wtorek, 28 października 2014

Zapuszczam włosy.

Prawie od dwóch miesięcy zapuszczam włosy. Głupotę zrobiłam, że w ogóle je ścięłam. Fakt, było mi wygodniej, ale mogłam się przemęczyć a dla wygody wiązać kucyk lub kok. Kolejną głupotę zrobiłam, gdy przefarbowałam je na blond. Z rudym bardzo szybko się przeprosiłam, a włosy dalej mam przesuszone i długo będę poprawiać ich kondycje. Obecnie zaczęły wypadać przez karmienie piersią. Na razie zauważyłam kilka włosów na szczotce, ale pewnie będzie ich więcej. Macie pomysł by nie wypadały?
Mam opracowany plan na zapuszczanie włosów.
1. Wizyta u fryzjera co trzy miesiące na podcięcie końcówek i wyrównywanie włosów. Powinnam iść w listopadzie, ale poczekam do grudnia i pójdę przed Świętami. :D
2. Nawilżanie i nawilżanie i... jeszcze raz nawilżanie. Bardzo mi podpasowała maska Pantene Pro -v, odnowa i nawilżanie. Nakładam ją na włosy, następnie przykrywam foliową siatką i zawijam w ręcznik. Trzymam to 1-2 godziny. Taką "saunę" poleciła mi fryzjerka. Stosuję to raz lub dwa razy w tygodniu. Na końcówki nakładam również olejek arganowy po każdym myciu.



3. Zrezygnowałam z prostownicy na dobre. Korzystam z niej tylko w wyjątkowych sytuacjach np. jakaś impreza. Suszę włosy zimnym powietrzem lub czekam aż same wyschną.
4. Odpowiednia dieta. Ze względu na Julkę muszę ją ograniczać a nie urozmaicać. Ale łykam suplementy diety, które i tak wypisał mi lekarz. Żelazo, witamina C, B6, kwas foliowy.
5. Masaż skóry głowy. Nie dość, że przyjemny, to skuteczny. :)
6. Włosy rozczesuję na mokro, a nie na sucho jak to wszędzie trąbią. Inaczej miałabym wielki kołtun i jak go rozczesać? Używam szczotki pneumatycznej, kupionej w Rossmanie po promocji, za nie pamiętam ile. Rozczesuje ona bez szarpania najbardziej poplątane włosy.
7. Dziś zaopatrzę się w siemię lniane i będę je na wieczór pić. Nie wiem jak ten kleik przejdzie mi przez gardło, ale może nie będzie źle. Lub po prostu nasiona dosypię do owsianki.
8. Napar z kozieradki. Podobno bardzo skuteczny. Wystarczy go wcierać w skórę głowy, np. podczas masażu głowy.
Tak na prawdę te wszystkie zasady mają za zadanie odżywić włosy, dzięki czemu będą rosły zdrowsze i być mooooże szybciej.
A to moje włosy w połowie stycznia:


Były takie długie T___T

A to teraz:

Sięgają do końca szyi i są mega wycieniowane przez fryzjera konowała.

Macie jakieś sposoby na szybszy przyrost włosów i ich nie wypadanie? Jakieś rady? :)

Pozdrawiam.

poniedziałek, 20 października 2014

Szok.

Ostatnio skończył się czas "wycieczek" rodziny i znajomych do mnie. Wreszcie mogłam z nimi wszystkimi porozmawiać na normalnym gruncie a nie przez telefon. Na początek był u mnie brat z żoną i córką, potem rodzice z siostrą, Ania, a na końcu dziadkowie z ciocią i moim ciotecznym rodzeństwem. Ale dzisiejszy wpis będzie się dotyczył reakcji mojego brata na pewną informację. Mam nadzieję, że mnie nie zlinczuje za ten wpis. :P

Będąc w ciąży jeździłam raz lub dwa razy w tygodniu do mojej mamy na pogaduchy. Pracuje na zmiany na kasie, więc dni wolne ma przeważnie w środku tygodnia. Któregoś dnia pytała się mnie jak chcę karmić? Jak butelką, to nic się nie stanie, bo przecież my z Marianem byliśmy tak karmieni. No byłam w lekkim szoku, ale dość szybko mi przeszło i za chwilę znowu szczebiotałam jak zawsze.

Kiedy Marian przyjechał ze swoją rodziną, jak to on starał się być trochę w stosunku do mnie lekko uszczypliwy. Kiedy usłyszał, że dokarmiamy Julkę butelką, powiedział że takie dzieci są potem grube, mają problem z nadwagą itd.
- Masz zupełną rację. - przytaknęłam mu i dodałam. - Patrząc na ciebie widać to gołym okiem.
- Co chcesz przez to powiedzieć? - zdziwił się brat.
- No jak to co? Przecież ty i ja byliśmy butelką karmieni, nie piersią. To Madzia wyssała za nas wszystko. Myśmy nie spróbowali nawet choć kropelki mleka z piersi naszej mamy.
Brat tak jakby zastygł. Przełknął głośno ślinę.
- Ale na pewno?
- No tak! Nie wiedziałeś? - i opowiedziałam mu to co mi mama kiedyś tam mówiła.
Potem temat rozmów zmieniliśmy, bo ta informacja widać bardzo przygnębiła Mariana. Niestety po 5 minutach, on dalej siedział jak słup soli i patrzył się tylko tępym wzrokiem. Po chwili nie wytrzymał i wypalił dalej będąc w ciężkim szoku:
- Ale nie ściemniasz mi?
- Nie. Jak nie wierzysz to zapytaj się mamy.
Przez kilka chwil dalej był zszokowany, ale po pewnym czasie mu już trochę przeszło.
Zupełnie nie rozumiem co go tak do żywego dotknęło? Jak pisałam na początku, sama byłam na tę rewelację lekko zdziwiona, ale żeby aż tak? No jeju. Mama karmiła nas mlekiem modyfikowanym i tyle. Dzięki temu nikt mi już kitu nie wciśnie, że dzieci karmione piersią rzadziej chorują od tych karmionych mieszanką. Tylko ta reakcja brata...
Facieci zdecydowanie są delikatniejsi od nas. Słaba płeć.

polki.pl

czwartek, 16 października 2014

Hello, autumn.


Nadejszła jesień. Moja ulubiona pora roku. Dotąd było bardzo ładnie i mogłam iść z Julką na spacer ... po własnym podwórku. Nie mam jednak zdjęć jesieni, bo do lasu z dzieckiem chodzić nie będę. Myślę, że po mimo wielkich kół, to wózek by tego nie wytrzymał. Poza tym dalej obok nas dokazują dziki, a ostatnio i jelenie. Widziałam je już kilka razy za płotem, w ich teren więc nie chce się zapuszczać. Jednak jak zawsze mam garść inspiracji ( ze stylowi.pl), które mnie kuszą na jesienny spacer po jakimś warszawskim parku. Może w niedzielę będzie ciepło? Spakuję Julę, Tomka i wyruszymy. :) Może nie będzie 18 stopni, ale mówią, że dzieci i mężów trzeba do każdej temperatury przyzwyczajać. Lubię polską złotą jesień, kiedy słońce świeci. Alę lubię również jak jest mglisto i pochmurno. Byle by tylko nie padało. ;)




Na ruuuuuudoooo musi być. :D



A po spacerze czas na małe co nie co. :D Mniaaammm...


Ciekawe gdzie można taką zastawę kupić.

Pozdrawiam.

piątek, 10 października 2014

Warzywa.

Po długim czasie wracam. Nie oszukujmy się, dużo postów nie będzie. Może by się dało, ale jak nie mam rąk zajętych Julką, to sprzątam, gotuję, jem, myję się itp.
Mam ostatnio problem z jedzeniem. Julka dobrze reaguje ale ja nie wiem czy mogę wprowadzić więcej warzyw. Problem nasila się gdy ktoś do mnie przychodzi, bo nie wiem co podać. I tak moja warzywna dieta ograniczyła się do pomidorów (dalej nie wiem czemu mam je obierać ze skórki i wydrążać pestki?) i buraków. I na tym koniec. Jak szukam informacji na ten temat, to zdania są podzielone. Mało tego jak się pytam położnych czy lekarzy, to też każdy mówi co innego. Jedni mówią "jeść tak jak w ciąży, bo dziecko zna już ten smak i się przyzwyczaiło". Inni "z warzyw pomidora obranego ze skórki i pestek lub buraczki". I bądź tu człowieku mądry jak każdy mówi co innego. Podobno do trzeciego miesiąca trzeba się przemęczyć, potem można wszystko. Ale jestem pewna, że i wtedy coś ktoś nowego wymyśli i będę mieć mętlik w głowie. Na pewno nie można nic wydymającego. A reszta? To wszystko sprawia, że do karmienia piersią jestem zniechęcona.
Macie jakieś rady? Jak to u Was było?
Pozdrawiam.
tepetus.pl