sobota, 24 września 2016

Poszła baba do fryzjera.

Poszłam do fryzjera. Chciałam wrócić do swojego naturalnego koloru z małymi refleksami jak od słońca. Koloryzacja babylights wydawała mi się bardzo do tego efektu podobna. Miały być pasemka o ton, maksymalnie o dwa tony jaśniejsze od koloru naturalnego.

http://mybeautime.com/
http://www.haircutweb.com/2015/05/babylights-baby.html
  
Poszłam do sprawdzonej fryzjerki, do której chodzę od lat. Nigdy nie wyszłam od niej nie zadowolona. Zawsze rozumiała co mam na myśli. I tak jak zawsze i teraz dokładnie jej wszystko wytłumaczyłam, opowiedziałam. Pierwsze moje wrażenie... Hmmm... Ciemny brąz z białymi niemal pasemkami. Pewnie się trochę wymyje, będzie dobrze. Ale po trzech dniach mycia nic.... Szorowałam głowę szamponem przeciwłupieżowym dwa tygodnie, coś tam ruszyło. Obecnie moja głowa wygląda tak:


Nie wiem co dalej z tymi włosami robić. Nie podobają mi się te za jasne pasemka. Reszta jest spoko. Taki jest właśnie mój naturalny kolor. Szwagierka i moja matka nie wiedzą o co mi chodzi, mówią, że jest bardzo dobrze. Ja jednak odnoszę wrażenie, że mam na łbie siwe włosy. Mam w planach na całość położyć ciemny blond lub średni blond. Ale nie chcę przekombinować. Chciałam przestać na pół roku farbować włosy a wychodzi, że jeszcze raz położę farbę. Irytuje mnie to okropnie.
Może mi ktoś coś doradzi?
Pozdrawiam.

poniedziałek, 19 września 2016

Studia na wychowawczym w praktyce.

Wiem. dawno mnie tu nie było. Zaglądam w zasadzie sporadycznie, kiedy mam jakiś problem. Tym razem nie jest inaczej.
Wiecie, cieszyłam się na studia. W końcu mogłam coś robić dodatkowo oprócz sprawowania opieki nad dzieckiem. Kocham swoją córkę i to bardzo. Im jest starsza, pojętniejsza to kocham co raz bardziej i pękam z dumy na sam widok jak ona wszystko szybko rozumie. Obecnie jesteśmy na etapie odzwyczajania od pieluchy. Tydzień już za nami. Mieliśmy dwudniową przerwę przez małego wirusa i biegunkę, ale sytuacja jest opanowana. Julcia woła "kupa", "siusiu", więc jest super.
Wracając do uczelni. Serio. Cieszyłam się. To był taki powrót do żywych. Przestałam się tym cieszyć kiedy uczelnia zaczęła robić pod górę. W I semestrze był wymagany W-F, nawet na studiach zaocznych. Specjalnie musiałam kupić karnet na basen i wydawać kolejne pieniądze. No ale karnet się nie zmarnował. Było tylko takie poczucie, że te pieniądze mogły być lepiej spożytkowane, np. wycieczka weekendowa. Obecnie jest problem praktyk zawodowych. Wiem, że to normalne. Na większości uczelniach to jest, to nic dziwnego i strasznego. Tylko przypomnę jestem na wychowawczym. Generalnie przepisy regulują, że osoba przebywająca na takim urlopie może nawet pracować, przyjmuje się, że nie więcej niż pół etatu. Tylko, że w moim wypadku wygląda to następująco: Po 1. Nie mogę zostawić dziecka nawet na godzinę samego bo nie mam z kim. Po 2. Nie stać mnie na żłobek. Z resztą mieszkam w takiej miejscowości, że tu nie ma takiej instytucji. Jest w miejscowości obok prywatny, oraz w Warszawie na Targówku, ale sorry, jak wspomniałam nie stać mnie. Kto mi na to da 1300 zł? Dzwoniłam do szkoły i mówiłam jak wygląda moja sytuacja. Krótko mówiąc mają to w dupie. Praktyki to jeden z przedmiotów zaliczających rok i można ewentualnie rozmawiać o tym z pracodawcą. Dzwoniłam do pracodawcy. Stwierdził, że uczelni powinna wystarczyć decyzja o wychowawczym, którą mi wysłali pocztą. Decyzje jak najbardziej mam, ale czy uczelnia to uzna? Wątpię... 
Pierwszy zjazd w szkole jest 1-2 października i zapowiada się już hardkorowo. I jak ja mam się cieszyć studiowaniem? Nic tylko cały czas pod górkę. :/ Nie rozumiem dlaczego mam się tłumaczyć z urlopu wychowawczego? Czy ktoś miał podobne problemy z uczelnią?