sobota, 11 kwietnia 2015

Niezgodna z innymi.

Wreszcie nadeszła prawdziwa wiosna. Wczoraj z Julcią byłyśmy cały dzień u mojej mamy. Miałam taki mały detoks od codziennych spraw. To mi też uświadomiło jak bardzo tęsknie za MOIM domem, i MOIMI miejscami. A że mam ostatnio trochę zawirowań życiowych to się zastanawiam nad swoim własnym azylem.
Lubię towarzystwo ale bez przesady. Są dni... No dobra... Jest bardzo dużo takich dni, kiedy chcę być tylko sama (z Julcią oczywiście). A z różnych przyczyn jest to niemożliwe. Może nowy rower mi to jakoś umożliwi. Dotąd zawsze mój mąż jeździł na basen, siłownie, angielski i co tam jeszcze. Ja siedziałam w domu, cierpliwe na niego czekałam. Głownie dlatego, że mi było szkoda kasy na luksusy. Tym bardziej, że chciałam odłożyć na meble w salonie i dodatki. Ostatnio jednak coś we mnie pękło. Jest we mnie coś, co się już nie godzi na dotychczasowe życie. Zadaję sobie pytanie, czemu puki nie miałam dziecka i innych zobowiązań, nie wyjeżdżałam np do Włoch, Paryża, Pragi lub do przyjaciółki do Brukseli. A że przeszłam obecnie pewną granicę, to z rodziną czy nie, zamierzam gdzieś pojechać. Może przytłacza mnie normalność mojego domu. Nie mam pojęcia. Jakiś czas przed Świętami i w ich czasie zrozumiałam parę spraw, że tak dalej być nie może. Muszę zacząć coś robić dla siebie bo zwariuję z normalności. A czasami mam ochotę aż ciskać wszystkim co mam pod ręką.
Do ludzi również zmieniłam stosunek. Moja rodzina (mama, tata, babcia itd) zawsze mi powtarzali, że jestem okropnie zbuntowanym człowiekiem. Ale teraz zrobiłam się okropnie zawzięta. Podobno to nie jest dobre połączenie z buntowniczym charakterem, bo wcześniej czy później osiągnę swój dany cel (bez względu na koszty). Zawsze kładziono mi do głowy, że bez względu jak jest się blisko z poszczególnymi osobami, to nie można wszystkiego mówić i na wszystkie tematy rozmawiać. Po prostu nie wypada i tyle. To akurat rozumiem. Można swoje pomyśleć o kimś, ale trzeba być miłym i uprzejmym. Może to trochę dwulicowe, ale nikomu nie byłoby miło gdyby brat czy siostra, ni z gruchy ni z pietruchy, powiedzieli "A tak w ogóle to jesteś okropnie gruby i gust masz fatalny". Czasami jednak jak słyszę ludzi i głupoty jakie wygadują, to się zastanawiam czemu ja jestem taka zachowawcza? Potrafię się przecież odgryźć i to zazwyczaj ma po sobie kolejne następstwa, bo mała, złośliwa czarownica może ze mnie wyjść. To czemu mam udawać spokojną i zdystansowaną? Jak to mówi moja babcia "Cierpliwości, na wszystko i wszystkich przyjdzie pora". Często jednak aż głowę sobie łamię, jak można być dla kogoś tak wrednym, a potem mówić, że przecież w najbliższym kręgu wszystko jest dozwolone. I ta ignorancja... I niby ludzie są wykształceni, czytają książki itp, ale nie potrafią się przyznać, że są nieomylni.
Dlatego potrzebuję swojego azylu, dla własnego zdrowia psychicznego swojego i innych. Nie wiem jakaś łąka na polu, ławeczka w parku, dziupla na drzewie, kartka w książce co kol wiek gdzie nikt mi się bez pardonu nie wpierniczy (brzydko mówiąc). Oraz muszę zacząć żyć pełnią życia, bo mnie niestrawność dopadnie.
Pozdrawiam. :)

 stylowi.pl


 stylowi.pl


stylowi.pl


stylowi.pl

3 komentarze:

  1. Oj jak ja to doskonale rozumiem! Mój mąż to samo...siłownia? wypad z kolegami? nowe airmaxy? czemu nie...a mi zawsze szkoda i szkoda. Też chciałabym mieć takie swoje miejsce. I też jakiś czas przestałam się godzić na pewne rzeczy. Przekułam swój smutek w stronę na fb, która rośnie szybko. Mój mąż się z tego śmieje, że siedzę i klepie a to blogi a to fb, że dziećmi bym się lepiej zajęła...ręce opadają, bo on myśli, że siedzenie w domu jest super. Mówię mu, że skoro nie potrafi pomóc niech mi nie przeszkadza... musiałam się wygadać :) Więc nie żałuj sobie przyjemności dla siebie! Jak masz możliwość jedź gdzie marzysz :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najgorsze jest to, że mój T nagle mówi "O co mi chodzi? W czym widzisz problem?". I nie rozumie, że przydałaby się czasem pomoc z jego strony, chociażby po to by spakować do torby pieluszki, mleko i termos z wodą. A potem jest "To ty nie spakowałaś pieluszek?!". Jeszcze się nie potrafię rozdwoić by jednocześnie karmić i pakować przybory do torby. A jak tłumaczę (po raz setny), to jak grochem o ścianę. Nic tylko widzi własny zadek. :/ Wszystko ma kurna na gotowe.

      Usuń
  2. Ale te wszystkie zdjęcia są przepiękne..

    OdpowiedzUsuń