środa, 24 września 2014

Poród.

Po tym co mi się przytrafiło mogłabym książkę napisać. Ale za to będzie w miarę krótki post, bo dziecko na więcej mi nie pozwala.
9 września pojechaliśmy z Tomkiem na Izbę Przyjęć na kontrolę. Bóle przedporodowe męczyły mnie już od kilku dni, więc miałam nadzieję na coś przeciwbólowego. Na początek ktg, potem wizyta u lekrza i... "Ma pani szyjkę cienką jak papier. Nie wykluczone, że jak pojedzie pani do domu, to zacznie się poród. Dam pani coś na rozkurczanie, na przyspieszenie porodu. Wróci pani do mnie za dwie godziny. A przez ten czas proszę dużo chodzić i coś zjeść". Dostałam dwa zastrzyki i... się zaczęło. Podziałały niemal natychmiast.
Skurcze miałam co 5 minut. Modliłam się by szybko minęły te dwie godziny. Po powrocie na Izbę Przyjęć czekałam na lekarza, aż mnie łaskawie przyjmie. Czekałam i czekałam... Czekałam... W między czasie przyjęli na blok porodowy trzy dziewczyny i miejsca w szpitalu się skończyły. No cóż. Liczyłam, że jak wywołali mi poród, to jedno miejsce dla mnie trzymają. I tu się przeliczyłam. Gdy w końcu lekarz mnie przyjął, orzekł, że owszem poród się zaczął. Ale nie ma dla mnie miejsca. Dobre było chociaż to, że szukali dla mnie telefonicznie szpitala. Jednak i tu się przeliczyłam, bo nagle w całej Warszawie nie było ani jednego wolnego miejsca. Dali mi namiar na Wołomin... Jak ktoś kiedyś jechał w godzinach szczytu po stolicy, to wie że trudno się gdzie kol wiek dostać, co dopiero do Wołomina.
Tak instynkt zaprowadził mnie do Szpitala na Madalińskiego. I muszę przyznać, że salę porodową miałam jednoosobową. Bardzo komfortową, bo z prysznicem, w którym przesiedziałam większość czasu. O samym porodzie nie będę mówić. Dodam tylko, że głupi jaś działa przez 10 minut, a znieczulenie podpajęczykowe jest lepsze od zewnątrz oponowego. Bezpieczniejsze, nie zakładają cewnika i trwa dłużej.
O 7.21 urodziła się Julka. Z chwilą, gdy mi ją na brzuchu położyli zapomniałam o jakim kol wiek bólu. :) Dziś mineły dwa tygodnie od jej narodzin i dalej jest najcudowniejszym dzieckiem na świecie. Jak każde maleństwo dla swojej mamy. Czasem daje nam w kość, ale się docieramy. Całe szczęście już się przyzwyczaja powoli do spania w łóżeczku. W szpitalu byłyśmy prawie tydzień. Najpierw Julce wyskoczyła żółtaczka, a potem ja miałam złą morfologie. W sumie dalej ją miałam w chwili wypisu. Dali mi żelazo i wio!
Jeśli kiedyś będę chciała mieć drugie dziecko, to się poważnie zastanowię, plus uderzę głową w mur kilka razy. Bo można na drabinie chodzić, skakać na piłce, być pod prysznicem godzinami, a jak złapie ból party to myśli się tylko o cesarskim cięciu. Jedno dziecię mi w zupełności wystarczy.
Moja rada jest jednak taka. Chcecie rodzić? To radzę mieć już z góry jakieś miejsce opłacone.
Pozdrawiam.

4 komentarze:

  1. Rzeczywiście duże przeboje z tym miejscem szpitalnym miałaś. Można było w samochodzie urodzić przy odrobinie pecha ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Historia jak z horroru. Jak mogą Ci wywołać poród i wykopać z braku miejsc?! Nie mam słów do polskiej służby zdrowia. A co do kolejnego dziecka to znałam takie co się nogami i rękami zapierały, a potem rodziły następne. od wszystkich słyszę, że drugi poród jest dużo łatwiejszy i szybszy, więc odczekasz i zdecydujesz. A póki co gratulacje i zdrówka dla Was:)

    OdpowiedzUsuń
  3. jej... ale jaja. wiecej n ie napisze bo mi mlody na rekacg zasnal ;/

    ale gratulacje;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niech małym tatuś się zajmie, a Ty napisz na blogu co u Ciebie :P

      Usuń