wtorek, 30 czerwca 2015

Zapuszczania ciąg dalszy.

Miałam nie farbować już włosów, ale... zaszalałam. Tym szaleństwem strzeliłam sobie w kolano bo końcówki mam przeżarte, że się tak wyrażę. Teraz mam ochotę ściąć się na zapałkę i zacząć od nowa ale... To tyle włosów jednak. Szkoda by było... Tak więc będę je wiązać w kucyk jak znowu dopadnie mnie kryzys.
A to moje motywacje:

 stylowi.pl
 stylowi.pl
stylowi.pl
stylowi.pl

A to moje włosy:
http://marin-memories.blogspot.com/

Nie potrafię z rudego zrezygnować. Wiec stwierdziłam, że farbować będę ale tylko jasne włosy (część jest ciemna a część to odrost) i okazjonalnie. Niestety na rozjaśnionych włosach puki co słabo się przyjmuje. Może z czasem nabierze pigmentu.

Pozdrawiam. :)

niedziela, 21 czerwca 2015

Żłobek czy wychowawczy.

Od kilku miesięcy biję się z myślami, co dalej po urlopie macierzyńskim. Wypisałam sobie nawet za i przeciw, ale niestety to mi nie rozwiązało problemu. Mało tego, mam jeszcze większy mętlik w głowie. Jedne matki sobie urlop wychowawczy chwalą a inne nie. Bądź tu człowieku mądry. Sama poniekąd nie wyobrażam sobie siedzenia w domu przez kolejny rok, co dopiero dwa. Zwariować można. Ale z drugiej strony, szkoda mi mojego dziecka i to głównie o niego chodzi.

Za:
+ Julcia w żłobku pozna większą grupę dzieci. Uspołeczni się bardziej.
+ W żłobku są przeróżne zajęcia dla dzieci. Mała będzie bardziej aktywna.
+ Uodporni się.
+ Ja się trochę odchamię w pracy i będę mieć inne zajęcia niż siedzenie przy dziecku. Będę się samorealizowała. Poczuję, że jestem do czegoś więcej potrzebna niż przewijanie pupy z brudnych pieluch.
+ Poprawię swoją pozycję w pracy, dzięki czemu mnie nie zwolnią tak szybko jakby chcieli.

Przeciw:
- Julcia u nas ma dość duży kontakt z dziećmi. Wiec to żadna różnica czy się będzie uspołeczniać w żłobku czy w domu na podwórku.
- W domu też może mieć organizowane zajęcia. Śpiewanie piosenek czy czytanie dziecku to nie jest coś ekstra super wymagającego.
- Uodpornić się może też w przedszkolu. A z resztą i tak będzie chorować i tak. Tylko wolę by chorowała jak będzie starsza a nie taka malutka.
- Takie malutkie dziecko nie powie mi, czy pani ze żłobka na nią krzyczy lub zachowuje się dziwnie.
- Julka w żłobku będzie 9-10 godzin, licząc dojazdy. Przyjedziemy do domu, to jedzenie i spanie. I tak przez 5 dni w tygodniu.
- Nie zgadza mi się również ekonomicznie. Żłobek kosztuje 1300 zł. Z wypłaty zostanie mi nie całe 500 zł. Do tego muszę doliczyć bilet kwartalny lub miesięczny, leki bo Julka zacznie pewnie chorować i wychodzi mi na zero. Wypłata męża idzie na ogólne zakupy co tygodniowe. Ekonomicznie to nie ma sensu.

Jest więcej minusów niż plusów. Chyba że o czymś zapomniałam, ale nie sądzę. Nie mam koło siebie państwowego żłobka. A przynajmniej nie w takim miejscu by mi było po drodze do pracy. Opiekunka też nie zostanie z dzieckiem w domu 10 godzin, nie za takie pieniądze jakie ja bym proponowała.

Myślę, że już podjęłam decyzje. Muszę się tylko z nią oswoić. Moja rodzina pewnie na mnie "wsiądzie" za nią. Z tym, że dla mnie najważniejsze jest moje dziecko. Tylko dalej mam gdzieś z tyłu głowy, że chcę robić coś więcej niż niańczenie dziecka. Pewnie gdybym za swoją wypłatę mogła pracować 5 godzin, to prawdopodobnie pędziłabym do roboty bez zastanowienia. Julcia wtedy by tak długo w żłobku nie siedziała. Lub znaleźć pracę którą będę wykonywać w domu.

A jakie są wasze doświadczenia w tej kwestii?

Pozdrawiam.

marin-memories.blogspot.com

wtorek, 2 czerwca 2015

Tam gdzie mieszkam.

Ostatnio moja miejscowość wygrała w konkursie NIVEA na podwórko. Byłam i jestem z tego bardzo dumna, gdyż udało się to wspólnymi siłami razem z Radzyminem i Markami. Zasady głosowania były proste. Na jednym urządzeniu można było oddać 10 głosów. Można było nie tylko głosować na swoją miejscowość ale na inne również. Głosującymi mogli być mieszkańcy zameldowani i ci niezameldowani również, jak i mieszkańcy innych miejscowości, a także znajomi i ich znajomych itd. Sama zachęcałam do tego swoją siostrę i kilka razy w tygodniu męczyłam ją o głosy na Nadmę, a także by ona wciągnęła w to swoje koleżanki. W konkursie mogły brać wszystkie miejscowości, które się zgłosiły. Duże miasta, miasteczka i takie wsie jak Nadma.

Dziś się dowiedziałam, że komuś to przeszkadza. Tu jest link. Niby nic, ale jednak. Uważam, że nikt nie powinien pisać tego co mu ślina na język przyniesie, nawet jeśli to jest na jego blogu czy stronie internetowej. Owszem można pisać na różne tematy, ale pod warunkiem że piszący zna temat od podszewki lub ma jakieś pojęcie. Np. osoba która nigdy nie była we Włoszech raczej nie będzie pisać o tym kraju. To taki najprostszy i najbardziej wizualny przykład. A pod powyższym linkiem Pan Adam Białaś pisze błędne opinie, opierające się wyłącznie na wynikach konkursu. Nadma miała super kampanię w Radzyminie i Markach by na nią głosowano. Gdyby ten Pan poświęcił choć troszkę czasu i poszukał w internecie to by się dowiedział, że oddane głosy nie są wynikiem oszustwa a dobroci serca innych ludzi. Zarzuca oszustwo a sam rozsiewa jakieś głupie ploty i sam staje się oszustem. Rzuciło mi się w oczy, że nikt jego postu nie komentuje. A wiedziałam, że na forum Radzymina aż wrzało. Napisałam kulturalnie do Jegomościa co o tym sądzę. Nie było w tym chamstwa, raczej chciałam mu coś uprzytomnić. Jak się zabiera za pisanie na jakiś temat, to powinien się na tym znać. I wyobraźcie sobie jakie było moje zdziwienie gdy po 5 minutach mój komentarz był usunięty. Zero profesjonalizmu. Miło jest dostawać oklaski, ale krytyki już nie? A przecież zawsze można się do tego jakoś odnieść, wyjaśnić, wytłumaczyć się jakoś. Sam pisze o uczciwości a taki nie jest.

Obiecałam Panu, że będą go piekły uszy i mam nadzieję że mi się to uda. Gdyż mojego postu, z mojego bloga już nie da się usunąć.

Pozdrawiam.

http://marin-memories.blogspot.com/