środa, 28 maja 2014

Dobre rady.

Do dzisiejszego posta zainspirowała mnie Gaja. Co mnie wkurza? Wkurza mnie wiele, ale najbardziej tzw. dobre rady. Ze strony rodziny jak i znajomych.
Moja babcia jest głową rodziny. U mnie panował zawsze matriarchat. Wszystko chce mieć pod kontrolą. Do pewnego momentu myślałam, że to dotyczy wyłącznie mojej mamy i cioci, czyli córek babci. Teraz widzę, że nie. No ale ja jestem na tyle niepokornym duchem i mam troszkę kocią naturę, że lubię chodzić własnymi ścieżkami. Ale przecież słuch mam dobry i może jak posłucham, to może coś mi w tej głowie zostanie. W tym miesiącu poszłam na zwolnienie lekarskie. Nie bez powodu, po prostu musiałam. Jeśli lekarz mi mówi, albo zwolnienie i odpoczywa pani w domu lub skierowanie do szpitala i leży pani w łóżku. Wiadomo, że wybrałam to pierwsze. Na co mojej babci się chyba zdaje, że wzięłam to zwolnienie dla własnej wygody, bo ponoć pracować mi się nie chce... I tu mnie już szlak trafia. Bo osoby z firmy, które mnie znają wiedzą, że ze mnie jest wręcz pracoholik, to samo wie mój mąż. Gdyż telefon od szefowej potrafię odebrać po 22.00 i ja nie widzę w tym nic dziwnego. Owszem, teraz nie mam żadnych telefonów służbowych, bo wiedzą, że nie mogę się stresować i nie bez powodu mam zwolnienie lekarskie. To babci nie przeszkadza co i rusz wtrącać "To kiedy wracasz do pracy?", "Uważaj bo pracę teraz łatwo stracić", na co ja "Dziecko też i to ono jest najważniejsze". I tu ja się robię zła, bo się stawiam starszej ode mnie babci, bardziej doświadczonej przez życie. Może i tak, ale prawda jest taka, że ona w młodości żyła w całkiem innych czasach niż ja. Nie przeczę, miała trudne życie, bo zaszła w pierwszą ciążę w wieku nastoletnim, co było wielkim mezaliansem. Przez co dosyć wcześniej musiała dorosnąć, radzić sobie z dzieckiem i mężem alkoholikiem. Ale gdyby choć wtedy pomyślała, to by jej życie potoczyło się całkiem inaczej. I wbrew pozorom, antykoncepcja była wtedy dobrze rozpowszechniona. Jak ktoś szukał, to znalazł. Studiów, nie skończyła, bo nie było to wtedy konieczne. Chciałaś mieć pracę, to cię przyuczano do zawodu i tyle. I nie piszę tego wywodu, by porównać kto ma gorzej. Ja po prostu nie użalam się nad sobą i radzę sobie jak mogę. Nie roztrząsam i nie rozkładam swoich spraw na czynniki pierwsze. Przyjmuję moją rzeczywistość jaka jest i jak mi się coś nie podoba, to staram się to zmienić. Ale wiem, że na pewne rzeczy nie mam wpływu i nie płaczę nad tym. Zaciskam pośladki i idę do przodu. Po co mam się czymś za nad to przejmować i tylko sobie humor psuć? Bez sensu.

Następną rzeczą co mnie wkurza to... A raczej bawi, to mentorowanie singielek na temat małżeństwa i macierzyństwa. To jak powinnam się ubierać i zachowywać, co mi wypada a co nie. Bawi mnie to, bo gdyby laski były same w stałych związkach i były w ciąży, to owszem. Może bym się zastanowiła nad tym co mówią. Ale w takiej sytuacji, to ja się nie dziwie, że nie mają facetów. Z takim podejściem do życia. Ponoć nie powinnam chodzić w kolorowych ubraniach, a jak już to kolory powinny być bardzo stonowane i neutralne. Jak czarny, szary, beż, ewentualnie granat i brąz (dwa ostatnie na duże wyjścia). Z krótkich spodni, spódnic i sukienek powinnam zrezygnować, a bluzki wybierać bardziej pod szyję. Hmmmm... To może pożyczę od siostry zakonnej habit? Bo mi po ślubie nie wypada chodzić na kolorowo, a w lato gdy jest 30 stopni, w krótkiej spódnicy. Czyli muszę się męczyć w długich spodniach. Minimalny makijaż. Oczy podkreślone kredką i róż na policzkach to już za dużo.  A teraz jak jestem w ciąży i zostanę matką? Popełniam wręcz zbrodnie ubierając niebieskie spodnie do kolan. Makijaż? Jaki makijaż?! Powinnam go sobie z głowy wybić, bo w trzecim trymestrze i tak zaraz mi spłynie. To po co się malować? Jestem na końcówce drugiego, a makijaż trzyma się jak zawsze o ile nie lepiej. Ja bym to wszystko zrozumiała, gdyby mi to mówiły matki polki. Ale... singielki, co przez 5 razy w tygodniu imprezują i to wyłącznie w swoim gronie. Myślałam, że stare panny to już przeszłość. I źle myślałam. Jak na nie patrzę to nie rozumiem, że można sobie taką krzywdę robić. Też byłam singielką, ale nigdy mi nie przyszło do głowy, by ubierać się jak własna matka, ba! Jak babka lub prababka. I to ich zachowanie, odpychające wręcz ludzi. Takie kokoty różańcowe, co innych chcą pouczać, a na siebie nie popatrzą. Nie zrozumiem takich kobiet nigdy.

Fakt, nie lubię jak ktoś mi mówi, co mam robić. Lubię decydować i podobać się sobie. Trzeba lubić siebie, by życie było bardziej przyjemne i udane. A jak człowiek jest zadowolony z siebie, to inni ludzie też lepiej taka osobę odbierają. Czasem nawet zazdroszczą skrycie i stąd biorą się tzw dobre rady znajomych. Inaczej tego wytłumaczyć nie umiem.

Dla odmiany też mam dobrą radę:

Ps. Może dla odmiany jakaś przydatna rada?

czwartek, 22 maja 2014

W ruchu.

Ostatnio dni u mnie są bardzo intensywne. Ciągle coś robię. Jak nie sprzątam niemal do białości, to robię zakupy, głównie ostatnio ciuchowe. To takie chyba podświadome przygotowywanie się na przyjście Julki. Co w domu coś zrobię, to już widzę coś następnego. Zrobiłam się też strasznie nerwowa. Ogólnie bez kija nie podchodzić. I chyba zakupami chciałam sobie trochę humor poprawić ale nie wyszło. Zawsze pomagało na dłużej, a teraz raptem na jeden dzień.

Jestem już trochę przez to wszystko wykończona. Nogi to mi dziś odpadają. Do tego nie przespałam dobrze nocy. Jest dla mnie za gorąco. Poza ciążą nie lubię upałów. A co dopiero teraz. Dla mnie raj pogodowy jest w typowe wiosenne i jesienne temperatury. Nie za zimno, nie za ciepło. Zaczęłam cieszyć się z tego zwolnienia, bo nie wiem jak w pracy bym wytrzymała.

A dziś może po prostu:

stylowi.pl

czwartek, 15 maja 2014

Wózek.

Na reszcie mam wybrany wózek dla dziecka. Jest lekki, ma wyciągany dodatkowy daszek z przodu, oraz wiele innych funkcji o których nie chce mi się pisać. Najważniejsze dla mnie było, by po złożeniu zmieścił się do bagażnika naszego małego samochodu. Na głowę bije swoich poprzedników, jest wart swojej ceny. Czasem lepiej dopłacić 300 zł, a mieć coś dobrej jakości.

http://www.maluszeksklep.pl/

Wózeczek chodzi delikatnie i jest na prawdę super. :) Jest jeden minus. Nie rozumiem czemu stelaż, łącznie z bagażnikiem, kołami i częścią gondoli jest szara. Nie lubię szarego. Już bym wolała czarny.

Pozdrawiam. :)

wtorek, 6 maja 2014

Programy kulinarne.

Nie wiem jak Wy ale ja mam zdecydowany przesyt programów kulinarnych, typu talk show. W szczególności polskiej Piekielnej Kuchni. Chamstwo, egoizm oraz brak profesjonalizmu zieje na kilometr. Po pierwszym odcinku nie oglądam tego. Słyszę tylko od koleżanek co się dzieje i dalej włos mi się jeży na głowie. Brrrrrrr... Magda Gessler robi się nudna. Ciągle to samo. Jedynie na Top Chef i Master Chef da się jakoś oko zawiesić. Lubię programy kulinarne, ale normalne, gdzie zwyczajnie gotują np. Ewę Wachowicz lub Anię Starmach. Reszta to marna podróbka zagranicznej telewizji.

empik.com

czwartek, 1 maja 2014

Plany, plany, plany na remoncicho.

Moje plany salonowe uległy trochę zmianom. Okazało się, że nie tak szybko jak to sobie wymarzyłam. I nie wszystko co sobie wymarzyłam. Będzie narożnik, do tego porządna ława z prawdziwego zdarzenia. Mocna i solidna, z szufladami. Do tego dwie półki oraz podwieszany telewizor. I oczywiście nowe kolory ścian. I na razie tyle. Nie ma łatwo w każdym związku, kompromis musi być. Cieszy mnie to, że narożnik będzie mój wymarzony ^^

www.agatameble.pl