wtorek, 19 lipca 2016

Nie lubię dzieci.

Wiecie co, nie lubię nie grzecznych dzieci. Tzn, ja w ogóle nie lubię dzieci. Nie przepadam za nimi. Te ich jęki, roszczenia i humorki. Aż mi się rzygać chce. Swoją Julkę kocham. W końcu to moje dziecko. Czasem jest taka kochana, że mam ochotę ją schrupać. Ale momentami mam tak jej dość, że zastanawiam się czy aby sobie nie skrócić urlopu wychowawczego. Do tego jak dochodzą inne dzieci. Są dla mnie jak kosmici. Dziś stałam w kolejce, w sklepie i przy kasie była młoda dziewczyna, z trójką dzieci dookoła i z czwartym w brzuchu. Nie wiem jak to się stało, ale malutkimi kroczkami odsunęłam się od tego towarzystwa jak mogłam i modliłam się by ta biedna kobieta mnie nie dotknęła. Jeszcze by mnie zaraziła ciążą. Może to i głupie. Może pomyślicie, że jestem kretynką, idiotką itd, ale ja na prawdę nie mam potrzeby przebywania w towarzystwie zgrai małych ludzików. Czuje dreszcze, zbiera mi się na wymioty. Żeby przybliżyć Wam mój problem porównam go do np. obawy przed myszami i robakami. Są małe, oślizgłe, wstrętne, ale generalnie krzywdy człowiekowi nie zrobią. To czemu się ich boimy? (W tym miejscu Wasza odpowiedź). Z tego samego powodu ja nie przepadam za dziećmi. Albo jeszcze lepszy przykład. Na pewno nie raz, jadąc autobusem czy tramwajem, spotkaliście się z osobą upośledzoną. Zawsze gdy jestem świadkiem takiej sytuacji, to widzę, że nagle ludzie omijają z daleka taką osobę. Jakby trąd miała. Więc ja tak omijam dzieci. I nie widzę w tym nic złego. Mam jedno dziecko i jedno mi wystarczy. Dlatego też wkurzam się, gdy ktoś nagabuje mnie na drugie dziecko. Tym bardziej, że argumenty nie są zbyt dobre. Nawet nie wiem czy można nazwać argumentem zdanie "Bo Julce będzie raźniej z rodzeństwem". Serio? To kupie jej psa, kota, chomika, słonia czy świnie. Moja babcia ostatnio poinformowała mnie, iż moje kuzynki ze Śląska już w drugiej ciąży są. Moja reakcja?
- O matko! Współczuje im!
- Słucham? - pyta się babcia.
- To znaczy... Gratulacje. Prześlij im gratulacje.
Wiem, że moja babcia chciałaby kolejnego członka rodziny, no ale niestety. Nie z mojej strony. Tym bardziej, że nie mam własnego mieszkania, domu. I nawet mnie na drugie dziecko nie stać. A jak będzie stać, to sorry. Wolę kredyt.
Na moje nieszczęście mam bardzo towarzyskie dziecko. Lubi bawić się z innymi dziećmi, nawet jak te dzieci je odganiają, krzyczą na nią, lub jej dokuczają. Oczywiście Julcia jest taka, że nie da sobie w kasze dmuchać. Ma nie całe 2 lata, a jak ktoś jej za skórę zalezie to potrafi nieźle zdzielić. Wiec się o nią nie martwię. Ale jak jest niegrzeczna, lub inne dzieci są niegrzeczne... Ludzie trzymajcie mnie. Nie rozumiem czemu rodzice na wszystko swoim pociechom pozwalają. Uważam, że od najmłodszych lat powinno się im wyznaczać pewne granice. A widzę, że inni wolą pozwolić na coś by mieć święty spokój. Julce czasem potrafię non stop zwracać uwagę i mam wrażenie, że to nic nie daje. Ale może jednak za którymś razem do niej trafi. Nie nawiedzę, jak dzieciak ze mną dyskutuje i pyskuje. Dlatego ja swojemu dziecku nie popuszczę. Nie dam sobie na głowę wejść.
I nie oceniajcie mnie źle. Ja dzieci nie lubię i już. Ktoś nie lubi szpinaku, a ja dzieci.

1 komentarz:

  1. Cóż, zdarza się. Sama może nie aż tak bardzo nie lubię dzieci, ale nie mam ochoty zajmować się nimi, ani nawet zachwycać. Nigdy nie wezmę malucha na ręcę, nie będę z nim gruchać. Tak było od zawsze. Kiedy byłam młodą dziewczyną, denerwowała mnie moja koleżanka, która ciągle wszystkim dzieci chciała pilnować, zamiast ze mną coś robić ciekawego. Kiedy wyszłam za mąż, odezwał się we mnie instynkt macierzyński i urodziłam dwójkę, które pokochałam od pierwszego wejrzenia. W tym czasie przyjaznym okiem patrzyłam też na cudze maluchy. Po kilku latach, kiedy moje dzieci maleństwa urosły, odetchnełam z ulgą, bo takie dzieci z podstawówki i starsze to już lubię i to chyba ze wzajemnością. A najbardziej lubię nastolatki, uwielbiam takich ciekawych świata, pełnych energii młodziaków i nie zdarzyło mi się jeszcze narzekać na dzisiejszą młodzież. Najgorzej znoszę niemowlęta. Tak jest i już. Ciekawa jestem, jak to będzie u mnie z wnukami...

    OdpowiedzUsuń