piątek, 30 stycznia 2015

"Czarny Łabędź".

 filmweb.pl

Wczoraj miałam okazje obejrzeć film "Czarny Łabędź" z Natalie Portman. Filmu nie będę streszczać, raczej napiszę o swoich odczuciach. Całą kreację uważam za na prawdę dobrą produkcję.

Nie byłam na nim w kinie, gdyż taka tematyka średnio mnie interesuje. Do pewnego momentu film wydawał mi się może nie nudny, ale denerwujący. Sama postać Niny była wręcz wkurzająca. Nie rozumiem ludzi, którzy tak bardzo poddają się wpływowi innych. A jak mają już swoje zdanie to przejawiają jakąś psychozę maniakalną. Gdy była przerwa na reklamę, stwierdziłam że idę spać, nie ma sensu go oglądać. Ale leżąc w łóżku nie mogłam przestać myśleć co się będzie dalej działo. I wylądowałam przed telewizorem. Dobrze zrobiłam, bo zaczęła się najlepsza część filmu. Owszem była po nim scena łóżkowa z Milą Kunis, ale bardziej zaintrygowała mnie już docelowa przemiana w czarnego łabędzia i sam balet. Zdaję sobie sprawę, że na pewno całości nie tańczyła Natalie Portman. Nie można mieć do niej o to pretensji. Aktorzy często korzystają np. z kaskaderów. Tak samo i tu. Kurde... Baletu nie da się nauczyć w krótkim czasie. Są baletnice, które go ćwiczą od 5 roku życia. Poświęcają na taniec lata. To logiczne, że część wytańczyła dublerka. Ale już samą przemianę Niny zawdzięczamy Natali. Czarny łabędź na scenie pojawia się już jako gotowy produkt. Z resztą widać, że kamera np jest skupiona od ramion w górę, by pokazać ekspresję twarzy, lub na samych nogach, gdzie nie widać czyje są to nogi. A na ujęcia gdzie jest cała postać w tańcu, tak na dobrą sprawę nie widać wyraźnie kto to jest. Kreacja, którą stworzyła aktorka jest genialna. Pomijając to, że nie lubię wariatów. Reszta aktorów też się spisała. Vincent Cassel w roli Thomasa. Mmmm... Może i nie jest za przystojny, jest wręcz brzydki. Ale ma coś w sobie, że nogi się uginają i chce się być na miejscu aktorki, która go w filmie całuje. Mmmm.... Sama postać była taką jaką powinna być. Nauczyciel - amant, który pozwala sobie na wszystko, łącznie z uwodzeniem kolejnej muzy tylko dla sztuki. To on dopiero budzi w Ninie te skrajne emocje. Plus jeszcze apodyktyczna matka (Barbara Hershey), która ma świra na punkcie córeczki. Która matka tapetuje sobie pokój zdjęciami córki? Sama pewnie też ma coś z głową. Niektóre choroby psychiczne podobno się dziedziczy. Oliwy do ognia dodaje koleżanka z zespołu, Lily (Mila Kunis). Podziwia Ninę i chce jej pomóc "wyluzować się". Kto wie, może na prawdę się ze sobą przespały?

Może i po obejrzeniu filmu nie było ochów i achów, ale mnie zaintrygował. Jak widać na tyle, że piszę tego posta. Oglądając, sama nie wiedziałam co było prawdą a co nie. Na koniec prawda wydaje się być wręcz dość prosta i troszeczkę tego szkoda.

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Farba Loreal Majirel 7.44 - blond miedziano głęboki.

Witam, witam!

Wreszcie jestem w tym nowym roku. Przyznam szczerze, że ogarnęło mnie lekkie lenistwo. Każdą wolna chwilę wolałam spędzać na relaksie i odpoczynku. Ale już jestem. Dziś wpis na temat farby Loreal Majirel.

www.marin-memories.blogspot.com

To najlepsza farba jaką kiedy kol wiek stosowałam. Nie niszczy włosów za bardzo, po mimo że to trwała farba z amoniakiem. Ale dla mnie najważniejszy był kolor, który tu dużo się nie wypłukał.

To tuż po farbowaniu. 


Tu po tygodniu w Wigilię.


 A tu po 4 tygodniach. Kolor może i troszkę wypłukany ale dalej bardzo fajny.


Ostatnio nałożyłam farbę Loreal Inoa Carmilane. Miała to być trwała farba bez amoniaku, czyli takie mniejsze zło dla włosów. I stwierdzam, że pod tym kontem jest tragiczna. Włosy mam wysuszone i po jakimś nie całym tygodniu nieźle się wypłukała. Mój faworyt jest powyżej. Bardzo polecam tę farbę. Dostępna w salonach i sklepach fryzjerskich, a także przez internet. Cena taka sama co zwykła sklepowa farba Loreala, czyli w granicach 32 zł. Można też spotkać przeceny na allegro.

Pozdrawiam. :)