środa, 16 grudnia 2015

Gdy dzieci rodzą dzieci.

Hej!

Jestem, żyję. Nic mi nie jest. Nie mam czasu na pisanie tak jakbym chciała. Julka weszła w fazę "wszystko byleby mama była blisko". Ostatnio przykleja się do mojej nogi i nie puszcza.

Dowiedziałam się, że koleżanka mojej siostry zaszła w ciążę. Od razu dodam, że obie mają po 15 lat. Zastanawia mnie jak to jest, gdy w dobie internetu, rozwiniętych mediów, serialu "Szkoła", nowoczesnych rodziców wychowujących bezstresowo, dzieci mają dzieci. Tak, bo 15-latka to dla mnie dalej dziecko. Ale też na tyle już duże dziecko, że powinno wiedzieć co to antykoncepcja oraz, że sex niesie ze sobą pewne skutki. Nie dochodzi do mnie stwierdzenie typu "nie wiedziałam" lub "bo mój chłopak woli bez". Dla mnie to po prostu głupota ze strony nastolatka i czysty debilizm. Co innego gwałt, a co innego dobrowolne współżycie. 

Wystraszyłam się, bo jakby nie było to koleżanka mojej młodszej siostry i nie daj Boże gówniarze przyjdzie jakiś idiotyczny pomysł pójścia w ślady rówieśnicy. Pogadałam z nią otwarcie, że jak chce już współżyć, to niech udadzą się z mama do ginekologa po środki antykoncepcyjne. I wiecie co mi powiedziała, że pigułki nie są zdrowe, że niszczą organizm. No myślałam, że padnę... Starałam się jej wytłumaczyć, że od ładnych paru lat medycyna poszła do przodu i teraz antykoncepcja jest dla organizmu i jego innych narządów o wiele delikatniejsza. Równie dobrze można by pozamykać fast foody, bo otyłość w ostatnich latach stała się plagą. Siostra zapewniła mnie, że sex jeszcze jej w głowie nie siedzi. Ale kto wie. Może jednak siedzi. Niedawno zarzekała się, że ona nie będzie palić papierosów nigdy, a dowiedziałam się iż jednak popala.

Nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Jestem przerażona. Dzieciaki są tak nieodpowiedzialne. Po swoich perypetiach jestem za wczesną ciążą, ale nie popadajmy ze w skrajności w skrajność. Szkoła powinna edukować pod tym względem dzieci już w szkole podstawowej. Ja o antykoncepcji miałam w gimnazjum. Nie było to w programie szkolnym, ale nauczycielka od biologii sama zorganizowała taką lekcje. Rodzice też powinni ze swoimi dziećmi na ten temat rozmawiać. I to nie raz, by mieć to za sobą ale kilka razy, na zasadzie dialogu by dziecko też włączało się do tego.

Moja córka jest jeszcze malutka, więc taka rozmowa dopiero przede mną. Ale nie będę tego odkładać do ostatniej chwili, gdy skończy np 18 lat, lub będzie za późno. A Wy macie jakieś wspomnienia związane z takimi rozmowami z dziećmi lub rodzicami? Ja taką rozmowę miałam ze starszym bratem.

środa, 21 października 2015

Co się dzieje?

Zaczynam być tu co raz rzadziej. Po mimo mojego przyrzeczenia, że będzie odwrotnie. Julka ostatnio chorowała i generalnie nie miałam na nic czasu. Do tego doszła uczelnia i po drodze kilka rodzinnych uroczystości. W ten weekend mamy chrzciny w rodzinie, a w kolejnym tygodniu już Wszystkich Świętych.

Jak pierwsze zajęcia na studiach? Normalnie. Socjologię uda się przepisać, ale filozofię już nie. Profesor ogólnie jest dość specyficzny. Ma swoje własne wymagania co do materiału. Trudno. W drugi weekend listopada kolejny zjazd. Tym razem będę pytać o psychologie do przepisania. Do reszty przedmiotów muszę się uczyć. Dużo w tym prawa. Ale z egzaminami na europeistyce sobie poradziłam, więc tu tez sobie poradzę. Za to prace licencjacką zacznę pisać już na drugim roku. Co do grupy studentów. Jest nas około 120-130 osób. W tym 4 grupy. Niestety nie jestem ze swoją koleżanką. Puki co większość wykładów i tak jest razem.

Mam taka mała prośbę do moich czytelników, o ile jacyś jeszcze są. Czy ktoś ma na zbyciu lub na sprzedaż książkę "Wstęp do prawoznawstwa" Tomasza Staweckiego i Piotra Winczorka lub "Wstęp do prawoznawstwa" Andrzeja Redelbacha?

Moja dieta jest do kitu. A raczej ja jestem do kitu w niej. Co zrobię dwa kroki na przód, to zaraz zrobię dwa kroki do tyłu. W tym roku kompletnie nie mam ochoty (?), siły (?), nie wiem... Nie mam czegoś do odchudzania. Nawet groźba cukrzycy na starość nie robi na mnie wrażenia. Nic tylko schować się pod kołdrę z tabliczką czekolady i książką. Nie chodzi o to, że za oknem jest do d..., oraz jesienną chandrę. Chyba, że trwa ona od początku roku. Nie jest to depresja, bo daleko mi od myśli samobójczych lub zabójczych, chociaż mój mąż co jakiś czas solidnie sobie zapracowuje by go co najmniej uszkodzić. Nie wiem co mi jest, ale jest mi z tym totalnie źle. Nawet wróciłam ponownie do rudości na głowie, bo to taki energetyczny kolor, i kocham go bardzo. Ale czy to coś da? Chyba nie... Więc co się ze mną dzieje?

Pozdrawiam,
Załamana. 

stylowi.pl

Ps. To idę czytać "Dumę i uprzedzenie" puki Julka śpi. Wrzosów nie poustawiam w domu bo ponoć to pecha przynosi. Ale lawendę z chęcią u pousuwam te koszmarne kaktusy z parapetu. :/

środa, 30 września 2015

Czas się dłuży.

Jak mija Wam ostatni dzień września? Mi super. Chyba zdecyduje się na spacer z małą. Chorowała ostatnio, ale widzę, że jest już o wiele lepiej. Z resztą, mam zielone światło od lekarza. Przy okazji zrobię zdjęcia jak wygląda miejsce gdzie mieszkam. Moje małe zadupie. ;) Małe bo jednak autobus ztm tu dochodzi.
Nie mogę doczekać się pierwszych zajęć na studiach. Jakby się dało, to bym je przyspieszyła. Ale tak mi się strasznie czas dłuży. Do tego ostatnio przedłużyłam umowę z PLAY. Czy ktoś może mi powiedzieć ile trwa realizacja zamówienia w tej sieci? Co prawda nie minęło jeszcze 7 dni roboczych. Niestety nie należę do cierpliwych osób. -_-' Przez to czas jeszcze bardziej mi się ciągnie. Okropność. Spędzanie go miło i przyjemnie wcale go nie skraca.
Jak widać na załączonym zdjęciu jesieni na drzewach za bardzo nie widać. ;) Pod drzewami są jakieś chaszcze. Łąką nawet nazwać tego się nie da.

 http://marin-memories.blogspot.com/

Pozdrawiam. :)

czwartek, 17 września 2015

A może się coś ułoży?

Dziś zapisałam się na studia. :) Taaaaak. Zdecydowałam się na Administrację. To chyba w miarę elastyczny kierunek. Więc nawet jak zmienię pracę, to powinno być wszystko dobrze. Chyba że nagle będę chciała skierować swoją karierę w zupełnie inny kąt. Ale mi to nie grozi. Jak większość ludzi chcę pracować 8 godzin dziennie od poniedziałku do piątku przy biurku. Może moja firma wejdzie po tych kilku latach na dobre tory i mnie nie zwolnią? Będę też chodziła na zajęcia z koleżanka z poprzedniego kierunku. Super! Będzie, będzie zabawa, będzie się działo...! :D Wiadomo, że z kimś zawsze raźniej :P

Od niedzieli ograniczyłam słodycze. Przez dwa dni nic nie jadłam, po czym we wtorek zjadłam 1 małe opakowanie ciasteczek belvita, a w środę pół jagodzianki. Dziś z takich nadprogramowych produktów zjadłam kajzerkę z masłem i miodem. Jednak po mojej wadze już widać, że nawet minimalne ograniczenie spożycia słodyczy dużo daje. W sobotę Julka będzie obchodzić roczek, a także Zuzia, córa mojego brata. Więc jednego i drugiego tortu muszę spróbować. Jak coś zostanie to... Rozdam gościom by mnie nie kusiło, bo jednak torty uwielbiam. Walka ze słodyczami jest ciężka. To taki sam nałóg jak palenie papierosów, czy picie alkoholu. Masakra.

Wszystko zaczyna dobrze się układać. Moim obecnym zmartwieniem jest to, iż nie mam w co się ubrać na te studia. Nie, to nie jest oklepane. Bo w domu jak się siedzi, to zdecydowanie między szarymi a czarnymi dresami raczej trudne nie jest. A na uczelnie nie pójdę w gaciach po domu. Owszem mam ciuchy. Mam całą szafę zawaloną ciuchami ale większość jest na Marin mieszczącą się w przedziale 75 kg a 84 kg. Czyli muszę do 16 października zgubić te 5 kg.
Życie jest ciężkie. A raczej ja jestem ciężka do życia.

Pozdrawiam.

Ps.Chyba to słońce daje mi dziś tyle endorfin! :D

 www.demotywatory.pl

sobota, 12 września 2015

Jakie studia.

I mam kłopot. Październik się zbliża a ja na nic się nie zdecydowałam. Nawet straciłam zapał czy w ogóle iść. Obecnie jest mi wszystko jedno. Ale jak mam kolejny rok przesiedzieć w domu tylko z dzieckiem, które oczywiście kocham i jest mega absorbujące, to zaczynam się dusić. Czuje wewnętrzne obrzydzenie, że nic dla siebie nie robię. Oczywiście nikt za mnie kierunku nie wybierze. Ale z własnego doświadczenia wiem, że studiowanie ogólnikowych kierunków, jak administracja, zarządzanie czy politologia jest bezsensowne.
Już mnie głowa boli. ><
Dieta też mi nie idzie. Moja motywacja się gdzieś sie ulotniła. Jestem normalnie w świecie zmęczona i nie mam siły myśleć. Chce mieć kurewski święty spokój. Potrzeba mi... Melisy.

http://fabrykamemow.pl/memy/239348

Pozdrawiam.

poniedziałek, 7 września 2015

I gdzie te kawały o facetach?

Dzisiejszą notkę pisałam i pisałam i w końcu ją skasowałam. Miało być o tym dlaczego nie ma żadnych żartów, skeczy, kawałów, czy stereotypów na temat mężczyzn i mężów. I im się w temat zagłębiałam to doszłam do wniosku, że te wszystkie podśmiewki piszą sami faceci. Stwierdziłam też, że faceci są bardziej skomplikowani niż kobiety.

Powiedźcie mi dlaczego mężczyzna dąży do ślubu? Utarło się, że to kobiety zaciągają narzeczonych przed ołtarz. A jak on bierze go dobrowolnie i otwarcie o tym mówi, to jest od razu podejrzenie, że ona jest w ciąży. Najgorsze jest to, że taki wniosek wysuwają inne kobiety. Taki strzał w kolano dla własnej płci. Czemu na forum swoich kolegów mężczyzna nie umie przyznać się do chęci zawierania związku małżeńskiego. Brak mu jaj?

Często się mówi, iż mężczyzna bardziej cierpi na sali porodowej, niż kobieta rodząca. Taki jest jeden ze stereotypów. A społeczeństwo często stereotyp bierze na poważnie. Czy ludzie głoszący takie bzdury wiedzą co to znaczy *"stereotyp"? Czy wiedzą jaki jest ból porodowy? Niedawno usłyszałam, że "kobieta jest do tego zaprogramowana". Serio? Zaprogramowana do porodu i bólu z nim związanym, bo taka jest jej fizjologia? Osoby które tak twierdzą są psychicznie chore i powinny się leczyć.

W kawałach często jest mowa o wrednych żonach, ciągle zrzędzących. Panowie! Gdybyście słuchali swoich żon ze zrozumieniem i brali sobie do serca to co mówią, one nie musiałyby narzekać. Jeżeli żona wam non stop gdera nad głową, że np. z kranu cieknie, to najwyraźniej trzeba coś z tym zrobić i go naprawić. Zdaję sobie sprawę, że nie każdy pan potrafi naprawić kran, lodówkę, pralkę itp. Nie każdy jest złotą rączką. Powiedzcie to żonie. To nie jest żadna ujma na honorze. Ale inny przykład. Załóżmy, że słyszycie od żony, by nie pozwalać dziecku na wszystko i patrzeć co ono robi. Oznacza to, że jak latorośl chce pobawić się lakierem do paznokci, to ten lakier trzeba mu zabrać i wytłumaczyć "nie wolno bo możesz odkręcić i wypić, a wtedy pojedziesz do szpitala i długo z niego nie wyjdziesz". Nie macie wyobraźni? Mało mówią w telewizji, że dziecko proszek do prania połknęło? To jest bardzo brutalny przykład. Ale jeśli dziecię lakier wyleje na dywan, kanapę czy podłogę, to liczcie się z tym, że to WY będziecie to sprzątać.

Nie wiem, czemu nie ma kawałów na temat mężczyzn czy mężów. Przecież oni nie są idealni. A jest szerokie pole do popisu na ich temat (np. Jaki jest ulubiony sport każdego męża? Ćwiczenie palca na pilocie.) Ktoś może mi zarzucić, że przecież to żarty, tak do pośmiania się, nie mogę brać tego na poważnie. Ale czy nikt nie pomyśli, że są one krzywdzące i często chamskie? Jeśli dalej nie dochodzi to spytam w inny sposób. Czy miło się zrobi jakiemuś synowi, jak na jakieś imprezie usłyszy żart na temat swojej matki? Zapewne zaraz byłaby jakaś bójka.


Pozdrawiam.


*stereotyp: uproszczony obraz kogoś lub czegoś, zwykle oparty na częściowo fałszywych sądach, funkcjonujący w świadomości społecznej i niełatwo zmieniający się. (http://sjp.pl)

Ps. Zapraszam na marin stories.

wtorek, 1 września 2015

Dzień Blogów.

Od Gaji wiem, że dziś jest Dzień Blogów. Nawet nie wiedziałam, że coś takiego istnieje. Myślę, że to super sprawa bo można podzielić się dalszymi swoimi inspiracjami, oraz kolejnymi ekstra blogami. Nie wiem czy będę miała aż pięć blogów do pokazania. Nie mam tak czasu na śledzenie wszystkiego. (Ten post pisze drugi dzień). W zasadzie moja lista ściśle związana jest z radami jakie poszukuje w internecie i opiniami na dany temat.

No to zaczynam:

1. Na Biegalnie natknęłam się, gdy szukałam odpowiedzi na pytanie "Jak schudnąć po ciąży i czy się da". Znalazłam swoją odpowiedź. Oczywiście, że się da, trzeba być tylko solidnym i systematycznym, oraz nie poddawać się. Dalej są gorsze dni, ale dzięki determinacji Pauli mam nie tylko motywacje do schudnięcia, ale też pomysł jak odświeżyć bloga.

2. Blond Bunny. To był czas kiedy chciałam przefarbować się z rudego na blond i na tym blogu szukałam odpowiedzi. Moje włosy od tego czasu przeszły wiele kolorów, ale na bloga zaglądam do dziś. Jeśli kogoś interesuje jak w ogóle farbować włosy, jak łączyć farby, czego nie robić i jak nie osiągnąć glonów na głowie, oraz co zrobić by glonowatość zniknęła z włosów itp, to ten blog gorąco polecam. Jest tu duża piguła wiedzy.

3. Weak Point. Tu też trafiłam szukając odpowiedzi na moje włosowe dylematy. Ale dużo tu również pięknych makijaży.

W zasadzie to wszystko. Oczywiście jest cała masa innych blogów na które zaglądam (lista obok). Jednak biorąc pod uwagę moje problemy z wagą i bzikiem na punkcie włosów te są niezastąpione. Jak widać jest już 1 września. Dzień Blogów minął, ale z moimi ostatnimi ambitnymi planami jest bardzo trudno o jaką kol wiek notkę u mnie. :P

Upalnie pozdrawiam.

http://www.obrazki.jeja.pl/

czwartek, 27 sierpnia 2015

Zarządzanie, dziennikarstwo, socjologia, administracja?????

Jak Wam mijają te ostatnie dni sierpnia? Dzieci przygotowane do szkoły? Ci co studiują mają jeszcze miesiąc laby. Ja mam jeszcze miesiąc aby zdecydować się na odpowiedni kierunek. Taaaa... Jeszcze mam jakieś wątpliwości. Te przedmioty ścisłe...
To jest tak... Kiedyś jak wybierałam studia, to bardziej pod przyszłą pracę i oczywiście co mnie interesuje. Pierwsze studia nie wypaliły. Wiecie ta młodość... Człowiek chce trochę poszaleć itp. Kolejne studia wypaliły ale uczelnia już nie. Aby obronić się na innej uczelni musiałabym nadrobić dość solidną różnice programową. Nie 2-3 przedmioty ale tak 6-7. Teraz jak wybieram uczelnie myślę o swojej obecnej pracy aby ją utrzymać po wychowawczym, ale też o tym by być na tyle elastyczną aby w przyszłości znaleźć gdzie indziej zatrudnienie. I niby się zdecydowałam... Jednak gdy zobaczyłam przedmioty, to mi się włos na głowie zjeżył. Przedmioty ścisłe, mocno ścisłe... W co ja się pakuję. Potem zaczęłam się nad tym głębiej zastanawiać. Co za różnica jaki kierunek skończę. To mi nie da pewności, że potem będę mieć pracę. Wiec dlaczego nie studiować tego co się lubi. I tak znowu myślę o studiach humanistycznych, że kiedyś chciałabym iść na edytorstwo i moje myśli krążą wokoło dziennikarstwa.
Nie chce by mi ktoś powiedział, co mam robić. Ale chcę choć  jedno światełko zobaczyć, co mi w głowie trochę przejaśni.
Pozdrawiam, z wielkim bólem głowy.
Ps. Zapraszam na bloga marin-stories. Na razie skromnie. Ale z czasem bardziej rozbuduję bloga.


 http://www.maturanews.uczelnie.pl/

sobota, 22 sierpnia 2015

Wychowawczy i decyzja o studiach.

Poszłam na wychowawczy. Jeszcze mnie czeka wykorzystanie urlopu wypoczynkowego, ale oficjalnie od połowy października jestem na wychowawczym. I tak do puki Julcia nie skończy 3-4 lat i nie pójdzie do przedszkola. Chyba, że do tego czasu coś zmienią. Na razie wypisałam wniosek na rok.

Myślę, że decyzję przeważyła sytuacja u mnie w firmie. Niedawno ją sprzedali. Mieli nie zwalniać pracowników przez 4 lata, ale jest haczyk. Ten pracownik musi pracować minimum 5 lat. Czaicie? W gazetach tego już nie napisali. Jest wiele negatywnych skutków o których nie mówi się w prasie. To jest właśnie ta manipulacja przez media i nie tylko. Jak się nad tym głębiej zastanowić, to się nie dziwię, że młodzi ludzie wyjeżdżają za granicę. Co z tego, że jest demokracja, jak jesteśmy nagminnie oszukiwani przez państwo. Ale dziś miało być nie o tym.

Chciałam napisać, jak bardzo się cieszę ze swojej decyzji. Zdaję sobie sprawę, że Julce w żłóbku nic takiego złego by się nie działo. Jednak nie miałabym tego komfortu obserwowania na co dzień rozwoju mojej córeczki. Przyznam szczerze, że co dziennie mnie zaskakuje. Jeszcze dwa tygodnie temu nie chodziła. A teraz nie chce nawet być prowadzona za rączkę, ona wszędzie sama pójdzie. Zauważyłam również, że jak coś ode mnie chce to woła "mamu, mamu". Często powtarza "koje, koje", co kol wiek to znaczy. Jest wtedy mocno rozbawiona.

Od października planuję iść na studia, kierunek zarządzanie, na uczelnię im. Bogdana Jańskiego. W necie się o niej dobrze wypowiadają i zajęcia podobno są tylko w piątki i soboty, co mi BARDZO odpowiada. Dość drogo za semestr, bo 4 tys. Ale nie jest to 7,5 tys. Mam nadzieję, że dobrą podjęłam decyzję, bo to będą moje już trzecie studia. Obym te w końcu skończyła. Nie wiem jak sobie z przedmiotami ścisłymi poradzę, bo nigdy mi dobrze nie szły. A w liceum to wręcz tragicznie. 
Czy ktoś może mi coś więcej powiedzieć o wyżej wymienionej uczelni? Coś o profesorach i jak przebiegała na koniec obrona licencjatu, łącznie ze współpracą z promotorem?

Pozdrawiam. :)

Ps. Mam nadzieję, że małolaty na tej uczelni mnie nie zdominują. Inaczej będę się czuć mega staro. :P

 

środa, 19 sierpnia 2015

60-letnia mama.

Dziś będzie o moich odczuciach jakie mam za każdym razem gdy widzę w gazecie nagłówek o 60 letniej aktorce, mamie bliźniaków. Jak zwykle temat podzielił Polskę na pół a moim zdaniem na trzy. Na tych co wieszają na niej psy i na tych, którzy serdecznie są za nią. A czemu mówię, że jeszcze na tę trzecią część? Bo jeśli ktoś się z nią nie zgadza, to nie znaczy, że "wiesza na nią psy". Myślę, że ta  część stoi gdzieś po między i jest bardziej obiektywna, nie daje się zmanipulować przez media i też przez tę aktorkę oraz jej znajomków.

Kobieta ostatnio wypowiadała się, że nie może zrozumieć czemu nie przysługiwał jej macierzyński. Otóż dlatego, gdyż jest na emeryturze (ostatnio naprowadziła ją na to Kinga Rusin). Może jest możliwość rezygnacji z emerytury po to by przejść na macierzyński? Tylko pewnie szybko by się okazało, że pieniądze jakie by otrzymywała są mniejsze, niż które obecnie dostaje. Śmieszy mnie fakt, że napisała pismo do pani premier o przyznanie do emerytury 500 zł więcej. Nie dziwię się, że dostała odpowiedź negatywną. Gdyby jej przyznali te 500 zł więcej, to by musieli zrobić tak z milionem innych polaków. Czy ta pani nie rozumie, że nie jest jedyna w ciężkiej sytuacji życiowej (nie ważne czy przez dzieci, czy po prostu za niską przyznaną emeryturę, czy jakiś inny wypadek losowy)? Cały czas mam wrażenie, że z racji iż jest aktorką, to powinno się jej coś należeć. No ludzie! Też ma kobieta tupet! A już mnie zgorszyło jak powiedziała "Ja tego nie rozumiem, to jest tylko 500 zł". To jest aż 500 zł. Jakby mieli jej dać, to by musieli dać innym i robi się z tego duża kwota. Szczerze jej współczuję, ale od początku ton jej wypowiedzi jest okropnie samolubny. Nie płaciła składek, jak to powiedziała "To jest aż 1000 zł, nikt tego nie płaci". Na jakim ona świecie żyje? Zwykły, szary człowiek, zarabiający swoją szarą pensję płaci te składki. Rozumiem, ona może obracać się w towarzystwie wielkich gwiazd, które mają gdzieś takie składki. No to teraz ma... Nie wierzę też w zapłodnienie naturalne. Gdyby takowe było, to ojciec miałby obowiązek płacenia alimentów. Ona koniecznie chce zataić jego tożsamość. Może to było poprzez gwałt, więc myślę, że inaczej każdyby do jej sytuacji podszedł. Nie mam pojęcia czy matce, która urodziła dzieci z gwałtu należy się jakiś dofinansowanie z państwa. A jak nie, to powinno. Już by była inna sytuacja (bardziej klarowana a nie taka mętna), inna rozmowa, inne wnioski. Dlatego myślę, że to było sztuczne zapłodnienie, na które ktoś musiał wyłożyć pieniądze. Wiec niech ta osoba ją wspomoże.

Ale uważam również, że jeśli matka dzieci ma trudną sytuację z rożnych powodów, nie ważne czy ma 15 lat, czy 90 lat, to powinno się jej jakoś pomóc. O tym powinno się mówić i o wielu innych przypadkach. Ostatnio w tv pokazywali kobietę piątki dzieci, gdzie mieszkali w domu, który grozi zawaleniem. Ojca nie ma, bo nie żyje (na polu piorun w niego strzelił o ile dobrze pamiętam). Została sama z dziećmi i gospodarstwem. Całe szczęście sąsiedzi jej pomagają. Czemu o takiej matce nie napiszą obszernych artykułów, nie zaproszą do TVN-u?
Myślę, że media też sporo przekłamują i dużo nie mówią, są nieobiektywne. Ludzie związani w jaki kol wiek sposób z show biznesem wiedzą jak to działa i na maksa to wykorzystują. Czasem jak słucham co mówią w wiadomościach, jak niby eksperci się wypowiadają, to mam odruch wymiotny. Czy oni nie zdają sobie sprawy, że jest milion Polaków, którzy nie wierzy w ich (sorry) pieprzenie? Na prawdę myślą, że ludzie są aż tak tępi? To już lepiej obejrzeć jakiś film. Np. "Władcę pierścieni" lub "Gwiezdne wojny", też fantasy i science fiction.

Pozdrawiam.

http://lustro-blizna.blogspot.com/2013/08/imperium-za-ojca-michnika-kontratakuje.html

środa, 12 sierpnia 2015

Nie wiem jak Wy ale ja mam dość tego gorąca. No ile można. Dla mnie idealna temperatura na lato to 25-28 stopni max. Dobrze, że na podwórku stoi basen bo nie wiem jakby to było bez niego. Do tego Julcia ma katar i jest bardzo męcząca. Chce się ciągle przytulać i być na rękach. 12 kg nosić w takie upały to duży wyczyn. Jak ja tęsknie za jesienią. Zapach suchych liści w powietrzu. T_T Ona i wiosna to zdecydowanie moje ulubione pory roku. Z tej racji kilka jesiennych obrazków ze stylowi.pl








Od razu mi lepiej.
Rozumiem, że my Polacy mamy naturę narzekaczy. Dobrze jak nie za dobrze. Lato jest wspaniałe, bo człowiek czuje się od razu wylajtowany. Nawet jak pracuje. Mózg wszystko inaczej odbiera. Można chodzić lżej ubranym. Uwielbiam, to że nie trzeba zakładać ciężkich buciorów. Stopa jest odkryta. Ale 35 stopni w cieniu (tyle pokazywał u mnie wczoraj termometr) to gruba przesada. A jak jest z Wami? Macie jakieś patenty na upały?
Pozdrawiam.

piątek, 7 sierpnia 2015

Pierwsze dni na diecie od dietetyka.

Witam, witam!

Miał być wpis o Krynicy Morskiej. Ale powiem szczerze, że nie mam nic ciekawego na ten temat do powiedzenia, tak z perspetywy matki mającej 10-miesięczne dziecko. Wiem, że jest kilka interesujacych wycieczek po Zalewie Wiślanym i tyle.

Dziś jednak o diecie. Kilka lat temu miałam przepisaną dietę od P. Jaśkiewicza. Wspominałam o tym w poście o postanowieniach noworocznych. Miałam do niej nie wracać bo w jej czasie często bolał mnie brzuch. Ale... Przeprosiłam swoją starą dietę i jestem na niej od dwóch dni. I powiem wam, że przez ten czas ubyło mi już 1,5 kg. Ból brzucha jednak mnie nie ominął, bo się przeżarłam. Tak, dobrze słyszycie. Przeżarłam się. Na tej diecie się je i jeszcze raz je, trzeba tylko trzymać się wyznaczonego gramarzu. Do WC latałam 5 razy. Razowe pieczywo jednak robi swoje. Przeszłam na nią tylko dlatego, że nie mam czasu liczyć kalorii przy dziecku.
Do ćwiczeń nie mam teraz siły. Przy takim upale to ja marzę tylko o basenie. Czekam aż mała zaśnie i chlup do wody. Super, że mam taką możliwość.

Julcia zaczyna już sama chodzić. Mało tego wchodzi na fotel, duże łóżko, szafkę tv itp. Nie wukluczone, że to przez ciągłe latanie za nią spada mi waga.
Obcięłam też włosy. Tak wiem miałam zapuszczać ale... Przy moich grubych i gęstych włosach to nawet długość do ramion stanowi problem. Mówię poważnie. Do tego końcówki mi się tak łamały, że nawet olejowanie nie pomagało. Musiałam je obciąć.

Pozdrawiam.



środa, 15 lipca 2015

Z nad morza.

Wróciłam z wczasów. Byliśmy w Krynicy Morskiej. O samej miejscowości potem. Na razie kilka zdjęć.

 http://marin-memories.blogspot.com/
 http://marin-memories.blogspot.com/
 http://marin-memories.blogspot.com/
 http://marin-memories.blogspot.com/
 http://marin-memories.blogspot.com/
 http://marin-memories.blogspot.com/

niedziela, 5 lipca 2015

Współczesny mąż w domu.

Ostatnio mam wrażenie, że się duszę we własnym domu. Zmusza się mnie do czegoś co mi się nie podoba. To szufladkowanie mnie i ściąganie do jakiś pieprzonych stereotypów nie podoba mi się. Dlatego poruszę dziś temat o roli mężczyzn we współczesnym domu.
Nie mam idealnego męża, wręcz praktycznie co dziennie działa mi na nerwy. I się zastanawiam, jak mogłam się wpakować w takie olewcze mnie bagno. Moi przyjaciele zawsze mnie mieli za bardzo niezależną osobę, o konkretnych planach na życie oraz liberalnych poglądach. Koleżanka kiedyś mi powiedziała, że dziwne iż jeszcze nie mam na ciele wytatuowane RÓWNOUPRAWNIENIE.
Obecnie znajome (zwłaszcza te bez mężów i dzieci) chwalą mojego męża, że taki pomocny itp, że po pracy jest zmęczony a weźmie Julcie i się nią zajmie. I wiecie co? Myślcie sobie o mnie co chcecie, że jestem niewdzięczna, nienormalna, i wariatka do tego. Trudno. Taka jestem. Ale myślałam, że parsknę śmiechem. On zmęczony po pracy. No ludzie, nie wytrzymam. Siedzi w pracy przy biureczku i sobie klika coś na klawiaturze. Niczym się nie przejmuje. Dokładnie zajmuje się tworzeniem reklam na stronach internetowych dla różnych firm. Zlecenia dostaje od handlowców, którzy wszystko ustalają wcześniej z klientem. A ja? Szczerze. Uważam, że w tym czasie, gdy on sobie tak w pracy klika, to ja odwalam cięższą robotę. Czemu? Bo dziecko do cholery wymaga 100% uwagi od rodzica. Cały czas trzeba być na maksa czujnym. Tu kupka, tam siusiu, śniadanko, obiadek, przytulić, ponosić, dać misia, nie misia tylko układankę a najlepiej telefon i pilot itp. I często gęsto te czynności trzeba robić jednocześnie, do tego wyprasować i coś ugotować, oraz posprzątać i samemu zjeść. A on klik, klik, klik... Jezu! No korona mu z głowy nie spadnie jak zajmie się po pracy Julcią przez 1-1,5 godziny, a weekend nawet cały dzień. To jest jedynie przykład. Bo jeśli chodzi o małżonka, to on nawet lubi się małą zajmować. Jakoś nie ma z tym problemu. W większości dni nie daję jej od razu do tatusia. Tylko czekam aż zje, gazetę przeczyta i ogólnie się zregeneruje. 
Głównie chodzi mi o mentalność części żon, matek, kochanek itd. Dalej panuje jakiś głupi stereotyp, że kobieta ma sprzątać i dziećmi się zajmować, nawet jeśli w tym czasie sama zarabia. I to jest ich wina, bo one na to pozwalają. Może ktoś powie, że jestem suką, ale współczuję kobietom które dały dzieciom i mężom wleźć sobie na głowę i na dodatek tego kompletnie nie widzą. Mało tego, tłumaczą tych mężczyzn, jacy to oni są biedni. Za parę lat dopiero zdadzą sobie z tego sprawę, jak będą wyniszczone i zmęczone. Gdy dziecko pójdzie z domu w świat, a mąż do młodszej lub kompletnie osiądzie na kanapie. Będą stać w martwym punkcie i się zastanawiać, co one zrobiły źle.
Może tak nie być, bo scenariuszy jest z milion. Ale może staną i pomyślą, że w sumie dlaczego kobieta całą robotę odwalała, za miast dać sobie trochę luzu (i w tym czasie chociaż poleżeć, w sufit popatrzeć) oraz zaangażować w coś tę połowicę. Pewnie wszystko inaczej wygląda, gdy mąż ma na prawdę ciężką pracę, jest policjantem, żołnierzem lub budowlańcem. Ale jeśli ma pracę biurową, 8- godzinną?
Dziś małżonek zwrócił mi uwagę że narzekam, zrzędzę. I tak sobie myślę, że pewnie bym nie zrzędziła, gdyby zrobił od razu to o co go się prosi i słuchał co do niego mówię.
Pozdrawiam,
Zrzędząca.

 http://progressforpoland.com

 http://niedoskonaloscperfekcyjna.blogspot.com

http://pozytywna.pl

wtorek, 30 czerwca 2015

Zapuszczania ciąg dalszy.

Miałam nie farbować już włosów, ale... zaszalałam. Tym szaleństwem strzeliłam sobie w kolano bo końcówki mam przeżarte, że się tak wyrażę. Teraz mam ochotę ściąć się na zapałkę i zacząć od nowa ale... To tyle włosów jednak. Szkoda by było... Tak więc będę je wiązać w kucyk jak znowu dopadnie mnie kryzys.
A to moje motywacje:

 stylowi.pl
 stylowi.pl
stylowi.pl
stylowi.pl

A to moje włosy:
http://marin-memories.blogspot.com/

Nie potrafię z rudego zrezygnować. Wiec stwierdziłam, że farbować będę ale tylko jasne włosy (część jest ciemna a część to odrost) i okazjonalnie. Niestety na rozjaśnionych włosach puki co słabo się przyjmuje. Może z czasem nabierze pigmentu.

Pozdrawiam. :)

niedziela, 21 czerwca 2015

Żłobek czy wychowawczy.

Od kilku miesięcy biję się z myślami, co dalej po urlopie macierzyńskim. Wypisałam sobie nawet za i przeciw, ale niestety to mi nie rozwiązało problemu. Mało tego, mam jeszcze większy mętlik w głowie. Jedne matki sobie urlop wychowawczy chwalą a inne nie. Bądź tu człowieku mądry. Sama poniekąd nie wyobrażam sobie siedzenia w domu przez kolejny rok, co dopiero dwa. Zwariować można. Ale z drugiej strony, szkoda mi mojego dziecka i to głównie o niego chodzi.

Za:
+ Julcia w żłobku pozna większą grupę dzieci. Uspołeczni się bardziej.
+ W żłobku są przeróżne zajęcia dla dzieci. Mała będzie bardziej aktywna.
+ Uodporni się.
+ Ja się trochę odchamię w pracy i będę mieć inne zajęcia niż siedzenie przy dziecku. Będę się samorealizowała. Poczuję, że jestem do czegoś więcej potrzebna niż przewijanie pupy z brudnych pieluch.
+ Poprawię swoją pozycję w pracy, dzięki czemu mnie nie zwolnią tak szybko jakby chcieli.

Przeciw:
- Julcia u nas ma dość duży kontakt z dziećmi. Wiec to żadna różnica czy się będzie uspołeczniać w żłobku czy w domu na podwórku.
- W domu też może mieć organizowane zajęcia. Śpiewanie piosenek czy czytanie dziecku to nie jest coś ekstra super wymagającego.
- Uodpornić się może też w przedszkolu. A z resztą i tak będzie chorować i tak. Tylko wolę by chorowała jak będzie starsza a nie taka malutka.
- Takie malutkie dziecko nie powie mi, czy pani ze żłobka na nią krzyczy lub zachowuje się dziwnie.
- Julka w żłobku będzie 9-10 godzin, licząc dojazdy. Przyjedziemy do domu, to jedzenie i spanie. I tak przez 5 dni w tygodniu.
- Nie zgadza mi się również ekonomicznie. Żłobek kosztuje 1300 zł. Z wypłaty zostanie mi nie całe 500 zł. Do tego muszę doliczyć bilet kwartalny lub miesięczny, leki bo Julka zacznie pewnie chorować i wychodzi mi na zero. Wypłata męża idzie na ogólne zakupy co tygodniowe. Ekonomicznie to nie ma sensu.

Jest więcej minusów niż plusów. Chyba że o czymś zapomniałam, ale nie sądzę. Nie mam koło siebie państwowego żłobka. A przynajmniej nie w takim miejscu by mi było po drodze do pracy. Opiekunka też nie zostanie z dzieckiem w domu 10 godzin, nie za takie pieniądze jakie ja bym proponowała.

Myślę, że już podjęłam decyzje. Muszę się tylko z nią oswoić. Moja rodzina pewnie na mnie "wsiądzie" za nią. Z tym, że dla mnie najważniejsze jest moje dziecko. Tylko dalej mam gdzieś z tyłu głowy, że chcę robić coś więcej niż niańczenie dziecka. Pewnie gdybym za swoją wypłatę mogła pracować 5 godzin, to prawdopodobnie pędziłabym do roboty bez zastanowienia. Julcia wtedy by tak długo w żłobku nie siedziała. Lub znaleźć pracę którą będę wykonywać w domu.

A jakie są wasze doświadczenia w tej kwestii?

Pozdrawiam.

marin-memories.blogspot.com

wtorek, 2 czerwca 2015

Tam gdzie mieszkam.

Ostatnio moja miejscowość wygrała w konkursie NIVEA na podwórko. Byłam i jestem z tego bardzo dumna, gdyż udało się to wspólnymi siłami razem z Radzyminem i Markami. Zasady głosowania były proste. Na jednym urządzeniu można było oddać 10 głosów. Można było nie tylko głosować na swoją miejscowość ale na inne również. Głosującymi mogli być mieszkańcy zameldowani i ci niezameldowani również, jak i mieszkańcy innych miejscowości, a także znajomi i ich znajomych itd. Sama zachęcałam do tego swoją siostrę i kilka razy w tygodniu męczyłam ją o głosy na Nadmę, a także by ona wciągnęła w to swoje koleżanki. W konkursie mogły brać wszystkie miejscowości, które się zgłosiły. Duże miasta, miasteczka i takie wsie jak Nadma.

Dziś się dowiedziałam, że komuś to przeszkadza. Tu jest link. Niby nic, ale jednak. Uważam, że nikt nie powinien pisać tego co mu ślina na język przyniesie, nawet jeśli to jest na jego blogu czy stronie internetowej. Owszem można pisać na różne tematy, ale pod warunkiem że piszący zna temat od podszewki lub ma jakieś pojęcie. Np. osoba która nigdy nie była we Włoszech raczej nie będzie pisać o tym kraju. To taki najprostszy i najbardziej wizualny przykład. A pod powyższym linkiem Pan Adam Białaś pisze błędne opinie, opierające się wyłącznie na wynikach konkursu. Nadma miała super kampanię w Radzyminie i Markach by na nią głosowano. Gdyby ten Pan poświęcił choć troszkę czasu i poszukał w internecie to by się dowiedział, że oddane głosy nie są wynikiem oszustwa a dobroci serca innych ludzi. Zarzuca oszustwo a sam rozsiewa jakieś głupie ploty i sam staje się oszustem. Rzuciło mi się w oczy, że nikt jego postu nie komentuje. A wiedziałam, że na forum Radzymina aż wrzało. Napisałam kulturalnie do Jegomościa co o tym sądzę. Nie było w tym chamstwa, raczej chciałam mu coś uprzytomnić. Jak się zabiera za pisanie na jakiś temat, to powinien się na tym znać. I wyobraźcie sobie jakie było moje zdziwienie gdy po 5 minutach mój komentarz był usunięty. Zero profesjonalizmu. Miło jest dostawać oklaski, ale krytyki już nie? A przecież zawsze można się do tego jakoś odnieść, wyjaśnić, wytłumaczyć się jakoś. Sam pisze o uczciwości a taki nie jest.

Obiecałam Panu, że będą go piekły uszy i mam nadzieję że mi się to uda. Gdyż mojego postu, z mojego bloga już nie da się usunąć.

Pozdrawiam.

http://marin-memories.blogspot.com/

czwartek, 7 maja 2015

Włosowe dylematy.

Przyznam szczerze, że ostatnio mam problem z włosami. Trochę chodzi o ich kondycję ale też o brak czasu zajmowania się nimi rano. 
Temat zbija mi sen z powiek, gdyż niedługo wracam do pracy i nie będę mieć czasu z rana na umycie, wysuszenie i ułożenie włosów. Są one dość kapryśne i wymagające. Dużo też w tym mojej winy, rozjaśnianie, prostowanie, suszenie itp. Odkąd pamiętam bardzo mi się przetłuszczały u na sady a na końcach były sianowate. Teraz są jeszcze bardziej sianowate niż wcześniej, co mnie doprowadza do szału. Powoli jednak jakoś sobie daje z tym radę. Bardziej chodzi mi o to, co mam zrobić z włosami na noc. Wiele blogowiczek po prostu włosy albo zaplata w warkocz lub robią kok na czubku głowy i mają spokój. Moje włosy jednak są na tyle krótkie iż nie można ich związać na czubku. Obecnie sięgają do ramion. A chciałabym osiągnąć efekt, dzięki któremu nie musiałabym ich rano w żaden sposób układać. Tylko uczesać szczotką i już. Tak samo grzywka. Jest półokrągła za brwi. Czoło na tyle mi się tłuści w nocy, że grzywkę muszę na noc spinać. Przez to, rano muszę ją potraktować prostownicą, gdyż jest wywinięta. Zdaję sobie sprawę, że najlepszą opcją byłoby zapuścić włosy i grzywkę. Jednak do tego czasu muszę coś z nimi zrobić.
Macie jakieś swoje sposoby?
Chcę również wyeliminować prostownicę i zapatrzeć się w suszarko-lokówkę obrotową by w miarę szybko np. naprostować sobie grzywkę w odpowiednią stronę. Zbliża się też termin kiedy muszę podciąć końcówki. Tym razem na całej długości. Postanowiłam w takim razie coś zmienić w swojej fryzurze. Wybrane fryzury mam od tych grzecznych, po te z pazurem np. z wygolonym bokiem (pomysł męża). I tu znowu nie mogą być nie wiadomo jak wycieniowane, bo sianko na głowie gotowe. Co tu zrobić by wyglądać jak człowiek? -_-'

http://cotymasznaglowie.blogspot.com/

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Aktualizacja diety.

Hejka!

Po dłuższym czasie nowy wpis na temat diety. Przyznaje się bez bicia zawaliłam na całej linii. Najpierw planowałam schudnąć 10 kg w przeciągu lutego i marca. Potem miały iść kolejne kilogramy. Niestety w praktyce wyszło całkiem inaczej. Nie ważne. Od zeszłego poniedziałku zaczęłam od nowa. I na razie idzie mi super. Dalej stosuję dietę 1000 kcal. Jednak ani razu nie udało mi się tyle zjeść. We wtorek zjadłam nawet około 1500 kcal, ale nie czuję się z tym jakoś źle, bo jadłam same zdrowe produkty. Za to ćwiczę dziennie godzinę. 10 minut przeznaczam na rozciąganie, potem 10 min rozgrzewki i 40 min na orbitreku. Ostatnie 15 minut jest najgorsze, ale się da. Efekt jest taki iż w przeciągu tygodnia zeszło mi 1,5 kg. W weekend miałam małą przerwę z liczeniem kalorii, ale nie było jakoś fatalnie. Dalej jadłam zdrowo.

Jak radzę sobie z głodem na słodycze? A no tak, że co dziennie jem ciasteczka belvita do kawy lub dwie kostki gorzkiej czekolady z kawałkami truskawek, jako jeden posiłek. Do końca ze słodyczy nie potrafię zrezygnować, wiec wybrałam przynajmniej te bardziej zdrowe.

Co mi ostatnio dodało wiatru w żagle? Jak na ironię sceptyczne, a momentami nawet dość wredne przekonanie bliskich mi osób do tego, że mi się nie uda wytrzymać na diecie nawet tygodnia. A że zawzięty ze mnie człowiek ostatnio i mściwy, to stwierdziłam. "Ja nie dam rady? Ja? No to się okaże". Niestety dzięki temu przekonałam się, jacy ludzie potrafią być wręcz nieuprzejmi i mało wychowani.

Może do końca czerwca uda mi się zrzucić 10 kg. Super by było, bo 27 czerwca idziemy na wesele i nowa sukienka się przyda. :) Niestety los mi trochę kłody pod nogi kładzie, bo mój kochaniuniu..niuniutki orbitrek zaczął bardzo skrzypieć. A mam go dopiero od 1,5 miesiąca. Dziś małżonek ma dzwonić w jego sprawie i go reklamować. Puki co muszę rozejrzeć się za innymi ćwiczeniami, co ze mnie siódme poty wycisną. ;) Propozycje jakieś?

Trzymajcie za mnie kciuki. :)

A to motywacja troszkę ciążowa. Tak mi się wydaje po tych rozstępach...

stylowi.pl

sobota, 11 kwietnia 2015

Niezgodna z innymi.

Wreszcie nadeszła prawdziwa wiosna. Wczoraj z Julcią byłyśmy cały dzień u mojej mamy. Miałam taki mały detoks od codziennych spraw. To mi też uświadomiło jak bardzo tęsknie za MOIM domem, i MOIMI miejscami. A że mam ostatnio trochę zawirowań życiowych to się zastanawiam nad swoim własnym azylem.
Lubię towarzystwo ale bez przesady. Są dni... No dobra... Jest bardzo dużo takich dni, kiedy chcę być tylko sama (z Julcią oczywiście). A z różnych przyczyn jest to niemożliwe. Może nowy rower mi to jakoś umożliwi. Dotąd zawsze mój mąż jeździł na basen, siłownie, angielski i co tam jeszcze. Ja siedziałam w domu, cierpliwe na niego czekałam. Głownie dlatego, że mi było szkoda kasy na luksusy. Tym bardziej, że chciałam odłożyć na meble w salonie i dodatki. Ostatnio jednak coś we mnie pękło. Jest we mnie coś, co się już nie godzi na dotychczasowe życie. Zadaję sobie pytanie, czemu puki nie miałam dziecka i innych zobowiązań, nie wyjeżdżałam np do Włoch, Paryża, Pragi lub do przyjaciółki do Brukseli. A że przeszłam obecnie pewną granicę, to z rodziną czy nie, zamierzam gdzieś pojechać. Może przytłacza mnie normalność mojego domu. Nie mam pojęcia. Jakiś czas przed Świętami i w ich czasie zrozumiałam parę spraw, że tak dalej być nie może. Muszę zacząć coś robić dla siebie bo zwariuję z normalności. A czasami mam ochotę aż ciskać wszystkim co mam pod ręką.
Do ludzi również zmieniłam stosunek. Moja rodzina (mama, tata, babcia itd) zawsze mi powtarzali, że jestem okropnie zbuntowanym człowiekiem. Ale teraz zrobiłam się okropnie zawzięta. Podobno to nie jest dobre połączenie z buntowniczym charakterem, bo wcześniej czy później osiągnę swój dany cel (bez względu na koszty). Zawsze kładziono mi do głowy, że bez względu jak jest się blisko z poszczególnymi osobami, to nie można wszystkiego mówić i na wszystkie tematy rozmawiać. Po prostu nie wypada i tyle. To akurat rozumiem. Można swoje pomyśleć o kimś, ale trzeba być miłym i uprzejmym. Może to trochę dwulicowe, ale nikomu nie byłoby miło gdyby brat czy siostra, ni z gruchy ni z pietruchy, powiedzieli "A tak w ogóle to jesteś okropnie gruby i gust masz fatalny". Czasami jednak jak słyszę ludzi i głupoty jakie wygadują, to się zastanawiam czemu ja jestem taka zachowawcza? Potrafię się przecież odgryźć i to zazwyczaj ma po sobie kolejne następstwa, bo mała, złośliwa czarownica może ze mnie wyjść. To czemu mam udawać spokojną i zdystansowaną? Jak to mówi moja babcia "Cierpliwości, na wszystko i wszystkich przyjdzie pora". Często jednak aż głowę sobie łamię, jak można być dla kogoś tak wrednym, a potem mówić, że przecież w najbliższym kręgu wszystko jest dozwolone. I ta ignorancja... I niby ludzie są wykształceni, czytają książki itp, ale nie potrafią się przyznać, że są nieomylni.
Dlatego potrzebuję swojego azylu, dla własnego zdrowia psychicznego swojego i innych. Nie wiem jakaś łąka na polu, ławeczka w parku, dziupla na drzewie, kartka w książce co kol wiek gdzie nikt mi się bez pardonu nie wpierniczy (brzydko mówiąc). Oraz muszę zacząć żyć pełnią życia, bo mnie niestrawność dopadnie.
Pozdrawiam. :)

 stylowi.pl


 stylowi.pl


stylowi.pl


stylowi.pl

poniedziałek, 9 marca 2015

Moja motywacja rośnie.

 Moja dieta trwa. Dwa tygodnie temu miałam jakiś zastój. Po mimo ćwiczeń i diety nic mi nie spadało. Mało tego wszystko rosło w górę. Byłam na skraju rezygnacji. Mogłam ćwiczyć godzinę dziennie, nic się nie udawało, nic nie szło zgodnie z planem. Stwierdziłam, że nie mogę sobie odpuścić, że to w zasadzie początek. Poza tym odchudzanie to dla mnie też taka szkoła organizacji swojego życia od początku. W zasadzie wszystko co robię muszę podporządkować Julce. Ona ma różne dni. Czasem śpi w ciągu dnia 4 godziny, ale czasem z przerwami tylko 20 minut. Plus jest taki, że jest na tyle wyrozumiałym dzieckiem iż mogę ćwiczyć obok niej, gdy ona się bawi. Mało tego bardzo lubi jak robię brzuszki i pajacyki. Bardzo ją te ćwiczenia śmieszą. :D


 A z tym wyzwaniem ostatnio ćwiczę. Został mi ostatni tydzień. Czy do tego czasu coś mi to dało? Podniosła mi się bardzo kondycja, ale jakiejś spektakularnej utraty wagi nie zanotowałam. Wspomnę jeszcze, że oprócz wyżej wymienionych ćwiczeń, dodaję 10-15 minut na orbitreku. Ale jak tak dalej będzie szło przerzucę się na dietę mojego ex-dietetyka. Puki co w przeciągu miesiąca schudłam 3.5 kg. Oby teraz poszło lepiej.

Ostatnio zostałam nominowana przez Plantację Pozytywnych Myśli do napisania mojej lekcji życia. Długo się nad tym zastanawiałam. Jaką lekcję dało mi życie, lekcję pokory? Było ich wiele, ale z racji że nie dotyczą bezpośrednio tylko mnie, nie mogę ich tu opowiedzieć. Myślę, że osoby z nimi związane były by niezadowolone, że to opisuję. Dlatego też nie dam żadnej nominacji.

Życzcie mi powodzenia w dalszym odchudzaniu. ;)

niedziela, 15 lutego 2015

Walnientynki.

Ach... Walnientynki. Śpiew ptaków, ciepłe, grzejące słoneczko. Cudownie wręcz. Nigdy tego "święta" nie brałam na poważnie. Głównie dlatego, że mój T go nie obchodzi. Mówi, że jest przereklamowane i nie nasze. Coś w tym jest, ale miło jest coś dostać od kogoś, raz na jakiś czas. I zdanie "wszystkie kwiaty świata są twoje" do mnie jakoś nie trafia tego dnia. Swoją drogą ostatnio jak dostałam kwiatek to Tomek coś zbroił. Tak więc jak co roku... sama wybierałam sobie prezent. Zero zaskoczenia. A że mam duży sentyment do kwiatków kwitnących, doniczkowych to wybrałam sobie białe róże. Co prawda kocham je do momentu kiedy kwitną ale cóż, miłość bywa płocha. :P Nie, nie wywalam ich do śmieci. Stoją wszystkie, grudnie i fiołki. Tylko jak raz zakwitły, tak teraz nie kwitną praktycznie wcale. Dopiero jak grudnia postraszyłam, że wymienię go na lepszy model, to zakwitł. Fiołki w końcu też leniwie się za kwieciły. Ale ta róża? Czy mi w doniczce wytrzyma?

Ale ja nie o kwiatach dziś. Chciałam napisać, że odkąd w życiu człowieka pojawia się różowy, malutki człowieczek, to Walentynki nabierają innego znaczenia. Nagle to komercyjne "święto" jest bardzo ważne. To już nie Walnientynki, a Walentynki. Mój T również dostał fioła i obsypał naszą córuś górą walentynek, od pluszowych serduszek po gryzaczki, grzechotki i kolorowe misie. Ja czynnie uczestniczyłam w wybieraniu tych prezencików, ciągle coś do koszyka dorzucając: body niebieskie, czerwone, szare z żyrafą, białe z napisem "klub taty", "córeczka mamusi". Potem Julcia w domku na wszystko popatrzyła i wygrzebała ze sterty swojego wyślinionego do granic możliwości czerwonego, piszczącego psa. Leżąc na brzuchu co i rusz go memłała, biła piąstką i ciągnęła z niebieskie uszy. Puki co podarki poszły w odstawkę, ale kiedyś też będą ją cieszyć. :) My w efekcie zachwytu nad latoroślą zapomnieliśmy o chłodzącym się winie w lodówce. A gdy Julka zasnęła, tak kolo 23.00, to padliśmy na poduszki wyczerpani tym zachwycaniem się.

Szczęśliwego Dnia Zakochanych. I pamiętajcie, inne dni też są od okazywania uczuć. ;)

 stylowi.pl
 stylowi.pl
stylowi.pl

wtorek, 3 lutego 2015

Postanowienia noworoczne.

Zauważyłam, że nie napisałam o swoich postanowieniach noworocznych. Chociaż pisanie o nich w lutym jest czasem idealnym dla mnie. W moim wypadku mają one sens właśnie od tego miesiąca. Czemu? Ponieważ styczeń zazwyczaj obfituje w imprezy, nie mam wtedy głowy do samokontroli.

Postanowienia na rok 2015.

1. Dieta 1000 kcal. Jest to dieta która najlepiej mi wychodzi, a także nikt mi nie mówi co mam jeść. Sama ustalam sobie posiłki.
a) Na początek chcę schudnąć 10 kg w ciągu dwóch miesięcy. Z moją waga 94,5 kg to nie będzie trudne. Im człowiek grubszy to pierwszych kilogramów jest więcej.
b) Do lata chcę osiągnąć wagę z przed ciąży, czyli 77 kg.
c) Kontynuować dietę w czasie lata. Dwa lata temu odchudzałam się od lutego do lipca. I nie wiem czemu nie kontynuowałam odchudzania dalej. Lato podziałało na mnie jak totalny luz bluz.
d) Nie przerywać i odchudzać się od końca roku.


2. Regularnie ćwiczyć. Na początek minimum 3 razy w tygodniu po 30 minut. Co będzie dalej, wyjdzie w praniu. Mam w planach kupienie orbitreka. Coś nowego, bo zazwyczaj ćwiczyłam z Mel B. Jednocześnie smarować się żelami i kremami.


3. Zapuszczanie włosów. Do fryzjera będę chodzić raz na 3 miesiące, na podcięcie końcówek. Po odroście widzę że przez dwa tygodnie włosy urosły mi 6 milimetrów.


4. Powrót do naturalnego koloru włosów. Ja wiem że mi w rudym ładnie itd ale odrosty, oraz sprany kolor bardzo mnie denerwuje. Mam taki ciągły konflikt wewnętrzny i to się objawia tym, że non stop zmieniam kolor. Na głowie nie miałam jeszcze fioletowego. Zielony mi wyszedł jak zastosowałam zły odcień farby. Chciałabym choć trochę osiągnąć stan ZEN i być w końcu zadowolona ze swojego koloru. Może powrót do młodzieńczych włosków mi to umożliwi. Przy okazji poprawie sobie kondycję włosów.


5. Zrobić prawo jazdy. W sumie muszę, bo od października na uczelnie jakoś dojeżdżać trzeba.

 Dobra, przynajmniej można sobie pomarzyć o takim samochodziku. :)

6. Tak, mam zamiar iść na studia tylko jeszcze nie zdecydowałam się na kierunek. Jakieś propozycje? Z natury jestem humanistą.


7. Znalezienie czasu na przeczytanie książki. Minimum jedna na dwa miesiące.



8. Nie kupować książek do puki nie przeczytam tych które mam.


9. Pozwalać sobie na trochę luzu w życiu codziennym. W końcu ma być przyjemnie. :)

10. Wyjechać z rodzinką na wakacje. Proszę tylko o dwa tygodnie wakacji. To chyba nie za dużo? Plaża, morze, córcia i mąż. MMmm...


A jak wasze postanowienia? Już jakieś realizujecie? :)

Ps. Zmieniłam szablon. Nie wiem jak Wy, ale ja tęsknie już za wiosną.