylowi.pl

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Maleficent - Czarownica.

http://www.justjared.com/

Dziś notka o powyższym filmie. Wybrałam się na niego w piątek z moją mamą, na Dzień Matki. Niestety trafiłam na polską wersję. W pasujących nam godzinach były tylko takie i w większości w 3D. Jakimś cudem udało mi się znaleźć seans w 2D. Film jest ponoć od 8 roku życia. Na sali były z nami dwie grupy. Jedna to 1-2 klasa szkoły podstawowej, druga może 1 gimnazjum. I... Ta młodsza grupa nie powinna iść na ten film. Część dzieciaków piszczało, że się boi. Momentami film troszkę wiał nudą, może ze dwa razy. Ogólnie jednak był majstersztykiem. Zakochałam się w nim i w tej wersji bajki. O wiele lepsza niż disnejowska. Lubię takie postacie jak Diabolina, dobre i złe jednocześnie. Pewnie dlatego, że szary człowiek prędzej może się z nią utożsamić. Nie jest tak wyidealizowana jak Aurora. No, ale królewna ma taka być. Gorąco polecam ten film, ale... z napisami i bez naszego dubbingu. Wtedy dokładniej można ocenić grę aktorską. Głos pod królewnę mnie denerwował, a Diabolina... Tu się bardzo postarali, bo głos był dobrze dobrany. Na tyle, że się w tej postaci zakochałam. :D

Czy wiecie, że w oryginale książę gwałci dwa razy śpiącą królewnę, a ta mu rodzi dzieci? Oczywiście dalej śpiąc. ;)

Pozdrawiam.

http://www.novafm.com.au/

Ps. Bardzo spodobała mi się piosenka do filmu. :)


A tu trailer.