czwartek, 27 lutego 2014

Zakupy, zakupy, zakupy.

Byłam dziś na zakupach. Miałam w planie kupić kilka rzeczy. Wyszło, że wydałam o wiele więcej pieniędzy niż chciałam. Owszem kołdra i pościel była w planie już jakiś czas, ale ciągle odkładaliśmy to z Tomkiem na za miesiąc. Z drugiej strony tego nie kupuje się co miesiąc, ale co parę lat. Następnie kupiłam buty, dwie bluzki, bieliznę. Zorientowałam się także w wózkach dla dziecka. Zdecydowanie podobają mi się te z pompowanymi kołami. Chociaż mam nadzieję, że np. jak najadę na szkło to mi nie pękną. Ta guma musi być grubsza, a nie taka do balonów. Przed kupnem będziemy musieli z Tomkiem wymierzyć, czy nam wózek się do bagażnika zmieści, aby potem niespodzianki nie było. I nie wiem, czy nie będzie trzeba auta wymienić. Nasze nie jest złe, ale jest 3-drzwiowe. Jak do tyłu dam dziecko?
Tłusty czwartek. A mi jak na ironię nie chce się pączków jeść. Fakt, zjadłam dwa. Ale więcej w siebie nie wepchnę. Zaczęłam dziś analizować co jem, ile jem? Wychodzi na to, że tak dużo tego nie jest. Można mnie zobaczyć z jedzeniem co dwie godziny, ale zazwyczaj są to małe porcje. Mój obiad nie wygląda jak obiad. Dziś np, składał się z trzech szprotek i kromki razowca. Łącznie zjadłam 1600 kcal. Więcej w siebie nie wrzucę. Fakt, im maleństwo będzie większe, tym pewnie będę jadła więcej. Na razie sobie tego nie wyobrażam. Mój żołądek więcej nie pomieści... Ba! Zwróci więcej niż w nim jest. ;)

A to część moich zakupów. :)

 http://marin-memories.blogspot.com/

 http://marin-memories.blogspot.com/

 http://marin-memories.blogspot.com/

http://marin-memories.blogspot.com/

czwartek, 20 lutego 2014

2 USG.

Wczoraj byłam na drugim USG. Wreszcie zobaczyłam rączki i nóżki, główkę oraz nosek. Dziecko ponoć jest bardzo ruchliwe i ma długie nogi. Ciekawe po kim? Ma 12 cm i wygląda na zdrowe. Po raz pierwszy słyszałam bicie serduszka. Przez całą wizytę miałam łzy w oczach. To dopiero 11 tydzień ciąży a ja już bym chciała by było po, by było już na świecie. Jestem strasznie niecierpliwa. Na razie nic dla malucha nie kupujemy. Nie ma po co się tak spieszyć. Z resztą do naszej listy doszło również nowe łóżko dla nas, łącznie z większą pościelą i poszwami.
Z racji przeziębienia (jak pisałam wcześniej), dostałam zwolnienie na dwa tygodnie. Nie jest źle, ale tak mnie strasznie nosi. Nie mogę się soboty doczekać. Jedziemy do moich dziadków. Moja babcia oczywiście już dramatyzuje "Po co w pracy mówiłaś o ciąży". Według niej powinnam powiedzieć dopiero wtedy jak ze mną umowę przedłużą. Ale uważam, że to z mojej strony byłoby nie far. Umowa kończy się mi 1 kwietnia, czyli już będzie po mnie widać ciążę. Ludzie głupi nie są. Wolałam zachować się w porządku, jak profesjonalista i odpowiednio wcześniej powiadomić pracodawcę o swoim stanie. Może oni potem nie postąpią ze mną okey, ale ja będę mieć przynajmniej czyste sumienie i będę spokojniejsza. W końcu spokój w ciąży jest najważniejszy. Moja babcia uwielbia dawać różne rady, ale ni jak one się mają do naszej rzeczywistości. I zaczyna mnie to denerwować. Dlatego to też jest minus sobotniego wypadu i bardzo zniechęca. Chociaż mam nadzieję, że córeczka brata trochę odwróci wszystkich uwagę od mojej osoby. Mała ma 2,5 roku i jest bardzo żywotnym dzieckiem. Moją nadzieją na sobotę są zakupy, których pewnie nie pochwali babcia. Cóż... Powiem jej "Tak kupiłam nową torebkę i dwie pary butów. W końcu mnie na to stać!".
A to moje maleństwo. :)

poniedziałek, 17 lutego 2014

Czas wolny od pracy.

Człowiek pracujący bardziej docenia dni wolne. Dziś zabrałam się zaczytanie książki z takim podekscytowaniem, że w ogóle mam na to czas. Czuję się taka wolna, że do pracy idę dopiero jutro a potem znowu mam wolne, bo USG i to na taką godzinę, że w biurze byłabym dopiero na 12.00. Wczoraj popołudniu męczyłam się, że nie mam co robić. Muszę leżeć w łóżku i się kurować. Tomek mi nawet nie dał posprzątać. A mnie tak wściekle nosiło. Od leżenia zaczął mnie boleć kręgosłup. Jednak pod wieczór zaczęłam się cieszyć, że mam jeszcze jeden dzień w zapasie.

 Nie zrozumcie mnie źle, lubię swoją pracę, bo ciągle jest co robić. Ale ludzie mnie męczą. Wiadomo, nie da się każdego lubić. Mi chodzi bardziej o plotki. Nie myślałam, że w takiej firmie mogą być takie plociuchy. Ludzie narzekają, że roboty jest za dużo. Ale gdyby tak było, to szczerze... Nie mieliby kiedy plotkować. Jak dla mnie, w takim razie mają pracy mało. Ale nie ja jestem dyrektorem. Jestem tylko zwykłym szarym referentem. Wiem, że powinnam dziękować wszystkim, że mam prace i nie narzekać. Tylko gdzie bym nie pracowała, to czuję, że chciałabym mieć własny interes i sama wyznaczać sobie horyzonty.

Wymyśliłam ostatnio... No w sumie dziś, że zapiszę się na kursy pisania. Co prawda nie wiem jak zapatruje się na to mój mąż, bo czeka mnie a raczej nas, szkoła rodzenia. Podobno z racji zameldowania w Warszawie są w pełni darmowe, a jak nie to kosztują 450 zł. Wiem jedno. Odkąd pracuję, mam więcej weny twórczej i pomysłów, tylko brak czasu na realizacje. Na prawdę mam nadzieję, że od 2 trymestru będę się lepiej czuć i będę mogła lepiej zorganizować swój czas. Na razie przychodzi mi to z wielkim trudem. A jak jeszcze tak ładnie słońce dziś świeci, to się chce gdzieś wyjechać.

Pozdrawiam gorąco. :)



U mnie już trochę wiosny. :)
marin-memories.blogspot.com



Ps. I dostałam zwolnienie od lekarza do końca miesiąca... Zabiją mnie w robocie.

piątek, 14 lutego 2014

Posiłek do pracy.

Od jakiegoś czasu mam problemy z posiłkami do pracy. Kanapki mi już zbrzydły. Mój żołądek robił się po nich wydęty jeśli można to tak nazwać. Z początku w pracy nie było mikrofali, ale po jakimś czasie ją nam dali. Tak więc w tamtym tygodniu moje posiłki do pracy wyglądały tak jak po niżej:


Wieczorem usmażyłam sobie pierś z kurczaka/indyka w przyprawie 5 smaków, potem dodałam warzywa i wszystko razem poddusiłam. Makaron ryżowy zalałam wrzątkiem i poczekałam aż zmięknie. Na koniec wszystko razem wymieszałam.
Niestety po tygodniu kurczak mi się znudził i wróciłam do kanapek. Tym razem z chleba razowego i bez warzyw. W moim stanie przechodzą tylko i wyłącznie sezonowe warzywa. Inaczej wszystko zwracam.
Dziś jestem na chorobowym. Dopadło mnie przeziębienie i solidnie rozłożyło mnie na łopatki. Tak więc może popatrzę co mogę naszykować sobie do pracy na przyszły tydzień. A może Wy macie jakieś pomysły? :)

Pozdrawiam.