poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Poród to abstrakcja.

Udało mi się zapisać do innego lekarza i dostać zwolnienie lekarskie. Z wynikami jest wszystko dobrze, nie mam żadnej cholestazy. Obecna lekarka wydaje się być profesjonalna i jest ze szpitala w którym chcę rodzić. Na następnej wizycie ma mi zrobić jakiś masaż, który przyjemny nie będzie, ale pobudzi wszystkie organy do porodu.
Poród. Jest to dalej dla mnie abstrakcja. Pewnie przestanie nią być jak mi wody odejdą. Na razie mentalnie, czy tam psychicznie, nie jestem na niego przygotowana. A jak mi lekarz jeszcze powie w między czasie, że muszę mieć cesarkę to... "Że co proszę?!". Jedyną opcją jest taka, że któregoś pięknego dnia obudzę się z Julcią przy boku. Nie żadne skurcze, wyciskanie melona przez otwór wielkości cytryny, czy wspomniane cc. Nieeeee... Mowy nawet o tym nie ma. Przecież to nie jest fizycznie możliwe. Prawda? No ale jeśli już dojdzie do porodu to... Na pewno będzie szybki. 2-3 parcia i gotowe.
Jak na razie miałam dwa takie momenty, iż myślałam, że to już. Byłam kompletnie przerażona. Okazywało się, że Julka tak mnie solidnie kopała lub wierciła, że aż mnie bolało. Podobno przez miesiąc ma jeszcze urosnąć. Orientacyjnie ma już 3390 g. Nie wyobrażam sobie by mój brzuch miał pomieścić jeszcze z kilogram. On już jest napięty do granic możliwości. A moje żebra? Czasem mi tchu brakuje.
Wychodzi na to, że ciągle narzekam na ciążę. Ale prawda jest taka, że to nie żaden stan błogosławiony. Będzie nim jak będzie już po. Niestety. Aby mieć upragnione maleństwo, trzeba trochę pocierpieć. Nie ma hop-siup.
Torbę do porodu muszę przepakować. W swojej starej, wysłużonej się nie mieszczę. Na początku miałam wyrzuty sumienia, że za duża. Jednak jak zobaczyłam na izbie przyjęć walizy i niemal szafy, jakie miały dziewczyny, to przestałam się martwić. Łóżeczko będziemy składać w tym tygodniu, może już dziś. Salon dalej jest pusty i już mnie nie obchodzi czy tam coś będzie czy nie. Czasem mam ochotę zakatrupić swojego mężulka. Czy on nie rozumie, że mogę urodzić w każdej chwili? Faceci!
Cieszę się jednak, że jeszcze z miesiąc i będzie po wszystkim. W sumie nie miałabym nic przeciwko temu jakbym urodziła wcześniej. :)
Pozdrawiam.

3 komentarze:

  1. To już dużo waży mała, moje dzieci podczas porodu ważyły mniej. Tak, ostatni miesiąc nie jest przyjemny, a może nawet trzy ostatnie miesiące... Życzę łatwego i krótkiego porodu mimo wszystko - podobno u "pierwiastek" też się taki może zdarzyć ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lekarz powiedział, że waga dziecka zależy również od tego ile mieli rodzice jak się urodzili. Ja miałam 3900, Tomek trochę więcej. ;) Podobno w 9 miesiącu dziecku tygodniowo przybywa średnio 220 g. Tak więc Julka może mieć te 4 kg. :D

      Usuń
  2. U mnie niestety chyba skończy się cesarką, bo mała duża a ja drobna. Lekarz mi powiedziął że grunt to pozytywne nastawieni i pregnofer dha z oleofarm, bo kwasy omega mają zbawienny wpływ na budowę mozgu malej. Szkoda, ze przy pierwszym dziecku tego nie wiedziałam

    OdpowiedzUsuń