środa, 15 lipca 2015

Z nad morza.

Wróciłam z wczasów. Byliśmy w Krynicy Morskiej. O samej miejscowości potem. Na razie kilka zdjęć.

 http://marin-memories.blogspot.com/
 http://marin-memories.blogspot.com/
 http://marin-memories.blogspot.com/
 http://marin-memories.blogspot.com/
 http://marin-memories.blogspot.com/
 http://marin-memories.blogspot.com/

niedziela, 5 lipca 2015

Współczesny mąż w domu.

Ostatnio mam wrażenie, że się duszę we własnym domu. Zmusza się mnie do czegoś co mi się nie podoba. To szufladkowanie mnie i ściąganie do jakiś pieprzonych stereotypów nie podoba mi się. Dlatego poruszę dziś temat o roli mężczyzn we współczesnym domu.
Nie mam idealnego męża, wręcz praktycznie co dziennie działa mi na nerwy. I się zastanawiam, jak mogłam się wpakować w takie olewcze mnie bagno. Moi przyjaciele zawsze mnie mieli za bardzo niezależną osobę, o konkretnych planach na życie oraz liberalnych poglądach. Koleżanka kiedyś mi powiedziała, że dziwne iż jeszcze nie mam na ciele wytatuowane RÓWNOUPRAWNIENIE.
Obecnie znajome (zwłaszcza te bez mężów i dzieci) chwalą mojego męża, że taki pomocny itp, że po pracy jest zmęczony a weźmie Julcie i się nią zajmie. I wiecie co? Myślcie sobie o mnie co chcecie, że jestem niewdzięczna, nienormalna, i wariatka do tego. Trudno. Taka jestem. Ale myślałam, że parsknę śmiechem. On zmęczony po pracy. No ludzie, nie wytrzymam. Siedzi w pracy przy biureczku i sobie klika coś na klawiaturze. Niczym się nie przejmuje. Dokładnie zajmuje się tworzeniem reklam na stronach internetowych dla różnych firm. Zlecenia dostaje od handlowców, którzy wszystko ustalają wcześniej z klientem. A ja? Szczerze. Uważam, że w tym czasie, gdy on sobie tak w pracy klika, to ja odwalam cięższą robotę. Czemu? Bo dziecko do cholery wymaga 100% uwagi od rodzica. Cały czas trzeba być na maksa czujnym. Tu kupka, tam siusiu, śniadanko, obiadek, przytulić, ponosić, dać misia, nie misia tylko układankę a najlepiej telefon i pilot itp. I często gęsto te czynności trzeba robić jednocześnie, do tego wyprasować i coś ugotować, oraz posprzątać i samemu zjeść. A on klik, klik, klik... Jezu! No korona mu z głowy nie spadnie jak zajmie się po pracy Julcią przez 1-1,5 godziny, a weekend nawet cały dzień. To jest jedynie przykład. Bo jeśli chodzi o małżonka, to on nawet lubi się małą zajmować. Jakoś nie ma z tym problemu. W większości dni nie daję jej od razu do tatusia. Tylko czekam aż zje, gazetę przeczyta i ogólnie się zregeneruje. 
Głównie chodzi mi o mentalność części żon, matek, kochanek itd. Dalej panuje jakiś głupi stereotyp, że kobieta ma sprzątać i dziećmi się zajmować, nawet jeśli w tym czasie sama zarabia. I to jest ich wina, bo one na to pozwalają. Może ktoś powie, że jestem suką, ale współczuję kobietom które dały dzieciom i mężom wleźć sobie na głowę i na dodatek tego kompletnie nie widzą. Mało tego, tłumaczą tych mężczyzn, jacy to oni są biedni. Za parę lat dopiero zdadzą sobie z tego sprawę, jak będą wyniszczone i zmęczone. Gdy dziecko pójdzie z domu w świat, a mąż do młodszej lub kompletnie osiądzie na kanapie. Będą stać w martwym punkcie i się zastanawiać, co one zrobiły źle.
Może tak nie być, bo scenariuszy jest z milion. Ale może staną i pomyślą, że w sumie dlaczego kobieta całą robotę odwalała, za miast dać sobie trochę luzu (i w tym czasie chociaż poleżeć, w sufit popatrzeć) oraz zaangażować w coś tę połowicę. Pewnie wszystko inaczej wygląda, gdy mąż ma na prawdę ciężką pracę, jest policjantem, żołnierzem lub budowlańcem. Ale jeśli ma pracę biurową, 8- godzinną?
Dziś małżonek zwrócił mi uwagę że narzekam, zrzędzę. I tak sobie myślę, że pewnie bym nie zrzędziła, gdyby zrobił od razu to o co go się prosi i słuchał co do niego mówię.
Pozdrawiam,
Zrzędząca.

 http://progressforpoland.com

 http://niedoskonaloscperfekcyjna.blogspot.com

http://pozytywna.pl