sobota, 28 maja 2016

Dno obojętności i zmęczenia.

Witam!

Miałam wrócić z jakimś pozytywnym wpisem ale jakoś nie dam rady. Życie ostatnio mi się tak układa, że mam wszystkiego dość. Najchętniej zabrałabym córkę i wyjechała gdzieś daleko daleko. Mąż ostatnio tak daje mi w kość, że aż się nie mogę doczekać kiedy mi się wychowawczy skończy. Do tego czasu mam zamiar czerpać z tego niby małżeństwa ile się da.
Z takich bardziej pozytywnych informacji. Zacisnęłam pasa przez ostatnie trzy tygodnie i 3 kg poszły w dół. Niestety dopadł mnie już kryzys i mam zastój. Trzymam się tylko dzięki koleżance. Podsyła mi co jakiś czas swoje foty, mówi ile obecnie waży i mnie to jakoś mobilizuje. Chyba też zacznę jeść samą sałatę. W sumie czemu nie. Planowałam schudnąć do 4 czerwca 13 kg a spadło tylko 3. Nie umiem się jakoś ostatecznie zmobilizować. Jak już to na krótką chwilę. Momentami jestem tak zmęczona i niedospana, że wybieram szybkie kaloryczne przekąski za miast tych zdrowych. Te zdrowsze wymagają przygotowania, a mi się nie chce.
Na dodatek nerwy mnie ponoszą i już przy własnym dziecku czasem nie wyrabiam.
Obecnie przygotowuję się do egzaminów na uczelni. Więc już na nic nie mam czasu. Wiem. Powinnam sobie wygospodarować choć trochę czasu dla siebie i gdzieś iść na spacer lub do koleżanki. Odstresować się. Ale wierzcie mi. Bym musiała chodzić tak co drugi dzień by poczuć się lepiej.

Pozdrawiam z dna obojętności i zmęczenia,
Marin.