poniedziałek, 27 stycznia 2014

Mój sposób na przemęczenie.

Znalazłam sposób na przemęczenie. Sen i nic nie robienie. 

Czytałam ostatnio, że człowiek powinien spać minimum siedem godzin, a najdłużej osiem. Siódma godzina snu sprawia, że ludzki organizm się wzmacnia i przeziębienia mu nie straszne. Coś musi w tym być, bo jak zaczęłam się kłaść dość wcześniej (u mnie to 21.00), przestałam mieć problem z katarem. Chodzę tak wcześnie spać, gdyż wstaję o 5.30. Ostatnio nawet ciekawy film w tv, czy książka nie powstrzymają mnie przed spaniem.
stylowi.pl
A nic nie robienie? Przykładowo. Dziś mam dzień urlopu, ale tylko ze względu na lekarza. Nie przeszkadza mi to jednak w delektowaniu się tym. "Dziś mam wolne! Łał! Dziś mam wolne, nie idę do pracy. Łał!". Mam wręcz dzięki temu taką dziką radość. Na początek, po delektuję się tym dniem, następnie pewnie pójdę do szwagierki na słaba kawę, poleżę w łóżku, popatrzę w sufit, a miedzy czasie załatwię lekarza. ^^ Wiem, że są osoby, które nie potrafią w domu nic nie robić. Są aktywne i muszą działać. Ale czasem taki odpoczynek dużo nam daje. Można sobie pomedytować, zatrzymać się chwilę w miejscu i popatrzeć na świat z innej perspektywy. Czytałam, że dobra jest również joga. Skupić się na chwile na jednej myśli, lub najlepiej wyrzucić, je wszystkie z głowy, by coś zrobić dla siebie. :)
 stylowi.pl

Pozdrawiam.

Ps. Zaczęłam się zastanawiać, nad idealnym miejscem do zamieszkania dla mnie. No więc nie jest tam za gorąco, ani za zimno. Można chodzić w klapkach lub trampkach, i cienkich ubraniach. Pogoda jest tak sielska, że za same nic nie robienie płacą człowiekowi. A jak nie, to przynajmniej wszyscy są wyluzowani. Macie jakiś propozycje?

niedziela, 19 stycznia 2014

Zmęczenie.

Jestem wykończona. Nie mogę się zmusić by zrobić coś konstruktywnego po pracy, a nawet w weekend. Moje sprzątanie ograniczyło się do umycia umywalki, wanny i toalety. W pracy czas mija bardzo szybko i na nią nie narzekam. Ale dobijają mnie dojazdy, oraz wstawanie o 5.30 rano. No a w sumie same wstawanie. Dla mnie to jakaś profanacja. Po powrocie, jem obiado-kolacje, kąpie się i idę spać. Pewnie i bym mogła jeździć do pracy na późniejszą godzinę, ale to by się wiązało z późniejszymi powrotami. Może jak przyjdzie wiosna, słońce, to wstąpi we mnie więcej energii? 
Dowiedziałam się ostatnio, że jak przedłużą mi umowę to dostanę służbowy telefon. Nie wiem czy się cieszyć z tego powodu, czy martwić.
Macie jakieś sposoby na zmęczenie po pracy? Pamiętam, że parę lat temu jak pracowałam, nie miałam z energią po pracy kłopotu. Może inwestycja w jogę to jednak jest jakiś sposób? Z drugiej strony ona wydaje się taka nudna, że pewnie zaraz bym zasnęłam.

Pozdrawiam :)


niedziela, 12 stycznia 2014

Czym rozjaśnić włosy farbowane na ciemno? Cz. 2.

Z racji, iż zauważyłam liczbę osób odwiedzających mój post o takim samym tytule, postanowiłam pociągnąć temat dalej. Długo się zbierałam z rozjaśnianiem włosów. Jedynym i głównym argumentem na nie, było to że, rozjaśnianie strasznie niszczy włosy. Po czymś takim robią się łamliwe i przerzedzają się. Jednak do odważnych świat należy i zaryzykowałam. ^^ Chociaż ja bym powiedziała "szalona" a nie "odważna". Z resztą... Raz się żyje. Przed rozjaśnianiem miałam włosy takie:

Przed
marin-memories.blogspot.com

Czyli mocno brązowe. Od zawsze chciałam mieć rude. Tylko nie takie wpadające w czerwień, bo takie miałam nie raz. Chodziło mi o ognisty kolor. Do tego celu musiałam włosy jednak radykalnie rozjaśnić. A z racji, że chciałam przyoszczędzić to... Moja głowa zaczęła pracować. Kupiłam farbę Loreal Preferance Wild Ombres. Najpierw jedną. Nie chciałam farbować od razu całej głowy. Gdy zobaczyłam, że rozjaśnione końcówki nie wyglądają źle, po trzech tygodniach rozjaśniłam tą samą farbą resztę głowy. Zaznaczam tylko, że odrostów u nasady nie traktowałam farbą. Na ulotce napisane było, by tego nie robić. Efekty był taki, że wyszły mi ryżawe włosy. Ale po kolejnych dwóch tygodniach pofarbowałam je już na rudo. Ruda farba ma jednak to do siebie, że szybko się zmywa. Zwłaszcza ta położona po raz pierwszy. Włosy nie załapały jeszcze odpowiedniego pigmentu, po rozjaśnianiu. No więc po krótkim czasie znowu włosy pokryłam rudością. Efekty był taki, że włosy mi się bardzo zniszczyły. Niegdyś grube i gęste włosy, zrobiły się rzadkie i łamliwe. Musiałam iść do fryzjera by mi jakoś odpowiednio je podciął. Teraz stosuje mocno nawilżające preparaty pielęgnujące na włosy. Niestety za jakiś czas będę musiała znowu je podciąć. Chociaż teraz, po kilku miesiącach znowu zrobiły się grube. Ale to wyłącznie dzięki hormonom, które musiałam przez jakiś czas brałam. Koszt całej akcji wyniósł mnie tyle samo o ile nie więcej, jak u fryzjera. Tak więc jeśli macie wybór, szaleć same z rozjaśnianiem, czy z fryzjerem? Wybierzcie fryzjera!

Efekt po
marin-memories.blogspot.com


O ile z przodu nie wygląda to najgorzej, tak z tyłu jest gorzej.

Pozdrawiam. :)

Ps. Przyuważyłam na blogu komentarze po niżej poziomu. Do ich autorów zwracam się, by przestali pisać takim językiem w mojej przestrzeni. Są one kasowane. Więc zaoszczędźcie sobie i mi zachodu, nie piszcie takich bzdur.

wtorek, 7 stycznia 2014

Inna nazwa.

Mam nadzieję, że jakimś cudem traficie do mnie raz jeszcze. Nazwę bloga i adres musiałam zmienić z przyczyn osobistych. Oby nowa nazwa przypadła wszystkim do gustu.

Niedługo będę musiała kupić sobie nowe fatałaszki. Głównie do pracy. Robi się co raz chłodniej, a ja mam same bluzki z krótkim rękawem. Jak mróz ściśnie, to będę marznąć. A o to kilka moich propozycji.

 http://www.reserved.com
 http://www.reserved.com

 http://www.sklep.house.pl

Na razie to tyle. Jest dużo bluzek, które mi się podobają w orsay ale nie mogę ich tu wstawić. Zauważyłam, że jestem zwolenniczka raczej bluzek, t-shirtów niż koszul. To taka pewna moja mała wolność w biurze. Poza tym chyba obkupię się również w kilka podkoszulek. Zawsze to dodatkowa warstwa ubrania. :)

 Pozdrawiam gorąco. Obyście do mnie znaleźli drogę ;)


sobota, 4 stycznia 2014

Podsumowanie roku.

Hejka!

Wracam po dość długiej przerwie, jak na mnie oczywiście. Ostatnio tyle się dzieje, że nie miałam czasu na nowy wpis. Nowy Rok się zaczął, a ten Stary wydaje się taki daleki.... Tylko, to ten stary przyniósł mi kilka niespodzianek. Jak mam szczęście to wszystko na raz. ;) Więcej na ten temat na moim drugim blogu. Tylko tam będę o tym pisać. Jeśli uda mi się go założyć, to może już dziś będzie jakiś wpis.

A teraz podsumowanie roku.
Na dzień dzisiejszy mam wszystko co chciałam. Oprócz oszałamiającej figury... Miało być tak:


A wyszło jak zwykle, więc nie wiem czemu się tak dziwię. Powinnam być już do tego przyzwyczajona. Jakby nie było straciłam w 2013 roku 11 kg. Zaczynałam odchudzanie od 87 a obecnie mam 76. Jeśli wezmę pod uwagę grudzień 2012 to straciłam jeszcze więcej, gdzieś około 16-17 kg. Miałam wtedy wagę krytyczną i paliła mi się czerwona lampa w głowie "Weź się za siebie!". Wzięłam się za siebie i z efektów jestem zadowolona. Ale jak to każdy człowiek, chcę więcej i więcej kilogramów w dół... Udało mi się wyjechać nad morze, gdzie pogoda była bardzo słoneczna. Oraz na kajaki, gdzie przeżyliśmy ekstremalna przygodę i chwila... Tak... Do słownie, przeżyliśmy. Gór w tym roku nie było. I tego zdzierżyć nie mogę. Wyszło na to, że kocham je ponad wszystko i mogę nad morze nie jechać, ale w góry muszę. Jak tylko zrobi się ciepło, to może chociaż w Góry Świętokrzyskie pojedziemy. Reasumując. Rok 2013 minął bardzo dobrze.

Mam nadzieję, że obecny rok minie równie dobrze jak poprzedni, a nawet i lepiej. Potem wstawię adres z drugim blogiem. A jakie są plany na rok 2014? Bez względu na mój stan fizyczny chcę w kwietniu przedłużyć umowę w pracy. Chcę mieć zdrowego berbecia, bez względu na płeć. Marzą mi się góry, oraz kajaki. Chociaż te ostatnie to może nie koniecznie... Widzieliście kiedyś grubą babę na kajaku? Nie??? To może będziecie mieć okazję. :P Zapraszam na spływ Krutynią! Na pewno w tym roku skończy się salon i mały pokój. Nie wiem gdzie Tomek wyniesie te swoje sztangi i ciężary, ale salon jest salonem a nie siłownią. Od października do grudnia mam nadzieję zgubić nadmiar zbędnych kilogramów. Ile to będzie? Czas pokaże. W planach jest oczywiście zdrowe odżywianie oraz jakieś ćwiczenia, tym razem bardziej konkretne. Jedno i drugie pod okiem specjalistów.

Gorąco pozdrawiam. :)