niedziela, 21 czerwca 2015

Żłobek czy wychowawczy.

Od kilku miesięcy biję się z myślami, co dalej po urlopie macierzyńskim. Wypisałam sobie nawet za i przeciw, ale niestety to mi nie rozwiązało problemu. Mało tego, mam jeszcze większy mętlik w głowie. Jedne matki sobie urlop wychowawczy chwalą a inne nie. Bądź tu człowieku mądry. Sama poniekąd nie wyobrażam sobie siedzenia w domu przez kolejny rok, co dopiero dwa. Zwariować można. Ale z drugiej strony, szkoda mi mojego dziecka i to głównie o niego chodzi.

Za:
+ Julcia w żłobku pozna większą grupę dzieci. Uspołeczni się bardziej.
+ W żłobku są przeróżne zajęcia dla dzieci. Mała będzie bardziej aktywna.
+ Uodporni się.
+ Ja się trochę odchamię w pracy i będę mieć inne zajęcia niż siedzenie przy dziecku. Będę się samorealizowała. Poczuję, że jestem do czegoś więcej potrzebna niż przewijanie pupy z brudnych pieluch.
+ Poprawię swoją pozycję w pracy, dzięki czemu mnie nie zwolnią tak szybko jakby chcieli.

Przeciw:
- Julcia u nas ma dość duży kontakt z dziećmi. Wiec to żadna różnica czy się będzie uspołeczniać w żłobku czy w domu na podwórku.
- W domu też może mieć organizowane zajęcia. Śpiewanie piosenek czy czytanie dziecku to nie jest coś ekstra super wymagającego.
- Uodpornić się może też w przedszkolu. A z resztą i tak będzie chorować i tak. Tylko wolę by chorowała jak będzie starsza a nie taka malutka.
- Takie malutkie dziecko nie powie mi, czy pani ze żłobka na nią krzyczy lub zachowuje się dziwnie.
- Julka w żłobku będzie 9-10 godzin, licząc dojazdy. Przyjedziemy do domu, to jedzenie i spanie. I tak przez 5 dni w tygodniu.
- Nie zgadza mi się również ekonomicznie. Żłobek kosztuje 1300 zł. Z wypłaty zostanie mi nie całe 500 zł. Do tego muszę doliczyć bilet kwartalny lub miesięczny, leki bo Julka zacznie pewnie chorować i wychodzi mi na zero. Wypłata męża idzie na ogólne zakupy co tygodniowe. Ekonomicznie to nie ma sensu.

Jest więcej minusów niż plusów. Chyba że o czymś zapomniałam, ale nie sądzę. Nie mam koło siebie państwowego żłobka. A przynajmniej nie w takim miejscu by mi było po drodze do pracy. Opiekunka też nie zostanie z dzieckiem w domu 10 godzin, nie za takie pieniądze jakie ja bym proponowała.

Myślę, że już podjęłam decyzje. Muszę się tylko z nią oswoić. Moja rodzina pewnie na mnie "wsiądzie" za nią. Z tym, że dla mnie najważniejsze jest moje dziecko. Tylko dalej mam gdzieś z tyłu głowy, że chcę robić coś więcej niż niańczenie dziecka. Pewnie gdybym za swoją wypłatę mogła pracować 5 godzin, to prawdopodobnie pędziłabym do roboty bez zastanowienia. Julcia wtedy by tak długo w żłobku nie siedziała. Lub znaleźć pracę którą będę wykonywać w domu.

A jakie są wasze doświadczenia w tej kwestii?

Pozdrawiam.

marin-memories.blogspot.com

8 komentarzy:

  1. Oj ja też mam ten sam problem. W listopadzie kończy mi się urlop :/ Do pracy teraz musiałabym dojeżdżać godzinę w jedną stronę...chyba zostanę w domu, to nie była aż tak rozwojowa praca :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko godzinę? U mnie to 1,5 godziny a w korkach dłużej. :/ Ale w sumie się cieszę. Będę miała więcej czasu na czytanie książek i pisanie, pod warunkiem, że Julcia będzie spać w tym czasie. :P

      Usuń
    2. Taki już los nas matek - że dziecko jest najważniejsze, a jeśli chodzi o pracę jak nie ta to będzie inna a czasu spędzonego z córką nigdy nie odzyskasz :)

      Usuń
  2. Jeśli masz możliwość, to proponowałabym zostać z dzieckiem trochę dłużej w domu. Wiem, że przez sytuację materialną wiele matek z tego rezygnuje, ale ich dzieci w żłobkach oczywiście łapią choroby i konieczne jest przebywanie na zasiłku opiekuńczym (jeśli jest umowa o pracę). Myślę, że nie cofniesz się aż tak bardzo w rozwoju przez dodatkowy rok czy dwa w domu, a dzieci szybko rosną. Może kiedyś będziesz żałowała, że nie spedziłaś z małą jak najwiecej czasu? Sama urodziłam dwoje dzieci - jedno po drugim, i byłam z nimi w domu do ukończenia przez młodsze 2 lat. Potem podjęłam pierwszą, słabo płatną pracę, starsze dziecko poszło do przedszkola, a młodsze do niani. Moja cała pensja praktycznie na to szła, ale wiedziałam, że na początku tak musi być. Z czasem wszystko się wyprostowało :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu nie tylko o to chodzi. Tak by mnie to pewnie nie trapiło gdybym nie miała skomplikowanego małżonka. Po prostu wiem, że jak mam swoje pieniądze (nawet te 200 zł na miesiąc) to nikt by mi nie wypominał, że kupiłam głupi tusz do rzęs. Ale mniejsza z tym.

      Usuń
    2. Rozumiem :-) Bywa i tak.

      Usuń
  3. Niestety to nigdy nie jest łatwa decyzja, zrób tak żeby dla Ciebie i dziecka było jak najlepiej :)

    OdpowiedzUsuń