poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Aktualizacja diety.

Hejka!

Po dłuższym czasie nowy wpis na temat diety. Przyznaje się bez bicia zawaliłam na całej linii. Najpierw planowałam schudnąć 10 kg w przeciągu lutego i marca. Potem miały iść kolejne kilogramy. Niestety w praktyce wyszło całkiem inaczej. Nie ważne. Od zeszłego poniedziałku zaczęłam od nowa. I na razie idzie mi super. Dalej stosuję dietę 1000 kcal. Jednak ani razu nie udało mi się tyle zjeść. We wtorek zjadłam nawet około 1500 kcal, ale nie czuję się z tym jakoś źle, bo jadłam same zdrowe produkty. Za to ćwiczę dziennie godzinę. 10 minut przeznaczam na rozciąganie, potem 10 min rozgrzewki i 40 min na orbitreku. Ostatnie 15 minut jest najgorsze, ale się da. Efekt jest taki iż w przeciągu tygodnia zeszło mi 1,5 kg. W weekend miałam małą przerwę z liczeniem kalorii, ale nie było jakoś fatalnie. Dalej jadłam zdrowo.

Jak radzę sobie z głodem na słodycze? A no tak, że co dziennie jem ciasteczka belvita do kawy lub dwie kostki gorzkiej czekolady z kawałkami truskawek, jako jeden posiłek. Do końca ze słodyczy nie potrafię zrezygnować, wiec wybrałam przynajmniej te bardziej zdrowe.

Co mi ostatnio dodało wiatru w żagle? Jak na ironię sceptyczne, a momentami nawet dość wredne przekonanie bliskich mi osób do tego, że mi się nie uda wytrzymać na diecie nawet tygodnia. A że zawzięty ze mnie człowiek ostatnio i mściwy, to stwierdziłam. "Ja nie dam rady? Ja? No to się okaże". Niestety dzięki temu przekonałam się, jacy ludzie potrafią być wręcz nieuprzejmi i mało wychowani.

Może do końca czerwca uda mi się zrzucić 10 kg. Super by było, bo 27 czerwca idziemy na wesele i nowa sukienka się przyda. :) Niestety los mi trochę kłody pod nogi kładzie, bo mój kochaniuniu..niuniutki orbitrek zaczął bardzo skrzypieć. A mam go dopiero od 1,5 miesiąca. Dziś małżonek ma dzwonić w jego sprawie i go reklamować. Puki co muszę rozejrzeć się za innymi ćwiczeniami, co ze mnie siódme poty wycisną. ;) Propozycje jakieś?

Trzymajcie za mnie kciuki. :)

A to motywacja troszkę ciążowa. Tak mi się wydaje po tych rozstępach...

stylowi.pl

sobota, 11 kwietnia 2015

Niezgodna z innymi.

Wreszcie nadeszła prawdziwa wiosna. Wczoraj z Julcią byłyśmy cały dzień u mojej mamy. Miałam taki mały detoks od codziennych spraw. To mi też uświadomiło jak bardzo tęsknie za MOIM domem, i MOIMI miejscami. A że mam ostatnio trochę zawirowań życiowych to się zastanawiam nad swoim własnym azylem.
Lubię towarzystwo ale bez przesady. Są dni... No dobra... Jest bardzo dużo takich dni, kiedy chcę być tylko sama (z Julcią oczywiście). A z różnych przyczyn jest to niemożliwe. Może nowy rower mi to jakoś umożliwi. Dotąd zawsze mój mąż jeździł na basen, siłownie, angielski i co tam jeszcze. Ja siedziałam w domu, cierpliwe na niego czekałam. Głownie dlatego, że mi było szkoda kasy na luksusy. Tym bardziej, że chciałam odłożyć na meble w salonie i dodatki. Ostatnio jednak coś we mnie pękło. Jest we mnie coś, co się już nie godzi na dotychczasowe życie. Zadaję sobie pytanie, czemu puki nie miałam dziecka i innych zobowiązań, nie wyjeżdżałam np do Włoch, Paryża, Pragi lub do przyjaciółki do Brukseli. A że przeszłam obecnie pewną granicę, to z rodziną czy nie, zamierzam gdzieś pojechać. Może przytłacza mnie normalność mojego domu. Nie mam pojęcia. Jakiś czas przed Świętami i w ich czasie zrozumiałam parę spraw, że tak dalej być nie może. Muszę zacząć coś robić dla siebie bo zwariuję z normalności. A czasami mam ochotę aż ciskać wszystkim co mam pod ręką.
Do ludzi również zmieniłam stosunek. Moja rodzina (mama, tata, babcia itd) zawsze mi powtarzali, że jestem okropnie zbuntowanym człowiekiem. Ale teraz zrobiłam się okropnie zawzięta. Podobno to nie jest dobre połączenie z buntowniczym charakterem, bo wcześniej czy później osiągnę swój dany cel (bez względu na koszty). Zawsze kładziono mi do głowy, że bez względu jak jest się blisko z poszczególnymi osobami, to nie można wszystkiego mówić i na wszystkie tematy rozmawiać. Po prostu nie wypada i tyle. To akurat rozumiem. Można swoje pomyśleć o kimś, ale trzeba być miłym i uprzejmym. Może to trochę dwulicowe, ale nikomu nie byłoby miło gdyby brat czy siostra, ni z gruchy ni z pietruchy, powiedzieli "A tak w ogóle to jesteś okropnie gruby i gust masz fatalny". Czasami jednak jak słyszę ludzi i głupoty jakie wygadują, to się zastanawiam czemu ja jestem taka zachowawcza? Potrafię się przecież odgryźć i to zazwyczaj ma po sobie kolejne następstwa, bo mała, złośliwa czarownica może ze mnie wyjść. To czemu mam udawać spokojną i zdystansowaną? Jak to mówi moja babcia "Cierpliwości, na wszystko i wszystkich przyjdzie pora". Często jednak aż głowę sobie łamię, jak można być dla kogoś tak wrednym, a potem mówić, że przecież w najbliższym kręgu wszystko jest dozwolone. I ta ignorancja... I niby ludzie są wykształceni, czytają książki itp, ale nie potrafią się przyznać, że są nieomylni.
Dlatego potrzebuję swojego azylu, dla własnego zdrowia psychicznego swojego i innych. Nie wiem jakaś łąka na polu, ławeczka w parku, dziupla na drzewie, kartka w książce co kol wiek gdzie nikt mi się bez pardonu nie wpierniczy (brzydko mówiąc). Oraz muszę zacząć żyć pełnią życia, bo mnie niestrawność dopadnie.
Pozdrawiam. :)

 stylowi.pl


 stylowi.pl


stylowi.pl


stylowi.pl