niedziela, 5 lipca 2015

Współczesny mąż w domu.

Ostatnio mam wrażenie, że się duszę we własnym domu. Zmusza się mnie do czegoś co mi się nie podoba. To szufladkowanie mnie i ściąganie do jakiś pieprzonych stereotypów nie podoba mi się. Dlatego poruszę dziś temat o roli mężczyzn we współczesnym domu.
Nie mam idealnego męża, wręcz praktycznie co dziennie działa mi na nerwy. I się zastanawiam, jak mogłam się wpakować w takie olewcze mnie bagno. Moi przyjaciele zawsze mnie mieli za bardzo niezależną osobę, o konkretnych planach na życie oraz liberalnych poglądach. Koleżanka kiedyś mi powiedziała, że dziwne iż jeszcze nie mam na ciele wytatuowane RÓWNOUPRAWNIENIE.
Obecnie znajome (zwłaszcza te bez mężów i dzieci) chwalą mojego męża, że taki pomocny itp, że po pracy jest zmęczony a weźmie Julcie i się nią zajmie. I wiecie co? Myślcie sobie o mnie co chcecie, że jestem niewdzięczna, nienormalna, i wariatka do tego. Trudno. Taka jestem. Ale myślałam, że parsknę śmiechem. On zmęczony po pracy. No ludzie, nie wytrzymam. Siedzi w pracy przy biureczku i sobie klika coś na klawiaturze. Niczym się nie przejmuje. Dokładnie zajmuje się tworzeniem reklam na stronach internetowych dla różnych firm. Zlecenia dostaje od handlowców, którzy wszystko ustalają wcześniej z klientem. A ja? Szczerze. Uważam, że w tym czasie, gdy on sobie tak w pracy klika, to ja odwalam cięższą robotę. Czemu? Bo dziecko do cholery wymaga 100% uwagi od rodzica. Cały czas trzeba być na maksa czujnym. Tu kupka, tam siusiu, śniadanko, obiadek, przytulić, ponosić, dać misia, nie misia tylko układankę a najlepiej telefon i pilot itp. I często gęsto te czynności trzeba robić jednocześnie, do tego wyprasować i coś ugotować, oraz posprzątać i samemu zjeść. A on klik, klik, klik... Jezu! No korona mu z głowy nie spadnie jak zajmie się po pracy Julcią przez 1-1,5 godziny, a weekend nawet cały dzień. To jest jedynie przykład. Bo jeśli chodzi o małżonka, to on nawet lubi się małą zajmować. Jakoś nie ma z tym problemu. W większości dni nie daję jej od razu do tatusia. Tylko czekam aż zje, gazetę przeczyta i ogólnie się zregeneruje. 
Głównie chodzi mi o mentalność części żon, matek, kochanek itd. Dalej panuje jakiś głupi stereotyp, że kobieta ma sprzątać i dziećmi się zajmować, nawet jeśli w tym czasie sama zarabia. I to jest ich wina, bo one na to pozwalają. Może ktoś powie, że jestem suką, ale współczuję kobietom które dały dzieciom i mężom wleźć sobie na głowę i na dodatek tego kompletnie nie widzą. Mało tego, tłumaczą tych mężczyzn, jacy to oni są biedni. Za parę lat dopiero zdadzą sobie z tego sprawę, jak będą wyniszczone i zmęczone. Gdy dziecko pójdzie z domu w świat, a mąż do młodszej lub kompletnie osiądzie na kanapie. Będą stać w martwym punkcie i się zastanawiać, co one zrobiły źle.
Może tak nie być, bo scenariuszy jest z milion. Ale może staną i pomyślą, że w sumie dlaczego kobieta całą robotę odwalała, za miast dać sobie trochę luzu (i w tym czasie chociaż poleżeć, w sufit popatrzeć) oraz zaangażować w coś tę połowicę. Pewnie wszystko inaczej wygląda, gdy mąż ma na prawdę ciężką pracę, jest policjantem, żołnierzem lub budowlańcem. Ale jeśli ma pracę biurową, 8- godzinną?
Dziś małżonek zwrócił mi uwagę że narzekam, zrzędzę. I tak sobie myślę, że pewnie bym nie zrzędziła, gdyby zrobił od razu to o co go się prosi i słuchał co do niego mówię.
Pozdrawiam,
Zrzędząca.

 http://progressforpoland.com

 http://niedoskonaloscperfekcyjna.blogspot.com

http://pozytywna.pl

8 komentarzy:

  1. Oj tak... mój mąż ma taką ciężką pracę, że zawozi ludzi do pracy na budowę i pilnuje, żeby się nie uchlali. Jedzie po zaopatrzenie i takie tam... ja wiem, że jazda męczy, ale no kurwa :/ Ja bym się chętnie zamieniła. Wczoraj poodkurzałam, zmyłam podłogi, ugotowałam obiad dla siebie i ady, dla olka, posprzątałam bajzel, byłam w sklepie, no wszystko i nie byłam zła, ale wystarczyło tylko, że wszedł ze swoją umęczoną miną, żeby trafił mnie wkurw. Oj rozumiem Cie...sama się tu duszę, zresztą wiesz. Zazdroszczę mojej koleżance, która ma 3 psy i organizuje zawsze 4 adopcje. Ma chłopaka, ale takiego samego jak ona...Ukradłam Ci zdjęcie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jak swojego widzę po jego robocie to też mnie szlak trafia, ale to ma raczej związek z jego uwagami które zaraz wypowiada. I generalnie czasem nie myśli co mówi.

      Usuń
  2. Podpisuję się pod Twoimi przemyśleniami w stu procentach. Ja od zawsze byłam niezależna i nawet głośno mówiłam, po co mi ślub, przecież przysiega nie będzie decydować o nasze miłości. Ale zakochałam się i stało się to, co często w swoich tekstach podkreślam - straciłam głowę. Mąż namówił mnie do ślubu, bo teściowa uważała, ze to konieczność, a że oboje pochodzimy z tzw. "tradycyjnych polskich rodzin", zaraz po ślubie rodzinki zaczeły włazić w nasze życie z butami i pouczać, co kobieta w domu powinna. Teściowa to była kiedyś nawet tak bezczelna, że nagadała na mnie, że śmiem czytać, bo przecież prawdziwa pani domu w tym czasie coś by od niechcenia ugotowała! Dałam sobie wleźć na głowę jak ta lala i dopiero pójście do pracy mnie uratowało i stopniowo zaczynałam odzyskiwać siebie. Tak więc - praca moze byc dobrym wyjsciem, oby tylko nie dać się wmanewrować w rolę "prawdziwej kobiety" czy matki polki, bo dla tych przecież różnicy nie ma czy pracują zawodowo, czy nie - pewne prace do kobiety należą. Wrrr. Oj na ten temat to mogłabym sobie długo podyskutować, ale prawda jest też taka, ze jeśli rodzina małżonka tradycyjna, to i z niego niewiele da się zrobić więcej.. Ja mam już to za sobą, ale Tobie życzę wytrwałości, super pracy i superpartnerstwa, bo tylko taki związek - oparty na partnerstwie - ma sens!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faceci czasem inaczej rozumieją partnerstwo :/

      Usuń
  3. Oj tak trzeba umieć walczyć o swoje, ja na początku też dałam sobie wejść na głowę, na szczęście zmądrzałam z czasem ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. A jeszcze lepiej jak kobieta pracuje, po pracy wraca, ogarnia dom, zajmuje się dziećmi, pierze, sprząta i gotuje, a Pan odpoczywa, bo to On był w pracy. Mam takich przykładów wokół siebie na pęczki, ale u mnie akurat jest wręcz odwrotnie, więc narzekać nie mogę. Jedyne co mnie dręczy to, że przez lata wbijania do głowy tego chorego podziału ról ja w tej konstelacji czuję wyrzuty sumienia. Czy Twój mąż je miewa?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. On i wyrzuty sumienia? Nie, no. Ma, oczywiście. Jak widzi moje łzy. Ale po 5 minutach już nic nie pamięta. I myśli, że już wszystko jest pozamiatane. Najgorsze jest to, że kobieta może mówić i tłumaczyć po sto razy. Facet myśli "O Jezu ona znowu narzeka". A nie pomyśli, że jakby raz a porządnie posłuchał i zrobił to co się do niego mówi, to potem kobieta nie miałaby powodu do dalszych narzekań. Przykładowo taka scenka:
      - Nie przytulasz mnie już. Mógłbyś czasem okazać więcej czułości.
      - Znowu zrzędzisz. O co ci chodzi?
      - Czy ja wyrażam się jakoś po chińsku? Przecież mówię, że brakuje mi czułości.
      - Przecież kochaliśmy się w tym miesiącu.
      I dlaczego faceci "czułość" odbierają jako "sex"? A nawet jeśli. No ludzie... Raz na miesiąc? Libido im spada czy jak?
      Lub inna scenka.
      Dwoje siedzi na kanapie, on zaczyna ją przytulać. Ona się nakręca i gładzi jego. Po czym on... Prrrr... O bączek. Ona się odsuwa zniesmaczona.
      - Chciałaś więcej czułości. Potem nie miej pretensji.
      - Więcej czułości tak, ale nie z symfonią i odorami w tle.
      - Oj tam, taki mały bączek.
      - Chyba trąba jerychońska a nie bączek.
      Kobieta wychodzi.

      Usuń
  5. Mnie też to irytuje.. Nie wiem jak ja to zrobię, ale nie pozwolę aby mój facet siedział na dupie przed komputerem jak ja bd zapieprzać... Mowy nie a!

    OdpowiedzUsuń